WYWIADY

  klub
strona główna
aktualności
informacje
prasa
wydarzenia
wywiady
  liga
kadra
terminarz
mecze
tabela
  historia
kronika
resoviacy
1905...
Rzeszów
artykuły
  www
e-muzeum
foto
linki
kontakt
księga gości
forum

 

 

 

2010.09.23 | Wywiad z Wojciechem Boreckim trenerem piłkarzy Resovii

- Jakie wrażenia po pierwszych zajęciach?
- Drużyna grała mecz, a ja obserwowałem i notowałem. Zapisałem trzy kartki, a to oznacza, że czeka mnie wiele pracy. Zawodnicy mają złe nawyki. Element gry bez piłki leży. Czterech obrońców asekuruje jednego napastnika - to jakieś nieporozumienie. W zespole musi być większa wymienność pozycji i funkcji.
Przecież w dzisiejszym futbolu boczny obrońca jest niemalże napastnikiem, a ci chłopcy nie wychodzili poza własną połowę. Nie zauważyłem ani jednego prostopadłego podania. Reasumując - po pierwszym treningu mam mieszane uczucia, ale też zdaję sobie sprawę, iż mogę się mylić w ocenie.

- Co pan powie o murawie?
- To boisko trzeba oszczędzać. Mam nadzieję, że znajdziemy coś poza Rzeszowem i tam będziemy trenować. Gdy pracowałem w ŁKS, mieliśmy podobną sytuację, więc trzy razy w tygodniu wyjeżdżaliśmy do Gutowa Małego.

- Wkroczył pan na wyjątkowo niestabilny grunt. W ciągu ostatnich 5 lat Resovię prowadziło sześciu trenerów. Pan jest siódmym, już trzecim w tym sezonie...
- Cóż, ryzyka ani utraty pracy się nie boję, bo nie żyję z piłki. Jestem właścicielem ośrodka sportowego w Bielsku-Białej - hala, hotel, restauracje. Naprawdę mam co robić. A pracę w Resovii traktuję jak wyzwanie. Chcę grać o najwyższe cele.

- Podpisał pan umowę do końca czerwca 2011 roku, ale szefowie klubu zachowali możliwość wcześniejszego rozwiązania kontraktu. Ni mniej, ni więcej - musi pan zacząć punktować od najbliższego meczu.
- Po zakończeniu rundy zobaczymy, czy coś wyjdzie z naszych ambitnych planów. Kibice i działacze muszą jednak wiedzieć, że awans to wypadkowa pracy wielu ludzi w klubie. Potrzeba też cierpliwości. Znam to z autopsji - w Podbeskidziu, gdzie pracowałem przez 4,5 roku, wspinaliśmy się szczebel po szczeblu. Zakładam oczywiście, że Resovia posiada określone możliwości organizacyjno - finansowe.

- Słyszał pan o kłopotach trenera Miroslava Čopjaka z kibicami?
- Słyszałem i powiem tak: nie jestem autokratą. Jeśli będę oczekiwał czegoś, to przedstawię argumenty, dlaczego ma być tak, a nie inaczej. Kibice są niezbędni. Oczekuję, że będą naszym dwunastym zawodnikiem. Ale oni też muszą zrozumieć, iż mamy młodą drużynę. Zbyt poważnie przemeblowaną.

- Czech podpadł, bo nawet w meczach u siebie wolał bronić, niż atakować. Jakie pan ma spojrzenie na futbol?
- Nie chcę się szufladkować. Jestem zwolennikiem otwartej gry, ale też kładę duży nacisk na boiskową dyscyplinę. Tak czy owak, Resovia na własnym terenie nie powinna się bać żadnego przeciwnika.

- Trener Čopjak po każdym meczu musiał się meldować u działaczy. Składał raport i tłumaczył się z posunięć kadrowych. Pan też ma taki zapis w kontrakcie?
- Nie mam. Ale jeśli zajdzie taka konieczność, chętnie odpowiem na każde pytanie. Najpierw muszę jednak poznać zespół.

- Największy sukces w trenerskiej karierze Wojciecha Boreckiego to?
- Praca w ekstraklasie. Dostać się na szczyt, gdy nie było się wielkim piłkarzem, to spory wyczyn. Jeszcze z Podbeskidzia – regionu bez większych futbolowych tradycji. Dumny jestem i z tego, że odkryłem kilka talentów. Sebastiana Olszara, Darka Kłusa, Tomka Moskałę, Adriana Sikorę, Irka Jelenia. Nigdy nie bałem się stawiać na młodzież.

- Z Jeleniem miał pan przeboje.
- Trafił do "mojego" Podbeskidzia z Beskidu Skoczów. Właśnie awansowaliśmy do II ligi i na obozie w Czechach przygotowywaliśmy się do sezonu. Irek w sparingach ładował gola za golem, aż zainteresowała się nim bogata Wisła Płock. Zresztą nie tylko ona. Z całej Polski dzwonili do mnie trenerzy, pytając co to za fantastyczny chłopak? Odpowiadałem: "taki tam. Za mrówę robił, przez most chodził z piwem w plecaku". Irek podpisał już kontrakt z Podbeskidziem, ale zaczął rozpaczać, powtarzał, że Wisła to jego życiowa szansa. Poszedłem mu na rękę. Na jego oczach podarłem umowę, narażając się na gniew przełożonych. Oni myśleli, że w tym transferze mam swój udział!

Tomasz Szeliga, Nowiny | 23.09.2010

 

 



 

 

 

 

 

 

 

 









































 

| ...do wywiady |

 
© 2006 | resoviacy.pl  serwis informacyjny CWKS Resovia Rzeszów | design by