WYWIADY

  klub
strona główna
aktualności
informacje
prasa
wydarzenia
wywiady
  liga
kadra
terminarz
mecze
tabela
  historia
kronika
resoviacy
1905...
Rzeszów
artykuły
  www
e-muzeum
foto
linki
kontakt
księga gości
forum

 

 

 

2009.11.15 | Wywiad z Mirosławem Hajdo, trenerem piłkarzy Resovii

W domu czy na wyjeździe – zawsze gramy o zwycięstwo. Dlatego jeśli nadarzy się szansa na awans do I ligi, postaramy się ją wykorzystać. Kibice muszą jednak zrozumieć, iż do sukcesu droga daleka – o aspiracjach beniaminka, relacjach z zawodnikami i roli pieniądza w dzisiejszym futbolu opowiada trener piłkarzy Resovii Mirosław Hajdo.

- Nie lubi Pan, gdy dziennikarze uderzają w wysokie tony, ale prawda jest taka, iż Resovia okazała się rewelacją pierwszej części sezonu. Musi Pan być zadowolony.
- Owszem, bo nie jest łatwo przejmować drużynę, która właśnie awansowała. Trzeba zachować ciągłość wyników, oczekiwania kibiców i działaczy są niemałe. Gdy przychodzi się do klubu, który ma kłopoty, to – paradoksalnie - jest łatwiej. Człowiek zabiera się do pracy, powtarzając sobie: spokojnie, gorzej i tak być nie może. Problem z Resovią polegał jeszcze na tym, iż nie dokonaliśmy spektakularnych transferów. Takich, które pozwalałyby myśleć o realizacji ambitnych celów.

- Udało się Panu przekonać piłkarzy do swoich pomysłów i nagle okazało się, iż Resovia potrafi utrzymywać się przy piłce, kiedy trzeba gra szybko, większość goli zdobywa z akcji, a nie po rzutach wolnych i rożnych.
- Stworzyła się fajna grupa, a kiedy jest kolektyw, dobra atmosfera i chęć pracy, wyniki zawsze się pojawią. Prędzej czy później. Dobrze wyglądaliśmy zwłaszcza w pierwszej części rundy, gdy mieliśmy siły i nie trapiły nas kontuzje. Fajnie zagraliśmy ze Świtem, Kolejarzem, Startem Otwock, Wigrami – choć nie wygraliśmy, zebraliśmy sporo pochwał. Zespół uczył się drugiej ligi, bo poza Markiem Kusiakiem i Jarkiem Piątkowskim, niewielu miało okazję występować tak wysoko. Mieliśmy też słabsze dni, ale ciągle byliśmy skuteczni.

- Przyznaje Pan, że jest dobrze, więc chyba nie warto upierać się i opowiadać, że Resovia walczy o utrzymanie...
- Jeśli stworzy się szansa, postaramy się ją wykorzystać. Ale, wbrew pozorom, do sukcesu daleka droga. Runda wiosenna jest zawsze trudniejsza, dochodzą kartki, kontuzje. Nie mam zamiaru obiecywać awansu ani niczego deklarować. Mogę natomiast zapewnić, iż razem ze swoim sztabem dobrze przygotuję drużynę. Wiemy, jak pracować w zimie z piłkarzami.

- Boi się Pan, że szum wokół drużyny spowoduje, iż zawodnicy nie poradzą sobie z presją?
- Nie w tym rzecz. Po prostu Resovia musi się znaleźć na jeszcze wyższym poziomie organizacyjnym. Wszyscy w klubie musimy mieć świadomość, że pierwsza liga to większe wymagania. Dopiero wówczas możemy dać sobie zielone światło na awans.

- Przydałoby się wzmocnić drużynę.
- Szaleństw nie będzie, już teraz mogę to powiedzieć. Zespół funkcjonuje dobrze i potrzebuje korekt, a nie rewolucji. Chodzi o to, żeby zwiększyć rywalizację. Przydałby się zatem kolejny wartościowy napastnik, doświadczony środkowy pomocnik, lewy obrońca, bo Piotrek Szkolnik praktycznie nie ma konkurencji.

- Co z Sebastianem Hajdukiem, o którego pytają mocniejsze kluby?
- Zostaje w Resovii na kolejną rundę. Lada dzień powinien parafować umowę.

- Są wyniki, więc jest atmosfera. Ale czy faktycznie ze wszystkimi piłkarzami jest Pan w dobrej komitywie? Niektórzy grają bardzo niewiele...
- Nie muszą mnie lubić. Ja mam być w stosunku do nich uczciwy. Piłkarze wykorzystują swoją szansę albo nie. Michał Benkowski dobrze zagrał w Niecieczy, ale tydzień później zawalił bramki w meczu z Ruchem. Bartek Madeja poprosił, by wycofać go ze składu na spotkanie z Pelikanem, bo nie czuł się na siłach, żeby rywalizować. Zastąpił go Łukasz Morawski. Na przeciwnym biegunie znajduje się Michał Bogacz, który bardzo długo czekał na powrót do podstawowej jedenastki. Wykonał gigantyczną pracę, ale skorzystał też z faktu, iż kontuzji doznał Mirek Baran. Normalna rzecz. Podobnie jak to, iż zawsze znajdzie się ktoś zawiedziony. Nie znam trenera, którego kochałaby cała drużyna.

- Z niektórymi piłkarzami trzeba się będzie pożegnać.
- Chcemy to zrobić w cywilizowany sposób. Zanim im podziękujemy, poszukamy dla nich klubów. Piłkarz powinien grać, a nie tułać się po Polsce w poszukiwaniu szczęścia.

- Nieciecza, Stróże, Nowy Dwór Mazowiecki, Otwock, Wysokie Mazowieckie – nie irytuje Pana, że na zaplecze ekstraklasy pchają się drużyny z tak małych miejscowości?
- W futbolu od dawna najważniejsze są pieniądze. Nie mam nic przeciwko klubom bądź zamożnym właścicielom klubów, którzy pragną zbudować wielką piłkę na prowincji. Może dlatego, że sam pracowałem w Kolejarzu Stróże. Ale czy na dłuższą metę ma to sens? Niech się o tym przekonują ci, którzy w to inwestują.

- Jeszcze niedawno awans trzeba było kupić. Czy dziś nasza liga wolna jest od korupcji?
- O kupowanie awansu należałoby spytać pana Wdowczyka. Nasza druga liga jest chyba czysta. Choć gdyby wyłączył pan dyktafon, powiedziałbym, że dzieją się różne rzeczy...Wierzę jednak, iż pomyłki sędziowskie wynikają nie ze złej woli, lecz z braku umiejętności. Najlepszych pozamykano, a lukę trzeba było zapełnić. Przyjechał ostatnio do Rzeszowa sędzia, który dwa lata temu prowadził mecze w A klasie. Ludzie robią teraz błyskawiczne kariery.

- Propozycja pracy w Resovii pojawiła się nieoczekiwanie. Trener Ferdynand Kanas zadzwonił, gdy był Pan już spakowany i wyjeżdżał na urlop do Chorwacji. Teraz uda się wypocząć?
- Początkiem grudnia jadę z żoną na południe, tam gdzie jeszcze świeci słońce. Zimą to najlepszy kierunek, choć góry też są mi bliskie. Posiadam nawet tytuł instruktora narciarstwa.

A. Lupa, sportowetempo.pl | 15.11.2009

 

 










 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


































 

| ...do wywiady |

 
© 2006 | resoviacy.pl  serwis informacyjny CWKS Resovia Rzeszów | design by