WYWIADY

  klub
strona główna
aktualności
informacje
prasa
wydarzenia
wywiady
  liga
kadra
terminarz
mecze
tabela
  historia
kronika
resoviacy
1905...
Rzeszów
artykuły
  www
e-muzeum
foto
linki
kontakt
księga gości
forum

 

 

 

2012.08.22 | Wywiad z Dariuszem Kantorem, byłym bramkarzem Resovii

Dariusz Kantor, napastnik Wisłoki Dębica, o smutnym rozstaniu z Resovią, trenerach lepszych i gorszych, kłopotach ze zdrowiem oraz “murarce” w okręgówce. Po trzech latach gry w II-ligowej Resovii, Dariusz Kantor wrócił do macierzystej Wisłoki Dębica. Kilka dni temu rozegrał pierwszy mecz w “okręgówce”.

- Tomasz Szeliga (Super Nowości): Z II do V ligi. Nisko pan upadł.
- Dariusz Kantor (były piłkarz Resovii): Pod względem sportowym – owszem. Ale w Wisłoce tworzy się coś fajnego, a ja chciałbym pomóc ukochanemu klubowi wydostać się z dołka.

- Lepszych propozycji pan nie miał?
- Miałem. Nawet po podpisaniu kontraktu z Wisłoką zgłosił się klub z naszej drugiej ligi. Dawali naprawdę godziwe pieniądze.

- Nie było szans, by porozumieć się z Resovią?
- Przeprowadziłem z trenerami i działaczami trzy tury rozmów. Gdy wydawało się, że doszliśmy do porozumienia, wiceprezes Wojciech Zając zakomunikował, iż trzeba spytać trenera Tomasza Tułacza, czy widzi mnie w zespole. Odpowiedziałem, że to ja poczekam na decyzję, ale nie dłużej, niż kilka dni. Jeśli coś mnie boli, to właśnie forma rozstania. Oczekiwałem, że po trzech latach gry w Resovii ktoś uściśnie mi rękę na pożegnanie.

- Jak to dokładnie wyglądało?
- Przyjechałem do klubu w poniedziałek, rozliczyłem się ze sprzętu, wziąłem papiery i wróciłem do domu. Aha, zdążyłem zamienić kilka słów z kierownikiem sekcji piłkarskiej Adrianem Rudawskim, a inny działacz Witold Walawender podziękował mi na facebooku.

- Gdyby pan został, zagrałby w tym sezonie dwa mecze ze Stalą Rzeszów na stadionie przy ul. Hetmańskiej. Tam zawsze szło panu najlepiej.
- Szkoda. Grałbym w II lidze, a poza tym Resovia zmontowała ciekawy skład i pewnie będzie w czołówce.

- W ciągu tych trzech lat zdążył pan poznać w Resovii bodaj pięciu trenerów. Który z nich znajduje się na czele pańskiego rankingu?
- Mirosław Hajdo i Marcin Jałocha – zajęcia z nimi to była czysta przyjemność. Wysoko oceniam także umiejętności Artura Łuczyka. Szkoda, że wtedy nie “odpaliliśmy” w lidze i trener szybko stracił pracę.

- Listę zamyka, jak sądzę, Miroslav Copjak?
- To mój ulubieniec. Tworzył “kapitalny” duet ze swoim przyjacielem-menedżerem Janem Muchą. Porażka z Jeziorakiem Iława, po której zapadła decyzja o rozstaniu z Czechem, była dla mnie najmilsza w całej przygodzie z piłką.

- Co jeszcze zapamięta pan z pobytu w Rzeszowie?
- Będzie mi brakować zainteresowania mediów, kibiców. W każdej gazecie, na każdym portalu było coś o Resovii. Nigdy nie zapomnę też fantastycznej atmosfery w szatni za trenera Hajdo. Poznałem również wielu dobrych zawodników i fajnych ludzi, bardzo cenię sobie np. współpracę z Sebastianem Hajdukiem.

- A kasa? Był czas, że w klubie panowało eldorado, piłkarze zarabiali po 5-6 tysięcy zł miesięcznie.
- Byli tu goście z astronomicznymi kontraktami, ale ja do nich się nie zaliczałem. Co ciekawe, oni siedzieli na ławce, a ja grałem. Muszę przyznać jednak, że za trenerów Hajdy, Copjaka i Wojciecha Boreckiego niczego nam nie brakowało. Potem już tak różowo nie było, brak awansu do pierwszej ligi miał swoje konsekwencje. Oczywiście, część pieniędzy wyrzucono w błoto.

- Pana strzelecki dorobek nie był może imponujący, ale zdarzyło się kilka bramek filmowej urody. Choćby ta z przewrotki strzelona Stali Rzeszów.
- Druga bramka nie była wiele brzydsza. W tamtych derbach miałem dzień konia (śmiech). Strzeliłem mniej goli, niż sobie zakładałem, ale pamiętajmy, że w pierwszym sezonie zaliczyłem 10 asyst. Potrafiłem się zastawić, grać tyłem do bramki, pracowałem dla drużyny. Nieskromnie powiem, że i Sebek Hajduk trochę mi zawdzięcza.

- Byłby pan dziś w innym miejscu, gdyby nie kontuzje?
- Tak mi się zdaje. Kolano miałem otwierane trzy razy, były problemy mięśniowe, ostatnio zmagałem się z urazem kostki.

- Wrócił pan do Wisłoki po trzech latach, ale redebiut miał średnio udany. Tylko 0-0 ze Zrywem Dzikowiec.
- Miałem sytuacje, przy dobrym dniu strzeliłbym i trzy bramki. Muszę się jednak usprawiedliwić. Praktycznie nie grałem w piłkę cztery miesiące, nie znam zespołu, realiów panujących w tej lidze.

- Ano właśnie. Przeżył pan szok?
- Zdarzyło się, że grałem w rezerwach Resovii w czwartej lidze, więc miałem pojęcie o tym, jak się gra w niższych klasach. Jednak w Dzikowcu zetknąłem się z klasyczną murarką. Gospodarze wybijali piłkę na oślep, nawet nie myśleli o konstruowaniu akcji. Trzeba się będzie szybko przestawić na taką grę.

- Wisłoka groszem nie śmierdzi, utrzymanie takiego zawodnika jak Dariusz Kantor musi być dla niej sporym obciążeniem…
- Tak tragicznie z pieniędzmi nie jest, sprowadzono przecież kilku zawodników. Ale nie ukrywam, że zrobiłem ukłon w stronę Wisłoki i poszedłem na ustępstwa. Nie mogłem postąpić inaczej, to w tym klubie się wychowałem i wciąż mam go w sercu.

- Tak czy owak, jeśli nie uda się wrócić do IV ligi, to na pana spadnie największa krytyka.
- Przychodząc do Wisłoki liczyłem się z presją. Kibice będą wymagać, bym w pojedynkę wygrywał mecze. To nie jest możliwe, ale i dla mnie brak awansu będzie tragedią.

- Jak to możliwe, że dębickie kluby zaliczyły tak spektakularny upadek?
- Byłem dzieckiem, gdy Igloopol występował w ekstraklasie, a Wisłoka na jej zapleczu. Gdy zacząłem trenować, dębicka piłka wciąż była jednak na wysokim poziomie. Teraz miasto nie interesuje się futbolem, podupadło szkolenie najmłodszych. Mam nadzieję, że ktoś zda sobie sprawę, iż tak dalej być nie może.

Rozmawiał Tomasz Szeliga (Super Nowości) | 22.08.2012

 

 











































 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

| ...do wywiady |

 
© 2006 | resoviacy.pl  serwis informacyjny CWKS Resovia Rzeszów | design by