WYWIADY

  klub
strona główna
aktualności
informacje
prasa
wydarzenia
wywiady
  liga
kadra
terminarz
mecze
tabela
  historia
kronika
resoviacy
1905...
Rzeszów
artykuły
  www
e-muzeum
foto
linki
kontakt
księga gości
forum

 





















 

 

2008.02.04 | Trenerzy roku 2007, Maciej Huzarski i Marek Kramarz

















foto: Dziennik Polski

Na IV gali piłkarskiej "Dziennika Polskiego" i Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej rozdano nagrody za rok 2007.
W kategorii "trener roku 2007"  wygrał duet trenerski piłkarzy  Resovii- Marek Kramarz i Maciej Huzarski.


 Ponoć są Panowie zaskoczeni nagrodą...
- Maciej Huzarski: Uważamy, że w pracy z Resovią osiągnęliśmy sukces. Problem w tym, iż szefowie klubu, czyli ludzie będący najbliżej drużyny, nie docenili naszego wysiłku.

- Wychodzi na to, że dziennikarze znają się lepiej na piłce niż klubowi działacze?
- Marek Kramarz: Dziennikarze postrzegają piłkę właściwie. Przecież Resovia w 2007 roku awansowała do trzeciej ligi, a potem dzielnie tam walczyła. Wstydu zespół nie przyniósł.

- Dwa miesiące po utracie pracy, jesteście w stanie rozmawiać bez emocji o tym, co się wydarzyło?
- M. H.: Ja nie potrafię. Pracowaliśmy z Markiem w Resovii półtora roku, ale z klubem byliśmy związani od lat. Udało się nam zbudować fajny zespół, poznaliśmy zawodników, ich rodziny. Oni zresztą ciągle się rozwijali, wiosną Resovia grałaby lepiej, jestem o tym przekonany. I nagle wszystkie plany trzeba weryfikować. Czuję ogromny żal...
- M. K.: Podziękowano nam, gdy znajdowaliśmy się w połowie drogi do określonego celu. To, że nie pozwolono nam dokończyć dzieła, jest dla mnie najsmutniejsze. I tkwi jak cierń, gdzieś głęboko w sercu. Jestem wychowankiem Resovii i zawsze będę jej kibicował. Ale drużyna, która zagra w rundzie rewanżowej nie będzie miała wiele wspólnego z ekipą moją i Maćka.

- No właśnie. Są nowi szkoleniowcy i zawodnicy, a szefowie sekcji nie wyobrażają sobie, iż w przyszłym sezonie Resovii miałoby zabraknąć w zreformowanej II lidze. Uda się zrealizować ambitne plany?
- M. H.: Nie nam to oceniać. Pewne jest jedno: obecna Resovia budowana jest w inny sposób, w oparciu o piłkarzy z zewnątrz.
- M. K.: Budując nasz zespół, chcieliśmy nawiązać do tradycji Resovii drugoligowej, czyli drużyny z charakterem. Pełnej przyjaciół potrafiących pomagać sobie w najróżniejszych sytuacjach. Dla nas ważne było to, jak ktoś gra w piłkę, ale równie istotne, co sobą prezentuje. Czy pod względem mentalnym będzie pasować do całości.

- Największy sukces w półtorarocznej pracy w Resovii to...
- M. H.: Powstanie zalążka dobrej drużyny. Atmosfera w szatni i poza nią; postępy, jakie poczynili młodzi zawodnicy.
- M. K.: Przejmowaliśmy zespół w trudnym momencie, a mimo to awansowaliśmy do III ligi. Za wszelką cenę chcieliśmy uniknąć pompowania balonu. Pragnęliśmy pracować w spokoju.

- Resovia i spokojna praca? To chyba żarty. Tu zawsze coś się dzieje, oczekiwania działaczy i kibiców są ogromne. Często większe niż możliwości drużyny. Maciej Huzarski cztery razy zostawał trenerem "pasiaków", a rozstawał się z klubem w okolicznościach - nazwijmy to - specyficznych.
- M. H.: W Resovii nerwowo było przez sto lat i przez następne sto będzie tak samo. Paradoks polega na tym, iż zostałem zwolniony po najlepszym wyniku, jaki osiągnąłem w pracy z Resovią. Wcześniej byłem kołem ratunkowym. Działacze Resovii dzwonili do mnie, gdy sytuacja stawała się niewesoła, a ja zawsze pomagałem. Jak wtedy, gdy dla Resovii zrezygnowałem z posady w Izolatorze Boguchwała.
- M. K.: Żebyśmy się dobrze zrozumieli: ten spokój myśmy wytwarzali, bo wiedzieliśmy, że wpłynie on pozytywnie na postawę zawodników. Wokół nas działo się różnie, ale nie mogliśmy sobie pozwolić na niekontrolowany wybuch emocji.
- M. H.: W dwójkę raźniej było sprostać presji. Pomagały nam różnice w charakterach. Marek jest spokojniejszy i z reguły to on tonował nastroje.

- Jak często musiał Pan gasić pożar?
- M. K.: Poważnego pożaru nigdy nie było, choć wiadomo, że jak się pracuje z dwudziestoma dorosłymi facetami, nie zawsze jest sielankowo.
- M. H.: Umieliśmy rozwiązywać sporne kwestie. Gdy trzeba było, spotykaliśmy się w domu i rozmawialiśmy przez pół nocy.
- M. K.: Do każdego meczu przygotowywaliśmy się od poniedziałku. Sumiennie odrabialiśmy prace domowe.

- Tajemnicą poliszynela jest, że gdyby Resovia nie przegrała derbów, Huzarski i Kramarz zachowaliby posadę.
- M. H.: Szefowie Resovii wytknęli nam błędy w ustawieniu i taktyce, co jest krzywdzące. Źle zagraliśmy ze Stalą, ale przez pryzmat jednego meczu nie można oceniać całego naszego dorobku. Zarząd klubu nie miał podstaw, by nas zwolnić. Mieliśmy awansować do trzeciej ligi i awansowaliśmy. Po pierwszej rundzie drużyna miała się znaleźć blisko strefy gwarantującej grę w drugiej lidze - znalazła się. Zarzucono nam m. in., że zespół za mało trenował. W okresie przygotowawczym ćwiczyliśmy sześć razy w tygodniu. Aktualnie Resovia trenuje pięć razy, więc coś chyba jest nie tak?

- Porozmawiajmy o teraźniejszości. Dlaczego Marek Kramarz nie podąży śladami Macieja Huzarskiego i nie rozpocznie pracy w którymś z solidnych regionalnych klubów? Czy godzi się, by utalentowany szkoleniowiec uczył futbolu w Czarnych Kraczkowa?
- M. K.: Z Czarnymi związany jestem od lat, ponieważ spotkałem tam fantastycznych ludzi: zawodników, którzy chcą się rozwijać i działaczy maksymalnie zaangażowanych w swoją pracę. Serce rośnie, gdy na to spoglądam.

- Co to za odpowiedź?! Panie Marku, to nie kurs dla dyplomatów. Proszę - kawa na ławę, co Pana powstrzymuje przed podjęciem poważnej pracy trenerskiej?
- M. K.: Mam swoje ambicje, ale na razie do większej piłki mnie nie ciągnie. Jestem wdzięczny Maćkowi, iż mogłem terminować u jego boku.
- M. H.: Nie mogę tego słuchać! W Resovii nie było podziału na pierwszego i drugiego trenera. Ja bywam głośniejszy, więc mogło się wydawać, iż jestem na pierwszym planie. W rzeczywistości wspólnie ustalaliśmy skład i rozwiązywaliśmy problemy. Dlatego tak bardzo się cieszę, że nagrodę otrzymał duet trenerów Resovii. Nieustannie namawiam Marka, by zaczął pracować na własny rachunek w dobrym klubie. Wiem, że ma mało czasu, ale jestem przekonany, że za rok, może dwa, zdecyduje się i poprowadzi drużynę przynajmniej trzecioligową. Tak naprawdę marzę jednak, abyśmy znów pracowali razem.

- W Resovii?
- M. H. i M. K.: Dlaczego nie? Wszystko jest możliwe!

Rozmawiał Tomasz Szeliga, Dziennik Polski | 04.02.2008

 

 














































































































 

| ...do wywiady |

 
© 2006 | resoviacy.pl  serwis informacyjny CWKS Resovia Rzeszów | design by