|

Wiesław Cisek (w pasiaku) w
tradycyjnym corocznym meczu
| foto: Dziennik Polski
- Już dwadzieścia lat minęło od ostatniego pańskiego występu w pierwszym
zespole Resovii...
- Resovia grała wówczas w drugiej lidze. Dostałem powołanie do wojska i
wylądowałem w warszawskiej Legii, gdzie przez blisko dwa lata
występowałem w pierwszoligowym zespole. Wiodło mi się tam zupełnie
dobrze. Byłem szybki, przebojowy, umiałem się znaleźć w polu karnym i
skutecznie wykończyć akcje.
- Dużo pan strzelił bramek dla Legii?
- Trochę się nazbierało, a jedną z nich doskonale pamiętam. Może
dlatego, że przyniosła nam remis. Graliśmy z Górnikiem w Zabrzu. Pogoda
była podobna jak podczas naszego meczu "gwiazd” z obecną Resovią: śnieg,
błoto, zimno. Gospodarze prowadzili 1- Po jednej z naszych akcji
znalazłem się z piłką w polu karnym i nie zmarnowałem szansy.
- Mimo dobrej gry w Warszawie Legia oddała pana do Widzewa.
- Trafiłem tam za sprawą Dariusza Dziekanowskiego, który koniecznie
chciał grać w Warszawie. Więc nas wymieniono. On poszedł do Legii, a ja
do Widzewa. Ale nie żałuję. W Łodzi przez kilka lat grałem jako
napastnik, a następnie w pomocy i w końcu wylądowałem w obronie. Te
przesunięcia wynikały z moich predyspozycji. Obrońcy dublowali
skrzydłowych, po zakończeniu akcji szybko musieli wracać do defensywy.
Byłem idealnym kandydatem na obrońcę, bo miałem szybkość i wytrzymałość.
- Właśnie jako piłkarz Widzewa trafił pan do reprezentacji.
- Owszem. Debiutowałem w Lubinie w spotkaniu z NRD. Wygraliśmy 2-0.
Jeszcze dwanaście razy ubierałem koszulkę z białym orłem.
- Zawsze jako obrońca?
- Nie. W spotkaniu z Rumunią, w którym strzeliłem dwie bramki, trener
Łazarek wpuścił mnie na boisko w drugiej połowie jako pomocnika. Później
w miejsce Dariusza Wdowczyka przeszedłem do obrony. Pierwszą bramkę
strzeliłem z akcji, a drugą ze stałego fragmentu gry, po rzucie rożnym.
Zremisowaliśmy 2-2.
- Ma pan za sobą też występy w drużynach niemieckich.
- Właśnie w Niemczech zakończyłem czynną karierę. Grałem tam w
trzecioligowym zespole z Oldenburga. Trzy lata temu przestałem grać, ale
z piłką się nie rozstałem. Jestem trenerem A-klasowej Sawy Sonina.
- I o Resovii pan nie zapomina...
- Jakbym mógł?! Przecież tutaj uczyłem się piłkarskiego abecadła i przez
kilka lat grałem w drugiej lidze. Gdy tylko jest okazja, chętnie
spotykam się z kolegami z boiska. Chciałbym, żeby obecnej Resovii wiodło
się równie dobrze, jak nam kiedyś. Zresztą nie tylko Resovii. Dobrze by
było, żeby chociaż jedna z podkarpackich drużyn awansowała do drugiej
ligi.
|