|
-
Ma pan żal do działaczy, że nie jest już trenerem Resovii?
- Nie mam. To taki zawód, że trzeba liczyć ze wszystkim. Jeszcze miesiąc przed
końcem rozgrywek rozmawialiśmy o przedłużeniu umowy, bez względu na to, czy
awansujemy. Słaba końcówka sezonu spowodowała, że działacze postanowili tak, a
nie inaczej. Nie mam do nich pretensji. Decydują o przyszłości klubu, mają prawo
podejmować takie decyzje.
- Ani sukcesem, ani totalną porażką tego sezonu nazwać nie
można.
- To, czy to był dobry wynik, czy porażka Hajdy, pokaże czas. Zespoły z równie
dużymi budżetami, czasem bardziej doświadczonymi piłkarzami, jak Wigry, Świt czy
Ruch znalazły się za nami. Zajęliśmy 3 miejsce. Po wszystkich perturbacjach,
przekładaniu meczów, kłopotach Sebastiana Hajduka, grze przy pustych trybunach
to jest dobry wynik.
- A mimo to rozczarowanie jest ogromne. Do celu brakło
punktu.
- Jak na beniaminka bez gwiazd zaszliśmy wysoko, jednocześnie uzyskaliśmy
pozycję w tej części tabeli najgorszą z możliwych, zostawiającą niedosyt.
Oczekiwania były większe. Chcieliśmy awansu, ale taki jest sport,
nieprzewidywalny.
- Jeden gol więcej w ostatnich zremisowanych meczach i
Resovia byłaby w I lidze.
- Brakło odrobiny szczęścia, może doświadczenia. Z Jastrzębiem czy Concordią
można było wygrać. Pewnie gdybyśmy mieli doping sytuacja wyglądałaby inaczej.
Kibice dawali zawodnikom dodatkowe siły.
- Przejdźmy do konkretnych zarzutów. Nie bardzo udały się
panu zimowe transfery.
- Jak każdy trener sprowadzam zawodników po to, by wzmocnili zespół. Na pewno
klub, ja liczyliśmy, że mocniej wpłyną na grę. Cóż, często nie wypalają
transfery za grube miliony, my pozyskaliśmy zawodników za darmo. Nie było jednak
tak, że nowi nic nie pomogli. Zwiększali rywalizację, a przydaliby się bardzo
choćby w ostatnim meczu. Gdybyśmy ich nie mieli, nie byłoby kim gracz z Wigrami.
- Dlaczego niektórzy piłkarze stracili wiosną dynamikę?
- Jak się gra, co trzy dni trudno poprawić pewne elementy. W meczu z Kolejarzem
nie brakowało nam dynamiki, choć to rywal był bardziej wypoczęty. Tyle, że mało
kto grał tak często, jak Resovia. Organizm różnie reaguje na wysiłek, jeden
regeneruje się szybciej, inny wolniej.
- Gdyby był pan jasnowidzem, inaczej wyglądałyby
przygotowania do sezonu.
- Katastrofa w Smoleńsku, opady deszczu namieszały w terminarzu. Przed sezonem
skupiliśmy na sile dynamicznej. Granie co trzy dni nie jest najlepsze dla takich
przygotowań. Gdybym potrafił przewidywać przyszłość więcej czasu poświęcilibyśmy
przygotowaniu wytrzymałościowemu.
- Resovia zawsze potrafiła wiele punktów wyszarpać dzięki
charakterowi, ambicji.
- To prawda. Nasz potencjał piłkarski nie był aż tak wielki, ale zawodnicy
nadrabiali wiele sercem, wolą walki. Gdy tej brakło, pojawiały się kłopoty.
- Czyli dochodzimy do meczu w Brzesku, po w którym
zarzucił pan niektórym zawodnikom brak pełnego zaangażowania. Tak ostro pan
wcześniej piłkarzy nie zaatakował.
- To był mecz o życie, o wszystko, a w nim nie ma sentymentów. Jeśli ktoś
zakłada w takim spotkaniu koszulkę Resovii, to znaczy, że jest gotowy walczyć na
całego. Możliwe, że piłkarze mieli chwilę słabości, ale wtedy trzeba się
zachować odpowiedzialnie, podnieść rękę i powiedzieć, trenerze nie dam rady.
- Zawodnicy poczuli się urażeni. Jeden stwierdził, że
ucieka szuka pan dla siebie alibi.
- Nic takiego nie miało miejsca. Wynik biorę na siebie, jestem za niego
odpowiedzialny. Na nikogo winy nie zrzucam, nie wymieniałem nazwisk, ale pewne
rzeczy trzeba nazywać po imieniu.
- Kiedy awans zaczął się wymykać z rak wokół drużyny.
Pojawiły się zarzuty o sprzedawanie meczów, pana posądzano o konszachty z
kolejarzem.
- Komuś zależało, żeby doprowadzić do niezdrowej sytuacji i dopiął celu. Te
spiskowe teorie, obraźliwe zarzuty na pewno nam nie pomogły.
- Pretensje mieli nie tylko kibice, internauci, ale także
prezes klubu.
- No tak. W radiowej audycji usłyszałem, ze nie wierzyłem w awans.
- A wierzył pan?
- Oczywiście, przecież awans była na wyciągnięcie ręki. Inna rzecz, że przed
sezonem nie obiecywałem awansu, tylko dobrą pracę. Nie wszyscy w Resovii znali
jednak realia II ligi. Żeby w niej wygrywać trzeba zawsze być w dobrej
dyspozycji, albo mieć trochę szczęścia. Robiliśmy wszystko, by zespół wygrywał,
dlatego takie zarzuty bolą. Nie wyobrażam sobie trenera, który chce przegrywać,
nie wierzy w sukces. Przecież jako jedyna drużyna w lidze mieliśmy serię 18
meczów bez porażki. Straciliśmy prawie najmniej goli, mamy króla strzelców.
Pozytywów jest dużo.
- A propos króla strzelców. Prezes Aleksander Bentkowski
mocno się dziwił, że w meczu w Brzesku posadził pan Sebastiana Hajduka ławie.
- Kiedy grał i miał dołek, mówiono, po co "Gruby" gra. Sebastian rzeczywiście
miał pewien problem z wagą, ale porozmawialiśmy spokojnie i przekonałem go, aby
wchodził do gryz ławki. Nie obraził się, zachowywał profesjonalnie. Wygrał nam
mecz z Kolejarzem.
- "Nie wiem, dlaczego trener wystawił w środku pomocy
linii zawodników po kontuzjach” pytał szef Resovii po meczu z Okocimskim.
- A kogo miałem wystawić, chyba trenera Stefanika, Stawarza albo siebie.
Przecież kontuzje mieli Fryc, Domoń, a Walaszczyk pauzował za kartki. Postawiłem
na Minasjana i Morawskiego. Mieli za sobą kontuzje, ale na treningach nie
wyglądali źle. Pan Prezes ma swoje spojrzenie na futbol, ale myślę, że te
zarzuty nie do końca wyrażają jego myśli, ale ludzi, którzy chodzą wokół niego.
- Według prezesa Resovia miała za młody skład, aby
awansować.
- Może część prawdy w tym jest. Na pewno przydałoby się w drugiej linii taki
Artur Prokop z Niecieczy, ktoś kto potrafi w trudnym momencie pociągnąć zespół,
jednym zagraniem zdecydować o wyniku. Nerwy są złym doradcą. Można bić głową
mur, a stary wyga wie co w takim momencie zrobić.
- Jakby nie patrzeć ma pan za sobą przeciekawy sezon.
Będzie co wspominać.
- Na pewno. Nigdy w życiu tylu stresów nie przeżyłem, jak w ostatnich tygodniach
Mam mnóstwo materiału do przemyśleń. Dużo się działo. Przez dwie trzecie sezonu
było miło, ale w tym zawodzie jesteś tak dobry, jak końcówka sezonu.
– Na koniec pytanie z innej beczki. Kto będzie mistrzem
świata.
- Wiele przemawia za Hiszpanią, ale serce mi podpowiada, że Argentyna.
|