WYWIADY

  klub
strona główna
aktualności
informacje
prasa
wydarzenia
wywiady
  liga
kadra
terminarz
mecze
tabela
  historia
kronika
resoviacy
1905...
Rzeszów
artykuły
  www
e-muzeum
foto
linki
kontakt
księga gości
forum

 

 

 

2005.06.27 | Wywiad z Ferdynandem Kanasem, trenerem piłkarzy Resovii


- Pod Pana wodzą zespół wywalczył 23 punkty i zakończył sezon na 9 miejscu w tabeli. Satysfakcjonuje Pana ten wynik?
- W porównaniu z pierwszą rundą, poprawiliśmy się o jedną lokatę. Ale tych punktów można było zdobyć więcej. Po części sami jesteśmy sobie winni, bo niedoświadczona drużyna traciła nieraz bramki w kuriozalnych okolicznościach. Kilka razy skrzywdzili nas również sędziowie. Jednak biorąc pod uwagę warunki, w jakich przyszło nam pracować, wiosenny dorobek trzeba uznać za sukces. Przypomnę tylko, że dwa tygodnie przed startem rundy rewanżowej zespół opuścili Andrzej Kaznecki i Szymon Grabowski; że Marcin Pietryka, bramkarz z największym w lidze potencjałem, trenował sporadycznie, bo musiał pilnować nauki i pracy; że do drużyny dokooptowałem kilku żółtodziobów; że mecze rozgrywaliśmy na obcym boisku. Długo by wymieniać.

- Zapomniał Pan o kontuzjach...

- Ciągle musiałem żonglować składem. Ale w tym wypadku bat można kręcić w drugą stronę: gdyby chłopcy solidnie przepracowali okres zimowy, urazów byłoby mniej. Wynikały one także z ogromnej chęci pokazania się, udowodnienia swojej wartości. Tak było ze Sławkiem Rozborskim, który po powrocie do Resovii pracował za trzech, aż organizm się zbuntował. Konrad Domoń przystąpił do gry po przygodach ze zdrowiem, jakich doświadczył w hali, zaś Witek Jakubowski i ostatnio Piotrek Krawczyk nabawili się kontuzji na własne życzenie. Z kolei Bartek Madeja, który w końcówce sezonu wyrósł na lidera drużyny, w styczniu i lutym był gościem na treningach, więc długo szukał formy. Podobnie zresztą jak Jarek Mita.

- W trakcie tych kilku miesięcy ani razu nie pomyślał Pan: Boże, co ja tu robię?

- Resovia jest moim ukochanym klubem, więc mogę jej wiele wybaczyć, na wiele spraw przymknąć oczy. Poza tym wziąłem tę robotę i chciałem ją doprowadzić do końca. Faktem jest jednak, że gdyby działacze stworzyli mi warunki takie, jakie panują np. w Izolatorze Boguchwała, mógłbym obiecać awans do III ligi.

- Mówi Pan, że młodzież w Resovii się sprawdziła, ale niektórym zawodnikom brakuje charakteru, mentalności zwycięzców.

- Zimą wydawało się, że pewniakiem wśród młodych jest Marcin Smężeń. Tymczasem w meczach o punkty lepiej prezentował się cichy, ale pracowity Łukasz Bryk, który w Lechii Sędziszów nie miał miejsca w składzie. O Sebastianie Rząsie i Michale Baranie nikt wcześniej nie słyszał. Krawczykowi znalazłem miejsce na boisku i chłopak radził sobie bardzo dobrze. Resovii nie brakuje utalentowanej młodzieży. Trzeba jej tylko dać możliwość gry, najlepiej reaktywując zespół rezerw. Ci chłopcy to największy kapitał klubu. Warto o tym pamiętać.

- Zostaje Pan w Resovii na następny sezon?

- Nikt mnie stąd nie wypędza. Powiem Panu, jako pierwszemu, że odrzuciłem już atrakcyjną finansowo ofertę z innego klubu. Mam swoje lata, mieszkam w Rzeszowie i marzy mi się walka z Resovią o wysokie cele. Ale o podejmowaniu ambitnych wyzwań można rozmawiać tylko wtedy, kiedy w klubie są pieniądze. Resovia do krezusów nie należy i w najbliższych dniach wszyscy musimy opracować jakiś plan działania. Przy okazji apeluję do tych ludzi, którzy deklarują się jako przyjaciele stuletniego klubu: pomóżcie! Stwórzmy razem coś trwałego, coś z czego będziemy dumni.

Rozmawiał Tomasz Szeliga, Dziennik Polski | 27.06.2005

 

 











































 

| ...do wywiady |

 
© 2006 | resoviacy.pl  serwis informacyjny CWKS Resovia Rzeszów | design by