ARCHIWUM 14

  klub
strona główna
aktualności
informacje
prasa
wydarzenia
wywiady
  liga
kadra
terminarz
mecze
tabela
  historia
kronika
resoviacy
1905...
Rzeszów
artykuły
  www
e-muzeum
foto
linki
kontakt
księga gości
forum


















































 

 

 

2007.11.10 | Remis na zakończenie rundy jesiennej

Wisłoka Dębica - Resovia Rzeszów 2:2 (2:1)
17' Królikowski, 30' Mateusz Wolański - 21' Jędrusiak (s.), 90' Walaszczyk (k)

Wisłoka: Zarychta, Michał Wolański, Jędrusiak,Konrad, Król,Królikowski (84' Zołotar),Smaś, Kalita, Mariusz Wolański (71' Kleinschmidt), Mateusz Wolański, S. Kantor (89' Bieszczad)
Resovia: Pietryka, Mita,
Rajzer, Bogacz, Jakubowski (71' Bąk), Walaszczyk, Domoń (58' Mazurkiewicz), Zieliński (19' Rozborski), Oślizło (54' Przybyła), Biliński, Hajduk
Sędzia: Mariusz Wrażeń z Gorlic.
Widzów: 1200



                                                               foto: Dziennik Polski

O tym, że Resovia będzie miała pod górkę wiadomo było grubo przed meczem. "Pasiakom" rozsypała się linia obrony: Damian Polak pauzował za nadmiar kartek, Wiesław Kozubek i Rafał Pydych zostali w domach z 38-stopniową gorączką, Jarosław Mita wyszedł na boisko po kilkunastu dniach rozłąki z piłką, a Rafał Rajzer z kontuzją. - Grał po zastrzyku, bo jeszcze dzień przed meczem nie mógł ruszyć nogą - opowiadał trener Maciej Huzarski. Jakby nieszczęść było mało, na początku meczu Arturowi Zielińskiemu "strzeliła" torebka stawowa. Zastąpił go Sławomir Rozborski, który pierwszy raz od wiosny zagrał w ligowym spotkaniu. Wychowanek Resovii przytył, stracił więc swój największy atut - szybkość. Ilość strat, jakich dopuścił się w tym spotkaniu oraz przegranych pojedynków była zatrważająca. Po raz kolejny resoviacy mieli też kłopot z młodzieżowcami. Kamil Oślizło, choć trudno w to uwierzyć, był słabszy od Sławomira Przybyły, który przynajmniej robił dużo wiatru.
Przenikliwe zimno, sypiący od czasu do czasu śnieg i błotnista breja, po której poruszali się piłkarze, wpłynęły na jakość meczu. Oglądaliśmy głównie bezpardonową walkę, mnóstwo fauli i pomyłek, które na tym poziomie nie powinny się zdarzyć. Dość powiedzieć, że wszystkie gole padły w dziwnych okolicznościach bądź po wybitnie niefortunnych interwencjach. Wrażeń dostarczył za to sędzia, od tego sezonu prowadzący spotkania III ligi. - Beznadziejny był - zgodnie przyznawali trenerzy Wisłoki i Resovii. Gospodarze najwięcej pretensji mieli o sytuację z 91 minuty, gdy arbiter podyktował "11" za dotknięcie piłki ręką przez Waldemara Jędrusiaka. Goście utrzymywali, że karny należał się im znacznie wcześniej, za faul tegoż Jędrusiaka na Sebastianie Hajduku. Protestowali również, gdy liniowy nie uznał gola na 2-2, pokazując spalonego.
- Nie posiadamy indywidualności na miarę Mirka Kality i Mateusza Wolańskiego. Każdy z nich potrafi rozstrzygnąć o losach meczu - przyznawał przed pierwszym gwizdkiem II trener Resovii, Marek Kramarz. Wiedział, co mówi. Wolański miał udział przy pierwszej bramce, drugą zdobył po świetnym podaniu od Kality. Instynktu strzeleckiego zabrakło natomiast Sławomirowi Kantorowi, który w 83 minucie w sytuacji sam na sam z Marcinem Pietryką zachował się najgorzej, jak mógł, trafiając w niego. Chwilę później w brodę pluł sobie najbardziej doświadczony piłkarz Resovii Maciej Biliński, który po zagraniu Łukasza Bąka "główkował" z 4 metrów w ręce Marcina Zarychty.
Od 70 minuty Resovia grała trzema obrońcami i trzema napastnikami, co stwarzało Wisłoce okazje do kontrataków. Jednak korzyści nie było z tego żadnych, bo gospodarzom albo brakowało precyzji, albo pomysłu na wykończenie akcji.

Dziennik Polski

Jak padły gole
1-0 Do zagranej w pole karne piłki ruszył Mateusz Wolański, a na spotkanie z nim - nie wiedzieć czemu - Marcin Pietryka. Gdyby został w bramce, nic złego rzeszowianom by się nie stało. Tymczasem Wolański przerzucił piłkę nad Pietryką, Witold Jakubowski nie oderwał się od ziemi i Krzysztof Królikowski głową skierował futbolówkę do pustej bramki.
1-1 Z wolnego dośrodkował w pole karne Jakubowski, piłka spadła na nogę Jędrusiakowi i odbiła się tak nieszczęśliwie, że wtoczyła się do bramki tuż przy słupku.
2-1 Tym razem błąd przytrafił się Bilińskiemu, który w okolicach własnego pola karnego zagrał na środek boiska, wprost pod nogi Kality. Trener Wisłoki z prezentu skorzystał: zagrał do Mateusza Wolańskiego tak, że ten nie mógł nie trafić.
2-2 Po strzale Sebastiana Hajduka piłka trafiła w rękę Jędrusiaka. Karnego na gola zamienił Kamil Walaszczyk. Uderzył precyzyjnie, przy słupku, nie dając Zarychcie szans.

Mirosław Kalita (Wisłoka): - Karny Resovii się należał, ale w pierwszej połowie, za faul Jędrusiaka na Hajduku. W ostatniej minucie arbiter postanowił naprawić swój błąd i popełnił kolejną gafę. Cóż, taki urok naszego futbolu... Wygraliśmy ze Stalą, zremisowaliśmy z Resovią, ale żeby od razu mówić, iż "Wisłoka pany" na Podkarpaciu? Pogubiliśmy po drodze mnóstwo punktów. Gdyby nie to, bylibyśmy "pany", ale całej ligi. Wykorzystaliśmy kłopoty rzeszowian w obronie - oba gole praktycznie dostaliśmy w prezencie.

Maciej Huzarski (Resovia):
- Choć punkt uratowaliśmy w ostatnich sekundach, wracamy do domu rozczarowani. Byliśmy zespołem lepszym i powinniśmy ten mecz rozstrzygnąć na swoją korzyść. Szkoda, że z uwagi na plagę chorób i kontuzji miałem znacznie ograniczone pole manewru. Rezerwowi wypadli jednak nieźle, nie można mieć do nich większych zastrzeżeń. Nie byliśmy ostatnio w żadnym kryzysie, ze Stalą też nie musieliśmy przegrać. W tamtym meczu zespół nie walczył na całego, w Dębicy znów pokazał charakter.

Dziennik Polski

2007.10.28 | Resovia bez punktów

Stal Rzeszów - Resovia Rzeszów 1:0 (1:0)
19' Jędryas

Stal:Petrykowski, Nizioł (73' Adranowicz), Emeka,Duda, Tyrpuła (2'Hus), Niemczyk, Reiman,Kloc, Szymański,Jędryas (57' Wolański),Quaye (79' Wójcik)
Resovia: Pietryka,Polak, Rajzer (70' Mazurkiewicz), Kozubek, Bogacz, Grabowski (46' Zieliński), Walaszczyk (58' Jakubowski), Domoń (68'Bąk),Przybyła, Biliński, Hajduk
Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków) Widzów: 4200
 


                           foto: Łukasz Milewski, photohormone.com


Długo oczekiwane derby nie przyniosły spodziewanych emocji, oczywiście w kategorii ich poziomu gry. Za to zgodnie z przewidywaniami nie brakowało walki na całej długości i szerokości boiska. Godnym podkreślenia jest także fakt, że kibice obu zespołów zachowali się bardzo dobrze. Nie było incydentów zarówno na stadionie jak i poza nim. Godzinę przed rozpoczęciem spotkania obiekt przy ul. Hetmańskiej był już pieczołowicie zabezpieczony przez trzy firmy ochroniarskie i policję.
Piłkarze Resovii pojawili się na stadionie godzinę przed rozpoczęciem meczu. Trener Maciej Huzarski, notabene wychowanek rzeszowskiej Stali, wraz z drugim szkoleniowcem Markiem Kramarzem zarządzili krótką odprawę. Jasno wynikało z niej, że Resovia postawi na ofensywny styl gry. Jego kolega po fachu, Andrzej Szymański, z którym wspólnie występowali w Stali, swoim podopiecznym przekazał podobne uwagi taktyczne. Kiedy piłkarze obu zespołów udali się na rozgrzewkę, trenerzy przyjaźnie przywitali się, po czym podążyli do swoich ekip.
Nie upłynęły dwie minuty, a już był pierwszy pechowiec derbowej potyczki, którym okazał się Konrad Tyrpuła. Obrońca Stali tak niefortunnie interweniował, że naciągnął mięsień dwugłowy i boisko musiał opuścić na noszach. Trener Szymański energicznym gestem wskazał 16-letniemu Krzysztofowi Husowi, by natychmiast był gotowy do gry. Ciężar gatunkowy tego spotkania wychowanek Stali zniósł świetnie. W całym meczu nie popełnił błędu, a przecież dotychczasową piętą achillesową w grze stalowców była defensywa. To właśnie na jej błędy liczyli resoviacy, którzy przecież mieli świetnie rozpracowanego rywala. Początek należał do biało-niebieskich. W 12 min po dośrodkowaniu Jędryasa na dogodnej pozycji strzeleckiej znalazł się Quaye, którego w ostatniej chwili ubiegł Polak. Dwie minuty później Quaye prostopadłym podaniem uruchomił Szymańskiego, ten pomknął z piłką i mając przed sobą jedynie Pietrykę, chybił. Za to w 19 min w sektorach gospodarzy zapanował szał radości, a wszystko to za sprawą rok starszego od Krzysztofa Husa Mateusza Jędryasa.
Po objęciu prowadzenia gospodarze jakby się trochę cofnęli, zaczęli bronić wyniku. Resoviacy poszli za ciosem, ale bez spodziewanego rezultatu. Resovia była częściej w posiadaniu piłki, dwukrotnie Petrykowskiego starał się zaskoczyć Walaszczyk, jednak jego strzały były mało precyzyjne. Wydawało się, że po zmianie stron gra nabierze rumieńców. Nic z tych rzeczy. Typowy mecz walki w środkowej strefie boiska. Od 60 min Resovia grała już tylko trzema obrońcami, stawiając na atak, który jednak był bardzo chaotyczny. Resovia najlepszej okazji nie wykorzystała w 56 min, kiedy to Walaszczyk starał się zakończyć Petrykowskiego, natomiast w 84 min po podaniu Zielińskiego Biliński przestrzelił z kilku metrów. Stal już w doliczonym czasie gry mogła podwyższyć wynik, ale akcji Adranowicza nie wykończył żaden z kolegów.

Dziennik Polski

Jak padł gol
1-0 Z prawej strony Reiman ograł Przybyłę, dośrodkował na 5. metr boiska. Piłka odbiła się od Rajzera, trafiła pod nogi Jędryasa a ten nie namyślając się huknął w samo okienko.


Maciej Huzarski (trener Resovii): - W takim meczu oczekuję od zawodników nadzwyczajnego zaangażowania, a moi podopieczni grali co najwyżej na 90 procent swoich możliwości. O to mam do nich trochę pretensji. Być może remis byłby wynikiem bardziej sprawiedliwym. Stal po strzeleniu gola cofnęła się i grała na czas. Sam Petrykowski "ukradł" pewnie z 12 minut, uklepując przy wybijaniu piłki swoje pole bramkowe. Robiliśmy, co w naszej mocy, by odrobić straty, w drugiej połowie graliśmy trzema napastnikami, ale pod bramką przeciwnika nie byliśmy zbyt groźni. Beznadziejnie bite rzuty wolne i rożne? To sprawa psychiki. Inaczej nie potrafię tego wytłumaczyć. Na treningach np. Kamil Walaszczyk trafia do siatki z 30 metrów, a w meczu, będąc przed bramkarzem, strzela anemicznie.

Maciej Biliński (Resovia)
:
To nie tak miało być. Niektórzy z nas wyszli na boisko przestraszeni, zamiast ruszyć na rywala od początku, czekaliśmy na to, co zrobi. Nie wiem, dlaczego tak się stało, nie siedzę w głowach tych ludzi. Najłatwiej byłoby powiedzieć, że sparaliżowała ich stawka meczu i kilkutysięczna publika...W drugiej połowie postawiliśmy wszystko na jedną kartę, ale nie potrafiliśmy się dłużej utrzymać przy piłce. Nie graliśmy tego, co umiemy. W ogóle, dziwny był to mecz...

Marcin Pietryka (Resovia):
Przegraliśmy trzeci mecz z rzędu, ale o żadnym kryzysie nie może być mowy. Dobrze, że teraz mamy tydzień wolnego. Odbudujemy się i pojedziemy do Dębicy po 3 punkty. Stal wygrała, choć przez większą część meczu wybijała piłki. Jednemu z rywali wyszedł strzał życia, myśmy nie potrafili się odgryźć i skończyło się nieszczęśliwie. Szkoda, może gdybyśmy nie byli na początku meczu tak ospali, wszystko potoczyłoby się inaczej?

Rafał Rajzer (Resovia): Nie tylko my słabo graliśmy, Stal też niczego specjalnego nie pokazała. Obie drużyny walczyły, jednak sytuacji stworzyły tyle, co kot napłakał. Ale trzeba się uderzyć w pierś i spojrzeć prawdzie w oczy - to Stal była zespołem bardziej zdeterminowanym. Gol był przedniej urody, lecz gdyby nie błędy moje i Sławka Przybyły, pewnie nic złego by się nie wydarzyło. Pośliznąłem się i nie zdołałem wybić wrzuconej w pole karne piłki. Jest mi przykro. Zawiedliśmy naszych kibiców, którzy tak licznie stawili się na stadionie.

Artur Zieliński (Resovia):
Gdyby Sławek Przybyła zachował się jak należy i przerwał akcję w odpowiednim momencie, Stal nie zdobyłaby gola i mecz skończyłby się pewnie wynikiem 0-0. Ale w derbach właśnie przypadek decyduje o sukcesie bądź porażce. Zgadzam się, że brakowało w naszej grze agresji. Powinniśmy stłamsić przeciwnika, tymczasem obudziliśmy się zbyt późno. Szło nam jak po grudzie, mimo, że w drugiej połowie postawiliśmy na atak. Mało było gry bez piłki, wychodzenia na pozycje. Ale mimo tych mankamentów, mogliśmy zremisować. Maciek Biliński powinien podawać do Piotrka Mazurkiewicza, a nie strzelać. Czy byłem rozczarowany tym, że usiadłem na ławce? Niespecjalnie. To były moje ostatnie derby. Meczem z Wisłoką kończę karierę. To decyzja nieodwołalna. Mam co robić, wytrzymam bez futbolu.


Jerzy Bogdanowicz (były piłkarz Resovii):
Te mecze są inne od pozostałych spotkań ligowych. Trzy razy udało mi się w nich zagrać i za każdym razem było to spore wydarzenie. Na trybunach sporo ludzi, inna atmosfera niż teraz. Tak się złożyło, że zdobyłem w pojedynkach derbowych dwie bramki i obie były istotne. Szczególnie zapamiętałem mecz na Stali, bo udało mi się zdobyć zwycięskiego gola. W tamtych czasach relacje pomiędzy piłkarzami były inne niż teraz. W Stali grał Stefan Kawalec, z którym się "skumplowaliśmy". Później zresztą graliśmy jeszcze razem w Resovii. Ostatnio przyleciał z Kanady i była okazja powspominać stare, dobre czasy. Swoją drogą ciekawym jest, że ze Stali do Resovii przeszła masa piłkarzy, a w drugą stronę już zdecydowanie mniej.

Dziennik Polski

2007.10.24 | Puchar Polski - V runda Okręg

Jedność Niechobrz - Resovia Rzeszów 1:2 (0:1)
65' Bekierski - 40' Przybyła, 53' Mazurkiewicz

Jedność:Ł. Kalandyk, Pieniążek, Nalepa, Warzybok (57' Baran), Wróbel, Wiercioch (59' Zyga), Kłeczek, Madera, Lelek (46' Pietrucha), Grzebyk (46' Kucharzyk), Bekierski
Resovia: Król,Pydych, Wojtowicz, Rajzer (46' M. Bogacz), Oślizło, Przybyła (46' Grabowski), Barłowski, Zieliński (46' Bąk), Jakubowski (46' Mita), Mazurkiewicz, Rozborski
Sędzia: Łukasz Strzępek (Rzeszów)


Tradycją już stał się fakt, ze w Pucharze Polski rzeszowskie "pasiaki" trafiły na drużynę Jedności Niechobrz. Dzisiejszy mecz był trzecim, pucharowym spotkaniem Resovii i Jedności w ostatnich latach. W trudnych warunkach pogodowych Resovia pokonała gospodarzy 2-1 i tym samym awansowała do dalszego etapu rozgrywek Pucharu Polski. Bramkę kontaktową dla gospodarzy strzelił wychowanek Resovii - Grzegorz Bekierski. Bramki dla Resovii strzelili Przybyła, po dośrodkowaniu Jakubowskiego i Mazurkiewicz. W drużynie Resovii bardzo dobre spotkanie rozegrał Szymon Grabowski. Po jego podaniach kapitalne okazje do strzelenia goli zmarnował Mazurkiewicz. W końcówce meczu blisko szczęścia na wyrównanie był Madera.

resoviacy.pl

2007.10.20 | Za wysokie progi

Resovia Rzeszów - Kolejarz Stróże 1:2 (1:0)
38' Hajduk - 54' Stefanik, 84' A. Basta

Resovia: Pietryka, Pydych (83' Rajzer), Bogacz,Kozubek,Polak, Jakubowski (65' Przybyła), Domoń, Zieliński (61'Bąk), Walaszczyk (89' Oślizło), Biliński, Hajduk
Kolejarz: Pyskaty, A. Basta,Księżyc, Prokop, Kalinowski, Drąg (81' D. Basta), Stafanik,Wieczorek, Giesa (89'Haftkowski), Dudziński (70' Bałuszyński),Sierant
Sędzia: Albert Smalcerz (Tychy) Widzów: 1100

 


                                         foto: Łukasz Milewski, photohormone.com


Kolejarza nie da się pokonać, grając dobrze przez zaledwie 45 minut. Na drugą połowę meczu wyszła inna Resovia. Bojaźliwa, nie potrafiąca utrzymać się przy piłce, pozbawiona lidera. Nie pomogły zmiany, bo Łukasz Bąk był słabszy od Artura Zielińskiego, a Sławomir Przybyła niemal przewracał się o własne nogi. Od bardziej dotkliwej porażki Resovię uchronił jej bramkarz Marcin Pietryka, który w fantastyczny sposób obronił strzały Adama Giesy w 59 i Jarosława Wieczorka (syna Ryszarda, trenera Górnika Zabrze) w 72 minucie.
W I połowie goście strzelali na bramkę rzeszowian pięciokrotnie, lecz ani razu celnie. Po zmianie stron poprawili celowniki - Pietryka uwijał się jak w ukropie, a gole były kwestią czasu. Gospodarze bronili się rozpaczliwie, wybijając piłki byle dalej od siebie. Stłamszeni pomocnicy beniaminka biegali za rywalem zupełnie jak w treningowej grze w dziada, więc o wyprowadzeniu kontrataków trzeba było zapomnieć. Tylko raz, w 78 minucie, Sebastian Hajduk postraszył Krzysztofa Pyskatego. Miał jednak trudną pozycję i z woleja uderzył niecelnie. O bezradności gospodarzy wiele mówi statystyka: resoviacy faulowali przeciwnika aż 25 razy.
A przecież po pierwszych 45 minutach "pasiaki" miały prawo marzyć o utarciu nosa faworytowi. Zanim Hajduk wykończył koronkową akcję zespołu, oglądaliśmy sprint Kamila Walaszczyka, a potem kapitalne zagranie Macieja Bilińskiego do Hajduka. Napastnik Resovii nie wziął jednak poprawki na doświadczenie Pyskatego, który wyszedł z bramki, skrócił kąt i odbił piłkę nogą. W rewanżu dobrych okazji nie wykorzystali Robert Drąg i Giesa.
Resovia nie przegrała z byle kim. Doprawdy, trzeba dużo złej woli, żeby deprecjonować potencjał Kolejarza. W składzie rzeszowian nie ma piłkarza, który grał kiedyś w ekstraklasie. Kolejarz ma ich 11! (Krzysztof Pyskaty, Artur Prokop, Tomasz Księżyc, Robert Drąg, Marcin Stefanik, Jarosław Wieczorek, Adam Giesa, Marcin Dudziński, Arkadiusz Bałuszyński, Robert Sierant, Marcin Kiczyński). O byłych drugoligowcach nie wspominając.

Dziennik Polski

Jak padły gole
1-0 Akcja jak z podręcznika. Zieliński podał do Bilińskiego, ten uruchomił Walaszczyka, który ze skrzydła dograł do Jakubowskiego. Pomocnik Resovii z 3 metrów trafił w Pyskatego, lecz do odbitej piłki dopadł Hajduk i dopełnił formalności.
1-1 Dudziński przedarł się prawą stroną boiska i dośrodkował niemal spod końcowej linii boiska. Tak precyzyjnie, że Stefanikowi wystarczyło dołożyć głowę.
1-2 Po błędzie obrońców Resovii, Wieczorek strzelił z kilku metrów, Pietryka instynktownie odbił piłkę w bok, dokładnie tam, gdzie stał pozostawiony bez opieki D. Basta.


Maciej Huzarski (trener Resovii):
- Nawet po I połowie nie byłem zadowolony z naszej gry. Owszem, udało się skontrować rywala, ale rzadko budowaliśmy akcje, wymieniając kilka podań. Chłopcy walczyli dzielnie, lecz powiedzmy sobie otwarcie: Resovii nie stać dziś na przeciwstawienie się tak doświadczonej drużynie, jaką jest Kolejarz. Oni mają lepszych piłkarzy i bardziej wartościowych zmienników. Artur Zieliński być może lepiej podawał, ale to Łukasz Bąk dłużej potrafił przytrzymać piłkę. Zresztą, dajmy spokój indywidualnym ocenom. Mecz przegrała cała drużyna i trenerzy.

Mirosław Hajdo (trener Kolejarza)
:

- Wymaga się od nas pięknej gry w każdym meczu, a to nie takie proste. W zespole jest pełno nowych zawodników i musi upłynąć trochę czasu, nim wszystkie tryby zaczną prawidłowo funkcjonować. Poza tym na hasło "Kolejarz" rywale mobilizują się maksymalnie. W tym sezonie jeszcze tak dobrze nie graliśmy, jak w II połowie meczu w Rzeszowie. Resovia wysoko zawiesiła poprzeczkę, zdziwiłbym się, gdyby ta drużyna nie znalazła się na koniec w górnej części tabeli.

Marcin Pietryka (bramkarz Resovii)
:

- Trafiliśmy na zespół, który wiedział, co robić z piłką, świetnie przy tym zorganizowany. Kolejarz umiejętnie skracał grę, a nam nie udawało się wyjść z żadną kontrą. Większość akcji na połowie przeciwnika kończyła się odgwizdaniem spalonego. Nie tak dawno wydawało się, że z naszą grą w obronie jest coraz lepiej, ale ostatnie mecze obnażyły wiele słabości. O porażce z Kolejarzem zadecydowały indywidualne błędy. Przy pierwszym golu nie interweniowałem, bo nie miałem szans dojść do posłanej "lobikiem" piłki. Witek Jakubowski, który stał obok Stefanika, dostał futbolówkę za plecy i też nie miał pola manewru. Przy drugiej bramce zabrakło asekuracji. Odbiłem piłkę w bok, tak jak powinienem, ale napastnikowi gości nikt nie przeszkodził w oddaniu strzału. Już dawno nie miałem tyle pracy. Mam nadzieję, że w derbach tak nie będzie.

Dzienniik Polski

2007.10.15 | Przed derbami Puchar Polski

W V rundzie Pucharu Polski na szczeblu okręgowym Resovia zmierzy się z drużyną Jedności Niechobrz. Wstępny termin spotkania zaplanowano na 24 października o godz. 15.00. Rywale Resovii  zajmują aktualnie przedostatnie (15) miejsce w klasie okręgowej- grupa Rzeszów. Z drużyną z podrzeszowskiego Niechobrza spotkaliśmy się już w rozgrywkach Pucharu Polski 16 listopada 2005 roku. Mecz zakończył się wynikiem Jedność - Resovia 1:3 (bramki: Kruczek 5' 8', Woźny 85' (k)).

Rozlosowane pary Pucharu Polski:
Jedność Niechobrz - Resovia Rzeszów
Start Wola Mielecka - Stal Mielec
 Rzemieślnik Pilzno - Igloopol Dębica
Górnovia Górno - Pogoń Leżajsk
Złotniczanka Złotniki - Wisłoka Dębica
Crasnovia Krasne - Stal Rzeszów
Zimovit Rzeszów\Grodziszczanka - Lechia Sędziszów
Elektrociepłownia Rzeszów- otrzymała wolny los.

resoviacy.pl

2007.10.13 | Fatalny mecz Resovii

Okocimski Brzesko - Resovia Rzeszów 4:0 (2:0)
3' Piotrowicz, 9' Karwat, 82' D.Policht, 90' Baruch

Okocimski: Kasprzycki, Stanula, D.Policht,Ogar, Mateusz Wawryka,Karwat, Kostecki (83' Kobylski), Metz, Bednarczyk, Matras (79' Ulas), Piotrowicz (89' Baruch)
Resovia: Pietryka, Polak (46' Grabowski), Kozubek, Rajzer (46'Mita), M.Bogacz,  Przybyła, Walaszczyk,Domoń, Jakubowski (46' Zieliński),  Bąk, Biliński (75' Mazurkiewicz)

Sędzia: Tomasz Sydor (Skierniewice)

Po trzynastu latach Resovia znów została upokorzona przez Okocimskiego. W 1994 roku "pasiaki" spadały z II ligi i przegrały w Brzesku 0-3. W tamtym meczu grali Marek Kramarz i Maciej Biliński. - Jak widać, to nie jest dla nas szczęśliwe miejsce - kręcili głowami po zakończeniu sobotniego spotkania.
Odkąd nogę złamał najlepszy strzelec "piwoszy" Rafał Policht, a Ireneusz Gryboś wybrał cypryjskie słońce, w ataku Okocimskiego występuje pomocnik Paweł Piotrowicz. Piłkarz ambitny, ale żaden wirtuoz. Trener gospodarzy Zbigniew Kordela wystawia go w pierwszej linii tylko dlatego, że nie znajduje dlań kontrkandydata. - Jednak po meczu z Resovią wątpliwości odkładam na bok. Paweł grał jak z nut - stwierdził z odrobiną sarkazmu szkoleniowiec Okocimskiego. Sam Piotrowicz nie wierzył w swoje szczęście. Nie obchodził urodzin ani imienin, a mimo to otrzymał od rzeszowian kilka prezentów. Z pierwszym już po 180 sekundach pospieszyli obrońcy gości oraz bramkarz Marcin Pietryka, który nie mógł się zdecydować, czy skrócić kąt, czy zostać na linii. W efekcie fałszywy napastnik biało-zielonych strzelił tuż przy słupku. W 7 minucie Pietryka zrewanżował się rywalowi, w świetnym stylu broniąc w sytuacji sam na sam, a dziesięć minut później Piotrowicz składał się do strzału tak ociężale, że Rafał Rajzer zdążył zażegnać niebezpieczeństwo.
Resoviacy wyszli na boisko jak za karę. Obrońcy grali tak, jakby nigdy wcześniej się nie spotkali i jakby żaden z nich nie słyszał o asekuracji i spalonych. Zagrywane z głębi pola prostopadłe podania do Piotrowicza i Dariusza Karwata siały w szeregach rzeszowian popłoch. Golem śmierdziało już w pierwszej akcji Okocimskiego, ale beniaminek zlekceważył ostrzeżenie. Nie wstrząsnęły nim nawet dwie szybko stracone bramki. Spali nie tylko obrońcy. Pomocnicy nie potrafili wymienić między sobą dwóch-trzech podań, całkowicie bezproduktywni byli dwaj skrzydłowi: Witold Jakubowski i Sławomir Przybyła. Ten drugi jest młodzieżowcem i spędził na boisku 90 minut tylko dlatego, że nie było dla niego zmiennika. Napastnik Maciej Biliński cofał się po piłkę aż pod środkową linię, lecz w pojedynkę niewiele mógł zdziałać. Brak Sebastiana Hajduka (kartki) był bardzo widoczny, bo partnerujący "Bilowi" Łukasz Bąk niemal cały mecz przeczłapał w jednym tempie.
To cud, że "pasiaki" nie schodziły na przerwę z bagażem kilku goli. Na szczęście dla nich, instynktu snajperskiego zabrakło nie tylko Piotrowiczowi, ale i Karwatowi.
Trener Maciej Huzarski nie miał wyboru i w II połowie postawił wszystko na jedną kartę. Trzy zmiany dokonane w przerwie poprawiły jakość gry rzeszowian w ataku, ale korzyści nie przyniosły. W końcówce gościom przyszło zapłacić za ultraofensywne ustawienie, choć gdyby nie indywidualne błędy, wynik byłby znośniejszy.

Dziennik Polski

Zbigniew Kordela (Okocimski):
- Nie wiem, co sądzić o tej lidze. Czy to my jesteśmy tacy mocni, czy Resovia taka słaba? Tydzień temu w Biłgoraju nie mieliśmy nic do powiedzenia, teraz zbiliśmy zespół, który nie przegrał od pięciu kolejek. Nie pozwoliliśmy rzeszowianom na nic. Graliśmy agresywnie, pressingiem na całym boisku. Goście byli totalnie zaskoczeni, choć też sami są sobie winni. Myśleli chyba, że w Brzesku będzie "lajtowo"...
Maciej Huzarski (Resovia):
- Moi piłkarze wyszli na boisko jak na trening. Jeden spoglądał na drugiego, nie było komu przeciąć podania, krzyknąć, zmotywować kolegów. Żaden z nich nie miał pretensji do siebie, lecz winę zrzucał na partnera. A to niedopuszczalne! Pierwsza połowa to dramat. Obrońcy mieli zwrócić uwagę na Piotrowicza, ale nie posłuchali moich rad. Facet mógł strzelić nie jedną, a cztery bramki! Po przerwie postawiliśmy wszystko na jedną kartę, dominowaliśmy, ale kiedy gol kontaktowy wisiał w powietrzu, Pietryka popełnił błąd, który odebrał nam nadzieję. Ta porażka to zimny prysznic dla piłkarzy, kibiców i tych wszystkich, którzy widzieli w nas czarnego konia.

Rozmowa z Rafałem Rajzerem, obrońcą Resovii
- Co się stało z solidną ostatnio obroną Resovii?
- Nie wiem, co powiedzieć. Zanim się obejrzeliśmy, było 2-0 dla Okocimskiego, a gdyby gospodarze wykorzystali wszystkie sytuacje, jeszcze przed przerwą ponieślibyśmy prawdziwą klęskę. Ogarnęła nas jakaś niewytłumaczalna niemoc, źle się ustawialiśmy, byliśmy ospali. Istny koszmar.

- Jakie były założenia przed meczem?

- Znaliśmy silne i słabe strony rywala. Mieliśmy pilnować poszczególnych ludzi, ale nie wypełniliśmy choćby minimum zadań. Nie szukamy żadnych usprawiedliwień, winę bierzemy na swoje barki. Mecz zawalili defensorzy do spółki z bramkarzem.

- Zimny prysznic dobrze wam zrobi?

- Po klęsce w Biłgoraju zagraliśmy bardzo dobry mecz z Górnikiem Łęczna, a potem zaczęła się nasza wspaniała seria zwycięstw. Mam nadzieję, że teraz będzie podobnie.

- Po takim meczu część z was może stracić miejsce w składzie.

- Każdy z nas jest zagrożony, także pomocnicy. W tym tygodniu na treningach rozgorzeje walka o miejsce w "jedenastce", ale cokolwiek się stanie, wiem jedno: z Kolejarzem i na derbach znów będziemy sobą. Jestem przekonany, że 0-4 z Okocimskim to klasyczna wpadka przy pracy.

Dziennik Polski

2007.10.06 | Remis z KSZO

Resovia Rzeszów - KSZO Ostrowiec Św. 1:1 (0:0)
81' Biliński - 80' Żelazowski

Resovia: Pietryka, Polak, Rajzer, Kozubek, Bogacz, Przybyła (66' Pydych), Domoń, Bąk (69' Zieliński), Jakubowski (75' Grabowski),Biliński (85' Oślizło),Hajduk
KSZO: Kwapisz,Pawłowski,Woropajew, Kardas,Matuszczyk,Mikołajek, Dziewulski,Kotwa, Frańczak, Pietrzak (75' Madeja), Żelazowski (90' Ryński)
Sędzia: Andrzej Mrowiec (Kraków) Widzów: 1200

Resoviacy w pojedynku z KSZO mogli już do przerwy zapewnić sobie zwycięstwo. Nastawieni nieco defensywnie gospodarze raz za razem kontrowali przyjezdnych, ale żadna z kilku dobrych sytuacji nie zakończyła się golem. Sam Maciej Biliński mógł trzykrotnie wpisać się na listę strzelców, ale dwukrotnie przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem gości, a raz nie trafił z bliska do pustej bramki.
Po zmianie stron goście systematycznie uzyskiwali przewagę nad Resovią. Udokumentowali to jednak dopiero w 80. minucie, gdy Tomasz Żelazowski pokonał Marcina Pietrykę. Na szczęście - dla kibiców miejscowych - gospodarze szybko wyrównali. Po rzucie wolnym, wykonywanym przez Artura Zielińskiego, Biliński przełamał wreszcie niemoc i trafił do siatki. W samej końcówce meczu szansę na zapewnienie resoviakom trzech punktów miał Sebastian Hajduk, ale został sfaulowany przed polem karnym, a Matuszczyk za ten faul otrzymał czerwoną kartkę. Rzut wolny wykonywany przez Zielińskiego, wylądował jednak w murze gości.


Maciej Huzarski (trener Resovii):
Zagraliśmy pierwszą połowę może nie bardzo widowiskowo, ale konsekwentnie i uważam, że chłopcy zrealizowali wszelkie założenia. Uczulałem moich zawodników, szczególnie na stałe fragmenty gry, bo z 17 bramek aż 9 bramek zdobytych zostało głową po stałych fragmentach gry. Niestety, my też straciliśmy gola praktycznie po stałym fragmencie gry. W pierwszej połowie założenia zostały zrealizowane w 100 procentach, dla gości był jeden rzut wolny i jeden rzut rożny, bo my zagraliśmy w defensywie nieźle i próbowaliśmy kontratakować. Szkoda, że przynajmniej jedna sytuacja nie zakończyła się bramką, ale taki jest sport i nie zawsze to się udaje. Druga połowa pokazała, co się dzieje, gdy obrońcy nie skracają pola gry. Widać było wyraźnie, że z jednej strony brakło trochę sił, a z drugiej strony konsekwencji. Po wybiciu piłki do przodu obrona nie skróciła szybko pola i konsekwencją była strata bramki. Po tym wybiciu można było szybko skrócić pole i dwóch zawodników zostałoby na pozycji spalonej. Niestety, w głowach i w nogach było już nie tak, jak trzeba i należy przyznać, że oddaliśmy w drugiej połowie przynajmniej na pół godziny pole gościom. Cieszę się bardzo, że po raz kolejny mimo, że przegrywaliśmy, to zdołaliśmy strzelić wyrównującą bramkę. Szkoda, że w 90 minucie Hajduk nie miał szans oddać strzału. Nie wiadomo, czy strzeliłby gola, ale nie miał na to szans. Skończyło się remisowo i moim skromnym zdaniem wynik jest sprawiedliwy. Nigdy jednak nie jestem zadowolony z innego wyniku, niż nasze zwycięstwo. Cieszą mnie tylko i wyłącznie trzy punkty, natomiast doceniam klasę rywala i każdy punkcik należy uszanować. Przegrywaliśmy grając lepiej, tak więc szanujemy ten punkt, cieszymy się z niego, ale zadowolony byłbym tylko i wyłącznie z trzech punktów.


Łukasz Matuszczyk (obrońca KSZO)
:
Przy mojej czerwonej kartce była to akcja sytuacyjna jeden na jeden. Musiałem coś zrobić, trafiłem Hajduka w nogi i dostałem czerwoną kartkę. Za dużo cofnęliśmy się w pierwszej połowie, źle graliśmy, ale w drugiej połowie to my przeważaliśmy.

Jakub Woropajew (obrońca KSZO)
:
W pierwszej połowie zagraliśmy bardzo słabo, Resovia postawiła trudne warunki, dobrze skracała pole gry. W drugiej połowie to my dominowaliśmy na boisku, strzeliliśmy gola na 1-0 po stałym fragmencie gry. Szkoda, odechciewa się grania, gdy przy prowadzeniu traci się szybko bramkę. Jakbyśmy przegrywali i wyrównali, to byłaby radość, a tak to jest niezadowolenie i smutek. Można stwierdzić, że Resovia jest dobrą drużyną i naprawdę życzę im sukcesów, bo dobrze grają w piłkę.

Dziennik Polski

 

 


13  15












































































































































































































































































































































































































































































































































 

| ...do strony głównej |

 
© 2006 | resoviacy.pl  serwis informacyjny CWKS Resovia Rzeszów | design by