WYWIADY

  klub
strona główna
aktualności
informacje
prasa
wydarzenia
wywiady
  liga
kadra
terminarz
mecze
tabela
  historia
kronika
resoviacy
1905...
Rzeszów
artykuły
  www
e-muzeum
foto
linki
kontakt
księga gości
forum

 





















 

 

2010.06.14 | Wywiad z Mirosławem Hajdo, byłym trenerem piłkarzy Resovii

- Ma pan żal do działaczy, że nie jest już trenerem Resovii?
- Nie mam. To taki zawód, że trzeba liczyć ze wszystkim. Jeszcze miesiąc przed końcem rozgrywek rozmawialiśmy o przedłużeniu umowy, bez względu na to, czy awansujemy. Słaba końcówka sezonu spowodowała, że działacze postanowili tak, a nie inaczej. Nie mam do nich pretensji. Decydują o przyszłości klubu, mają prawo podejmować takie decyzje.

- Ani sukcesem, ani totalną porażką tego sezonu nazwać nie można.
- To, czy to był dobry wynik, czy porażka Hajdy, pokaże czas. Zespoły z równie dużymi budżetami, czasem bardziej doświadczonymi piłkarzami, jak Wigry, Świt czy Ruch znalazły się za nami. Zajęliśmy 3 miejsce. Po wszystkich perturbacjach, przekładaniu meczów, kłopotach Sebastiana Hajduka, grze przy pustych trybunach to jest dobry wynik.

- A mimo to rozczarowanie jest ogromne. Do celu brakło punktu.
- Jak na beniaminka bez gwiazd zaszliśmy wysoko, jednocześnie uzyskaliśmy pozycję w tej części tabeli najgorszą z możliwych, zostawiającą niedosyt. Oczekiwania były większe. Chcieliśmy awansu, ale taki jest sport, nieprzewidywalny.

- Jeden gol więcej w ostatnich zremisowanych meczach i Resovia byłaby w I lidze.
- Brakło odrobiny szczęścia, może doświadczenia. Z Jastrzębiem czy Concordią można było wygrać. Pewnie gdybyśmy mieli doping sytuacja wyglądałaby inaczej. Kibice dawali zawodnikom dodatkowe siły.

- Przejdźmy do konkretnych zarzutów. Nie bardzo udały się panu zimowe transfery.
- Jak każdy trener sprowadzam zawodników po to, by wzmocnili zespół. Na pewno klub, ja liczyliśmy, że mocniej wpłyną na grę. Cóż, często nie wypalają transfery za grube miliony, my pozyskaliśmy zawodników za darmo. Nie było jednak tak, że nowi nic nie pomogli. Zwiększali rywalizację, a przydaliby się bardzo choćby w ostatnim meczu. Gdybyśmy ich nie mieli, nie byłoby kim gracz z Wigrami.

- Dlaczego niektórzy piłkarze stracili wiosną dynamikę?
- Jak się gra, co trzy dni trudno poprawić pewne elementy. W meczu z Kolejarzem nie brakowało nam dynamiki, choć to rywal był bardziej wypoczęty. Tyle, że mało kto grał tak często, jak Resovia. Organizm różnie reaguje na wysiłek, jeden regeneruje się szybciej, inny wolniej.

- Gdyby był pan jasnowidzem, inaczej wyglądałyby przygotowania do sezonu.
- Katastrofa w Smoleńsku, opady deszczu namieszały w terminarzu. Przed sezonem skupiliśmy na sile dynamicznej. Granie co trzy dni nie jest najlepsze dla takich przygotowań. Gdybym potrafił przewidywać przyszłość więcej czasu poświęcilibyśmy przygotowaniu wytrzymałościowemu.

- Resovia zawsze potrafiła wiele punktów wyszarpać dzięki charakterowi, ambicji.
- To prawda. Nasz potencjał piłkarski nie był aż tak wielki, ale zawodnicy nadrabiali wiele sercem, wolą walki. Gdy tej brakło, pojawiały się kłopoty.

- Czyli dochodzimy do meczu w Brzesku, po w którym zarzucił pan niektórym zawodnikom brak pełnego zaangażowania. Tak ostro pan wcześniej piłkarzy nie zaatakował.
- To był mecz o życie, o wszystko, a w nim nie ma sentymentów. Jeśli ktoś zakłada w takim spotkaniu koszulkę Resovii, to znaczy, że jest gotowy walczyć na całego. Możliwe, że piłkarze mieli chwilę słabości, ale wtedy trzeba się zachować odpowiedzialnie, podnieść rękę i powiedzieć, trenerze nie dam rady.

- Zawodnicy poczuli się urażeni. Jeden stwierdził, że ucieka szuka pan dla siebie alibi.
- Nic takiego nie miało miejsca. Wynik biorę na siebie, jestem za niego odpowiedzialny. Na nikogo winy nie zrzucam, nie wymieniałem nazwisk, ale pewne rzeczy trzeba nazywać po imieniu.

- Kiedy awans zaczął się wymykać z rak wokół drużyny. Pojawiły się zarzuty o sprzedawanie meczów, pana posądzano o konszachty z kolejarzem.
- Komuś zależało, żeby doprowadzić do niezdrowej sytuacji i dopiął celu. Te spiskowe teorie, obraźliwe zarzuty na pewno nam nie pomogły.

- Pretensje mieli nie tylko kibice, internauci, ale także prezes klubu.
- No tak. W radiowej audycji usłyszałem, ze nie wierzyłem w awans.

- A wierzył pan?
- Oczywiście, przecież awans była na wyciągnięcie ręki. Inna rzecz, że przed sezonem nie obiecywałem awansu, tylko dobrą pracę. Nie wszyscy w Resovii znali jednak realia II ligi. Żeby w niej wygrywać trzeba zawsze być w dobrej dyspozycji, albo mieć trochę szczęścia. Robiliśmy wszystko, by zespół wygrywał, dlatego takie zarzuty bolą. Nie wyobrażam sobie trenera, który chce przegrywać, nie wierzy w sukces. Przecież jako jedyna drużyna w lidze mieliśmy serię 18 meczów bez porażki. Straciliśmy prawie najmniej goli, mamy króla strzelców. Pozytywów jest dużo.

- A propos króla strzelców. Prezes Aleksander Bentkowski mocno się dziwił, że w meczu w Brzesku posadził pan Sebastiana Hajduka ławie.
- Kiedy grał i miał dołek, mówiono, po co "Gruby" gra. Sebastian rzeczywiście miał pewien problem z wagą, ale porozmawialiśmy spokojnie i przekonałem go, aby wchodził do gryz ławki. Nie obraził się, zachowywał profesjonalnie. Wygrał nam mecz z Kolejarzem.

- "Nie wiem, dlaczego trener wystawił w środku pomocy linii zawodników po kontuzjach” pytał szef Resovii po meczu z Okocimskim.
- A kogo miałem wystawić, chyba trenera Stefanika, Stawarza albo siebie. Przecież kontuzje mieli Fryc, Domoń, a Walaszczyk pauzował za kartki. Postawiłem na Minasjana i Morawskiego. Mieli za sobą kontuzje, ale na treningach nie wyglądali źle. Pan Prezes ma swoje spojrzenie na futbol, ale myślę, że te zarzuty nie do końca wyrażają jego myśli, ale ludzi, którzy chodzą wokół niego.

- Według prezesa Resovia miała za młody skład, aby awansować.
- Może część prawdy w tym jest. Na pewno przydałoby się w drugiej linii taki Artur Prokop z Niecieczy, ktoś kto potrafi w trudnym momencie pociągnąć zespół, jednym zagraniem zdecydować o wyniku. Nerwy są złym doradcą. Można bić głową mur, a stary wyga wie co w takim momencie zrobić.

- Jakby nie patrzeć ma pan za sobą przeciekawy sezon. Będzie co wspominać.
- Na pewno. Nigdy w życiu tylu stresów nie przeżyłem, jak w ostatnich tygodniach Mam mnóstwo materiału do przemyśleń. Dużo się działo. Przez dwie trzecie sezonu było miło, ale w tym zawodzie jesteś tak dobry, jak końcówka sezonu.

– Na koniec pytanie z innej beczki. Kto będzie mistrzem świata.
- Wiele przemawia za Hiszpanią, ale serce mi podpowiada, że Argentyna.

 

Rozmawiał Tomasz Ryzner, Nowiny | 14.06.2010

 

 



































































































 

| ...do wywiady |

 
© 2006 | resoviacy.pl  serwis informacyjny CWKS Resovia Rzeszów | design by