WYWIADY

  klub
strona główna
aktualności
informacje
prasa
wydarzenia
wywiady
  liga
kadra
terminarz
mecze
tabela
  historia
kronika
resoviacy
1905...
Rzeszów
artykuły
  www
e-muzeum
foto
linki
kontakt
księga gości
forum

 





















 

 

2005.08.29 | Wywiad z Wiesławem Gołdą, trenerem piłkarzy Resovii


- Nie boi się Pan?
- Nie. 21 lat temu, zaraz po ukończeniu studiów, zacząłem pracować jako szkoleniowiec IV-ligowej drużyny AZS Akademii Rolniczej Rzeszów, więc jakieś doświadczenie posiadam. Wierzę w swój warsztat i mam nadzieję, że w takim klubie jak Resovia będę mógł się zająć sprawami wyłącznie stricte sportowymi. Warto w tym miejscu przypomnieć, że AZS AR złożony był ze studentów-amatorów, którzy grali w piłkę za darmo. Ale radzili sobie bardzo przyzwoicie, wszak ówczesna czwarta liga to m.in. rezerwy I-ligowej Stali Mielec, Stali Rzeszów, Siarka Tarnobrzeg czy Stal Gorzyce.

- Pytam Pana o obawy, gdyż przez ostatnie lata prowadził Pan zespoły niższych klas, w których apetyty na sukces są nieporównywalnie mniejsze, niż w Resovii. Tutaj kibice nie mówią o niczym innym, jak o awansie do III ligi.
- Jeśli będziemy solidnie pracować, wszyscy pociągniemy wózek w jedną stronę - będzie dobrze. Chociaż niczego nie jestem w stanie obiecać, bo piłka nożna, chyba jak żadna inna dyscyplina sportu, uczy pokory i człowiek nie jest w stanie przewidzieć wszystkich sytuacji.

- Pracę w Resovii potraktuje Pan chyba jako życiową szansę?
- Nie ukrywam, że zrobiło mi się przyjemnie na duszy, kiedy otrzymałem od działaczy propozycję. Wszak na rynku trenerów jest duża konkurencja i kilka głośnych nazwisk było "do wzięcia". Ale to nie jest tak, że prowadziłem tylko drużyny niższych klas, gdyż nie dostawałem ofert z mocniejszych klubów. Był czas, kiedy działacze i sędziowie skutecznie "wyleczyli" mnie z tej większej piłki. Miałem głowę pełną pomysłów, byłem tuż po studiach, ambitny i szlachetny. Pamiętam wyjazdowy mecz AZS AR z Orłem Rudnik. Do przerwy prowadziliśmy 1-0, lecz arbiter nie podyktował dla nas dwóch ewidentnych karnych. Po zmianie stron gospodarze strzelili gola ze spalonego, mój bramkarz otrzymał czerwoną kartkę i w efekcie przegraliśmy 1-2. Byłem zły, bo miałem świadomość, że nic na to nie mogę poradzić. A moi zawodnicy płakali w szatni.

- Zraził się Pan do futbolu.
- Pomyślałem: po co się w to bawić, skoro przy tak ogromnym zaangażowaniu, tak niewiele ode mnie zależy. I postawiłem na pracę na uczelni.

- Działacze Resovii powiedzieli Panu, że interesuje ich wyłącznie pierwsze miejsce w tabeli?
- W sumie nie. Dali jednak do zrozumienia, iż chodzi o to, by zespół grał...o coś. Czyli, jak mniemam, o najwyższe cele.

- Co Pan wie o czwartej lidze?
- Wystarczająco dużo, żeby się nie pogubić. Przecież mieszkam w Rzeszowie i chodzę na mecze, czytam gazety, rozmawiam z kolegami po fachu. W tej lidze trzeba walczyć. Bez maksymalnego zaangażowania nie ma co marzyć o korzystnym wyniku. Poziom jest bardzo wyrównany, nie ma zdecydowanych faworytów. Resovia ma duży potencjał, aczkolwiek nie do końca znam możliwości moich nowych podopiecznych. Proszę pamiętać, że nie jestem w stanie wprowadzić wielu zmian, gdyż nie przygotowywałem tego zespołu do sezonu.

- Jest Pan zwolennikiem piłki ofensywnej, czy raczej żelaznej dyscypliny taktycznej zorientowanej głównie na obronę?
- Jak każdy szkoleniowiec, chciałbym, żeby moja drużyna grała efektownie, a przy tym i skutecznie. Żeby gra Resovii przyciągała na stadion kibiców. To ideał, do którego się dąży, ale ciężko go osiągnąć. Ameryki nie odkryję: podstawą sukcesu jest dobra gra w defensywie. "Zero w tyłach" - takie będzie nasze hasło przewodnie. Jeśli je zrealizujemy, pójdzie z górki, bo dzisiejsza Resovia to zespół szalenie groźny w ofensywie, któremu zdobywanie goli przychodzi łatwiej, niż obrona. Mogliśmy się o tym przekonać, obserwując mecz z Kolbuszowianką.

- Krzyczy Pan w szatni na swoich piłkarzy czy raczej spokojnie, w sposób racjonalny stara się im wytłumaczyć, jakie popełnili błędy.
- Dyscyplina w zespole musi być, ale nie zdarzyło się, abym zrugał piłkarza po meczu. Raczej mu podziękuję za to, że walczył, że się starał. Nie sztuką jest zawodnika zdołować. Sztuką jest uzmysłowić mu błąd i znaleźć jego przyczynę.

- Resovia nie jest Panu obca. Dawno temu bronił Pan jej barw.
- Dla mnie Resovia to jak pierwsza miłość: doświadczenie, którego się nie zapomina. Grałem krótko, przez kilka miesięcy w IV-ligowej drużynie rezerw. Moim trenerem był Zbigniew Wantusiak, o którym mogę się wypowiadać wyłącznie w samych superlatywach.

- Po przygodzie z Resovią wyjechał Pan na studia do warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Tam z kolei występował Pan w III-ligowym AZS AWF.
- Częściej grzałem ławę, ale nie wstydzę się tego, bo ówczesny AZS to była piekielnie mocna drużyna. Duża część tych zawodników grała później w ekstraklasie. Byliśmy zresztą o krok od awansu do II ligi, lecz w decydującym meczu przegraliśmy z Hutnikiem Warszawa, prowadzonym przez Jerzego Engela. Zresztą, gdyby nie układy - huta to był przecież potężny zakład i nie mniejsze pieniądze - awansowałby pewnie AZS. Bardzo miło wspominam lata studiów. I dzisiaj, gdy sam jestem nauczycielem akademickim, powtarzam swoim uczniom: miałem szczęście mieć przedwojennych nauczycieli. To oni wpoili mi zasady i kodeks postępowania. Ale druga strona medalu jest taka, że często nie jestem w stanie zrozumieć pewnych zachowań. I reaguję natychmiast, ze złością, gdy ktoś zapomni stroju bądź na zajęcia sportowe przyjdzie w dżinsach.

- Bierze Pan pod uwagę czarny scenariusz: Resovii idzie bardzo źle i w końcu prezesi tracą cierpliwość, a Pan pracę?
- Z natury jestem optymistą. Do wszystkiego doszedłem w życiu ciężką pracą i mam nadzieję, że w Resovii będzie podobnie. Ale wiadomo, że zmiana miejsca zatrudnienia w tym zawodzie następuje częściej, niż w jakimkolwiek innym. Miałem taką sytuację w Głogowie. Walczyliśmy o czwartą ligę, długo byliśmy na czele tabeli, ale zespół dostał zadyszki i przegrał dwa mecze. Prezes nie wytrzymał ciśnienia i podziękował mi za współpracę. Chciałbym, żeby w Resovii dano mi szansę. Pozwolono przygotować drużynę w zimie, kiedy jest na to trochę czasu. Wtedy można będzie mnie rozliczać.

Rozmawiał Tomasz Szeliga, Dziennik Polski | 29.08.2005

 

 



































































































 

| ...do wywiady |

 
© 2006 | resoviacy.pl  serwis informacyjny CWKS Resovia Rzeszów | design by