WYWIADY

  klub
strona główna
aktualności
informacje
prasa
wydarzenia
wywiady
  liga
kadra
terminarz
mecze
tabela
  historia
kronika
resoviacy
1905...
Rzeszów
artykuły
  www
e-muzeum
foto
linki
kontakt
księga gości
forum

 

 

 

2004.06.21 | Wywiad z Maciejem Huzarskim, trenerem piłkarzy Resovii


- Nie żałuje Pan, że po raz kolejny dał się namówić na pracę w Resovii?
- Nie, chociaż momentami było ciężko i nie udało się nam zrealizować celu czyli utrzymać drużyny w trzeciej lidze. Każdemu koledze po fachu życzę jednak pracy w tej klasie rozgrywkowej, kontaktu z piłką na całkiem przyzwoitym poziomie. Dla mnie to nobilitacja i możliwość dalszej nauki. Zresztą, myślę, że chłopcy przez pół roku także czegoś się nauczyli i w czwartej lidze te doświadczenia będą procentować.

- Może być Pan zadowolony ze swoich podopiecznych. W zgodnej opinii kibiców i dziennikarzy, zrobili więcej niż można się było spodziewać.

- To prawda, chociaż miałem nadzieję, że jednak unikniemy degradacji. Z drugiej strony, ci chłopcy brak umiejętności nadrabiali niesamowitą ambicją i zaangażowaniem. Nawet, gdy było już jasne, że spadniemy, dawali z siebie wszystko. Ten charakter jest bardzo ważny. Ale przegrała nie tylko drużyna i trener. Niebagatelny wpływ na to, co się wydarzyło, miały problemy organizacyjne sekcji i klubu.

- Ten trzeci kontakt z Resovią był najtrudniejszy?

- Resovia to tak specyficzne miejsce, że za każdym razem kłopotów nie brakowało. Bywało jednak gorzej. Za pierwszym razem, nie mieliśmy szatni, wody, jeździliśmy się kąpać do szkół, nie było, gdzie trenować, boisko było w zdecydowanie gorszym stanie. Ciekawe, że mnie akurat tak w piłce doświadcza los, iż nigdy nie udaje mi się trafić na stabilny klub. No, może z wyjątkiem Izolatora Boguchwała. Za czasów Cenowej Bomby, kiedy Resovia awansowała do trzeciej ligi, chłopcy nie mogli na nic narzekać. Ale ja pojawiłem się, gdy sponsora już nie było. Nie można jednak mówić o samych nieprzyjemnych rzeczach. Proszę zauważyć, że na każdym treningu pojawiało się ponad 20 osób, że zawodnicy angażowali się w każdy mecz. Trzeba było widzieć ich rozradowane twarze po zwycięstwie. To naprawdę przyjemne chwile.

- Ale od spraw organizacyjnych nie da się uciec. Gdyby Resovia była przygotowana na realia trzecioligowe, a drużyna, mimo niedostatków kadrowych, miała komfort psychiczny, udałoby się uniknąć spadku?

- Gdybyśmy organizacyjnie prezentowali się tak, jak nasi rywale w walce o utrzymanie, pewnie nadal występowalibyśmy w trzeciej lidze.

- W jaki sposób motywował Pan piłkarzy? Oni wszyscy, za każdym razem, podkreślali fantastyczną atmosferę, jaka panuje w zespole.

- Zebrała się grupa młodych ludzi, którzy mieli cel do zrealizowania. Ponadto chcieli udowodnić, że warto na nich stawiać, że kiedyś popełniono błąd, rezygnując z ich usług. Motywacja finansowa także istniała, bo działacze płacili premie za zwycięstwa. Raz mniejsze, raz większe, ale zawsze coś.

- A co było największym sukcesem ze stricte szkoleniowego punktu widzenia?

- Stworzenie tej grupy, nadanie jej charakteru, oblicza. Także samo uczestnictwo w rozgrywkach, bo przypomnę, że jesienią i zimą istniała groźba wycofania zespołu z ligi. Tak jak mówiłem, piłkarze sporo się nauczyli i pomimo spadku, każdy z nich stał się jeszcze lepszym zawodnikiem.

- Pojawił się w drużynie ktoś, kto mile Pana zaskoczył?

- Nie mieliśmy lidera z prawdziwego zdarzenia, kogoś, kto w decydującym momencie pociągnąłby zespół bądź sam rozstrzygnął o losach pojedynku. Mógłby być niewidoczny przez 90 minut, ale w ostatniej akcji zdobyłby gola lub zaliczył asystę na wagę 3 punktów. Czasami udawało się to Wiktorowi Solarzowi, lecz końcówka sezonu już do niego nie należała. Chyba nie poradził sobie z presją, jaka na nim ciążyła. Stanowiliśmy więc siłę jako zespół, co - wbrew pozorom - nie zawsze wystarcza do osiągnięcia sukcesu. Doskonale pokazują to mistrzostwa Europy, gdzie indywidualne popisy gwiazd decydują o wygranej.

- Działacze chcą, żeby Pan nadal prowadził zespół. Otrzymają pozytywną odpowiedź?

- Wszystko rozstrzygnie się w ciągu kilku dni, zanim wyjadę na urlop. Muszę to przemyśleć, problemem nie są nawet kwestie organizacyjne, ale moje zdrowie. Tak czy inaczej, będziemy namawiać zawodników, żeby zostali w Resovii. Nie mam żadnych konkretnych propozycji z innych klubów, chociaż rozgrywki np. czwartej ligi dopiero co się zakończyły. Najwyraźniej, szefowie klubów przypisali mnie już do Resovii (śmiech). Jakkolwiek by nie spojrzeć, ten klub istniał już tyle lat, że i beze mnie da sobie radę.

- Różnica polega tylko na tym, że większość piłkarzy swój pobyt w Resovii uzależnia od Pana decyzji. Zostanę, jeżeli trener nadal będzie tu pracował - mówią.

- To miłe z ich strony. Ale wolałbym nie stawiać sprawy w ten sposób: albo Huzarski, albo koniec z sekcją piłki nożnej w Resovii.

- Czy po tym, co się stało na derbach, Resovia ma szansę pozyskać choćby jednego poważnego sponsora?

- Zachowania kibiców niekoniecznie muszą wpłynąć na decyzję potencjalnych sponsorów. Ja także poszukiwałem dla klubu pieniędzy, bo moja rola nie ograniczała się tylko do szkolenia, i rozmowy były bardzo ciężkie. Niejednokrotnie słyszeliśmy: niech drużyna się pokaże, a zainwestujemy. I co? Chłopcy wstydu nie przynieśli, starali się jak mogli, a odzewu żadnego. Dzisiaj sponsorów znaleźć można jedynie wśród znajomych, bo firmom nie opłaca się łożyć pieniędzy na sport. One także chcą zarobić, a źle skonstruowane prawo im na to nie pozwala. Ubolewam również nad marnotrawieniem pieniędzy publicznych. Miasto wydaje grube miliony na nowe parkingi, a nie zauważa, że młodzież nie ma gdzie trenować, pobiegać za piłką. Ofiarowanie jednorazowo jakiejś sumy nie rozwiązuje problemu. Trzeba stworzyć jakichś szerszy program. Być może wówczas unikniemy burd na stadionach. To zresztą nie tylko kłopot Resovii, a zamykanie obiektu nie jest receptą, lecz przejawem braku koncepcji, wyrazem bezsilności.

- Wyjeżdża Pan na wakacje, ale czy potrafi Pan wypoczywać, nie myśląc o futbolu?

- Tak. Po raz trzeci wybieram się z rodziną do Chorwacji i już się cieszę na myśl o pięknej pogodzie, czystym morzu i wspaniałych plażach. W sierpniu planuje pojechać z grupą znajomych do Aten, na igrzyska olimpijskie. Chciałbym zobaczyć i poczuć atmosferę wielkiego wydarzenia oraz być świadkiem triumfu Roberta Korzeniowskiego.

Rozmawiał Tomasz Szeliga, Dziennik Polski | 21.06.2004

 

 































































































 

| ...do wywiady |

 
© 2006 | resoviacy.pl  serwis informacyjny CWKS Resovia Rzeszów | design by