|
Dawid
Kwiek, jeden z najważniejszych piłkarzy Resovii w ubiegłym sezonie,
podpisał wczoraj kontrakt z Widzewem Łódź. Już w sobotę błyskotliwy
pomocnik może zadebiutować w ekstraklasie w meczu przeciwko Legii
Warszawa.
- W Resovii miał pan
ksywkę “Kanada”. Jak wołają na pana w Widzewie?
- Po prostu Dawid. “Kanadę” wymyślił trener Marcin Jałocha,
chłopaki z Resovii szybko to podłapali i tak zostało. Szczerze mówiąc,
nie byłem specjalnie przywiązany do tej ksywki.
- Okazuje się,
że do ekstraklasy można dostać się nawet ze słabego piłkarsko
Podkarpacia.
- I to z drugiej ligi. Nie mam układów ani menadżera,
zadecydowała ciężka praca i odrobina szczęścia. Zagrałem dobry mecz
akurat wtedy, gdy byłem obserwowany przez wysłanników Widzewa. Podobno
pierwszy raz pokazali się podczas spotkania ze Zniczem w Pruszkowie.
-
Trener Tomasz Tułacz opowiadał, że miał pan w Widzewie najlepsze wyniki
badań szybkościowych.
- Trochę podkoloryzował rzeczywistość. Przyjechałem do Łodzi
trzy dni po ostatnim meczu ligowym, a widzewiacy dopiero co wrócili z
wakacji. Jednak pod względem szybkości i wydolności plasuję się w
czołówce.
-
Trener Radosław Mroczkowski uchodzi za specjalistę od pracy z
zawodnikami na dorobku. Dużo rozmawiacie?
- Sporo. Cały sztab szkoleniowy jest bardzo profesjonalny. W
Resovii grałem głównie na skrzydle, trener Mroczkowski ustawia mnie za
napastnikiem. Mam być klasyczną “10”.
- To wyróżnienie, ale i większa odpowiedzialność.
- I o to chodzi. Można się pokazać, zrobić kolejny krok naprzód. Jesteś
pod grą, a nie uzależniony od podań kolegów. Pasuje mi ta pozycja.
-
Szatnia różni się znacząco od resoviackiej? Nowi koledzy gwiazdorzą?
- Ani trochę. Jestem zbudowany atmosferą, jaka panuje w Widzewie. W
szatni słychać przeróżne języki, bo mamy tu Afrykanów, Brazylijczyków,
Araba, Ormianina, Czarnogórca. Dużo młodych, wesołych i otwartych na
świat chłopaków. Świetny klimat!
-
Różnicę widać zapewne na klubowym parkingu…
- Nie oszukujmy się – ekstraklasa to inna bajka. Widać to nawet na
przykładzie Widzewa, klubu mającego przecież swoje problemy.
- “Ważne, by grać, a nie przeliczać” – odpowiedział pan dwa lata
temu, gdy spytałem, czy mniejsze zarobki w Resovii nie będą stanowiły
problemu. Wciąż myśli pan podobnie?
- Łódzcy dziennikarze dopytywali czy nie miałem wątpliwości, wiążąc się
z klubem, który nie może gwarantować dużych kontraktów. Odpowiedziałem,
że kasa ma drugorzędne znaczenie. Że muszę wykorzystać życiową szansę,
kuć żelazo póki gorące.
- Dwa
miesiące temu grał pan przy pustych trybunach w Nowym Dworze
Mazowieckim, a już w sobotę, na inaugurację sezonu, ma pan szansę
zadebiutować w ekstraklasie na stadionie Legii Warszawa. Brzmi jak
piękny sen.
- Jestem okropnie podekscytowany, ale też gotowy na takie
wydarzenie. Nie po to zasuwam na treningach, wylewam siódme poty na
obozie, by odpuszczać w najważniejszym momencie. Powiem wprost – liczę
na występ przeciwko mistrzom Polski.
- Łódź się panu podoba?
- Jest dużo większa od Rzeszowa, jeszcze się nie przyzwyczaiłem. Szukam
mieszkania, jeżdżę po różnych dzielnicach. Nawet jak trafię na osiedle
opanowane przez fanów ŁKS-u to będę się czuł bezpiecznie. Mam plecy, w
końcu grałem w Resovii
(śmiech).
- Znów
będzie miał pan daleko do Czudca, gdzie mieszkają pana dziadkowie,
wujkowie i kuzyni.
- Niestety, kontakt będzie utrudniony. Dwa razy przyjechałem z Łodzi do
Rzeszowa i muszę przyznać, że podróż jest bardzo męcząca. Teraz myślę
jednak wyłącznie o sobotnim starciu z Legią.
- Resovia zagra zaledwie w trzeciej lidze…
- Ta wiadomość mnie zszokowała. Współczuję chłopakom i żałuję, że tak
fajna drużyna poszła w rozsypkę. Jednak czasem warto zrobić krok w tył,
by potem zrobić dwa do przodu. Jestem tego najlepszym przykładem – do
Resovii trafiłem z Niecieczy, czołowej drużyny pierwszej ligi. Parę osób
pukało się w czoło, ale ryzyko się opłaciło.
Rozmawiał Tomasz
Szeliga (Super Nowości).
Dawid
Kwiek ma 25 lat. Urodził się w Niemczech, miejscowi wpisali w
dokumenty literkę “V”, więc w dowodzie i paszporcie nowy piłkarz Widzewa
figuruje jako David. Jego rodzina pochodzi z Czudca, w latach 80. XX
wieku rodzice Dawida wyjechali do Niemiec, a gdy mały miał 4 lata –
wyemigrowali do Kanady. Podczas jednego z polonijnych turniejów
15-letniego wówczas Kwieka wypatrzył Antoni Szymanowski, wtedy trener
grup młodzieżowych Wisły, i zabrał z sobą do Krakowa.
W 2008 roku Dawid zdobył z Młodą Wisłą
mistrzostwo Polski. Wśród zawodników byli m.in. Patryk Małecki i Piotr
Ćwielong. Niebawem Dawid rozwiązał kontrakt z “Białą Gwiazdą” i wyjechał
do Szwajcarii. Grał w Bernex, klubie z przedmieść Genewy, potem w
bardziej znanym Yverdon Sport k. Lozanny. – Standard życia jest
niesamowicie wysoki. Niczego nam nie brakowało, choć przecież futbol
ustępuje pod względem popularności narciarstwu czy hokejowi. Zaskoczony
byłem jednak wszechobecnym błogim spokojem. Południowcy mają sjestę, a
Szwajcarzy w godzinach 12-14 obowiązkowo wychodzą na lunch. O 19
zamykają się restauracje i galerie handlowe, rynek miasta pustoszeje.
Ludzie wracają do domów i tam odpoczywają. Życie toczy się bardzo
leniwie – opowiadał o pobycie w kraju Helwetów. Do Resovii trafił zimą
2011 roku.
|