|

foto: Dziennik Polski
Na IV gali piłkarskiej
"Dziennika Polskiego" i Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej rozdano
nagrody za rok 2007.
W kategorii "trener roku 2007" wygrał duet trenerski piłkarzy
Resovii- Marek Kramarz i Maciej Huzarski.
Ponoć są Panowie
zaskoczeni nagrodą...
- Maciej
Huzarski: Uważamy, że w pracy z Resovią
osiągnęliśmy sukces. Problem w tym, iż szefowie klubu, czyli ludzie
będący najbliżej drużyny, nie docenili naszego wysiłku.
- Wychodzi na to,
że dziennikarze znają się lepiej na piłce niż klubowi działacze?
- Marek
Kramarz: Dziennikarze postrzegają piłkę
właściwie. Przecież Resovia w 2007 roku awansowała do trzeciej ligi, a
potem dzielnie tam walczyła. Wstydu zespół nie przyniósł.
- Dwa miesiące po
utracie pracy, jesteście w stanie rozmawiać bez emocji o tym, co się
wydarzyło?
- M. H.:
Ja nie potrafię. Pracowaliśmy z Markiem w Resovii półtora roku, ale z
klubem byliśmy związani od lat. Udało się nam zbudować fajny zespół,
poznaliśmy zawodników, ich rodziny. Oni zresztą ciągle się rozwijali,
wiosną Resovia grałaby lepiej, jestem o tym przekonany. I nagle
wszystkie plany trzeba weryfikować. Czuję ogromny żal...
- M. K.: Podziękowano
nam, gdy znajdowaliśmy się w połowie drogi do określonego celu. To, że
nie pozwolono nam dokończyć dzieła, jest dla mnie najsmutniejsze. I tkwi
jak cierń, gdzieś głęboko w sercu. Jestem wychowankiem Resovii i zawsze
będę jej kibicował. Ale drużyna, która zagra w rundzie rewanżowej nie
będzie miała wiele wspólnego z ekipą moją i Maćka.
- No właśnie. Są
nowi szkoleniowcy i zawodnicy, a szefowie sekcji nie wyobrażają sobie,
iż w przyszłym sezonie Resovii miałoby zabraknąć w zreformowanej II
lidze. Uda się zrealizować ambitne plany?
- M. H.:
Nie nam to oceniać. Pewne jest jedno: obecna Resovia budowana jest w
inny sposób, w oparciu o piłkarzy z zewnątrz.
- M. K.: Budując nasz
zespół, chcieliśmy nawiązać do tradycji Resovii drugoligowej, czyli
drużyny z charakterem. Pełnej przyjaciół potrafiących pomagać sobie w
najróżniejszych sytuacjach. Dla nas ważne było to, jak ktoś gra w piłkę,
ale równie istotne, co sobą prezentuje. Czy pod względem mentalnym
będzie pasować do całości.
- Największy
sukces w półtorarocznej pracy w Resovii to...
- M. H.:
Powstanie zalążka dobrej drużyny. Atmosfera w szatni i poza nią;
postępy, jakie poczynili młodzi zawodnicy.
- M. K.:
Przejmowaliśmy zespół w trudnym momencie, a mimo to awansowaliśmy do III
ligi. Za wszelką cenę chcieliśmy uniknąć pompowania balonu. Pragnęliśmy
pracować w spokoju.
- Resovia i
spokojna praca? To chyba żarty. Tu zawsze coś się dzieje, oczekiwania
działaczy i kibiców są ogromne. Często większe niż możliwości drużyny.
Maciej Huzarski cztery razy zostawał trenerem "pasiaków", a rozstawał
się z klubem w okolicznościach - nazwijmy to - specyficznych.
- M. H.:
W Resovii nerwowo było przez sto lat i przez następne sto będzie tak
samo. Paradoks polega na tym, iż zostałem zwolniony po najlepszym
wyniku, jaki osiągnąłem w pracy z Resovią. Wcześniej byłem kołem
ratunkowym. Działacze Resovii dzwonili do mnie, gdy sytuacja stawała się
niewesoła, a ja zawsze pomagałem. Jak wtedy, gdy dla Resovii
zrezygnowałem z posady w Izolatorze Boguchwała.
- M. K.: Żebyśmy się
dobrze zrozumieli: ten spokój myśmy wytwarzali, bo wiedzieliśmy, że
wpłynie on pozytywnie na postawę zawodników. Wokół nas działo się
różnie, ale nie mogliśmy sobie pozwolić na niekontrolowany wybuch
emocji.
- M. H.: W dwójkę
raźniej było sprostać presji. Pomagały nam różnice w charakterach. Marek
jest spokojniejszy i z reguły to on tonował nastroje.
- Jak często
musiał Pan gasić pożar?
- M. K.:
Poważnego pożaru nigdy nie było, choć wiadomo, że jak się pracuje z
dwudziestoma dorosłymi facetami, nie zawsze jest sielankowo.
- M. H.: Umieliśmy
rozwiązywać sporne kwestie. Gdy trzeba było, spotykaliśmy się w domu i
rozmawialiśmy przez pół nocy.
- M. K.: Do każdego
meczu przygotowywaliśmy się od poniedziałku. Sumiennie odrabialiśmy
prace domowe.
- Tajemnicą
poliszynela jest, że gdyby Resovia nie przegrała derbów, Huzarski i
Kramarz zachowaliby posadę.
- M. H.:
Szefowie Resovii wytknęli nam błędy w ustawieniu i taktyce, co jest
krzywdzące. Źle zagraliśmy ze Stalą, ale przez pryzmat jednego meczu nie
można oceniać całego naszego dorobku. Zarząd klubu nie miał podstaw, by
nas zwolnić. Mieliśmy awansować do trzeciej ligi i awansowaliśmy. Po
pierwszej rundzie drużyna miała się znaleźć blisko strefy gwarantującej
grę w drugiej lidze - znalazła się. Zarzucono nam m. in., że zespół za
mało trenował. W okresie przygotowawczym ćwiczyliśmy sześć razy w
tygodniu. Aktualnie Resovia trenuje pięć razy, więc coś chyba jest nie
tak?
- Porozmawiajmy o
teraźniejszości. Dlaczego Marek Kramarz nie podąży śladami Macieja
Huzarskiego i nie rozpocznie pracy w którymś z solidnych regionalnych
klubów? Czy godzi się, by utalentowany szkoleniowiec uczył futbolu w
Czarnych Kraczkowa?
- M. K.:
Z Czarnymi związany jestem od lat, ponieważ spotkałem tam fantastycznych
ludzi: zawodników, którzy chcą się rozwijać i działaczy maksymalnie
zaangażowanych w swoją pracę. Serce rośnie, gdy na to spoglądam.
- Co to za
odpowiedź?! Panie Marku, to nie kurs dla dyplomatów. Proszę - kawa na
ławę, co Pana powstrzymuje przed podjęciem poważnej pracy trenerskiej?
- M. K.:
Mam swoje ambicje, ale na razie do większej piłki mnie nie ciągnie.
Jestem wdzięczny Maćkowi, iż mogłem terminować u jego boku.
- M. H.: Nie mogę
tego słuchać! W Resovii nie było podziału na pierwszego i drugiego
trenera. Ja bywam głośniejszy, więc mogło się wydawać, iż jestem na
pierwszym planie. W rzeczywistości wspólnie ustalaliśmy skład i
rozwiązywaliśmy problemy. Dlatego tak bardzo się cieszę, że nagrodę
otrzymał duet trenerów Resovii. Nieustannie namawiam Marka, by zaczął
pracować na własny rachunek w dobrym klubie. Wiem, że ma mało czasu, ale
jestem przekonany, że za rok, może dwa, zdecyduje się i poprowadzi
drużynę przynajmniej trzecioligową. Tak naprawdę marzę jednak, abyśmy
znów pracowali razem.
- W Resovii?
- M. H. i M.
K.: Dlaczego nie? Wszystko jest możliwe!
|