|
- Przebywa Pan na testach w zespole beniaminka II ligi
- Koronie Kolporter Kielce. Jakie wrażenia?
- Bardzo pozytywne. Sam skontaktowałem się z
trenerem Dariuszem Wdowczykiem, który kazał mi przyjechać do Kielc.
Natychmiast przeszedłem serię badań medycznych i rozpocząłem treningi.
Po trzech dniach powróciłem do domu na weekend, a potem znów jadę tam na
tydzień.
- Korona nie kupuje kota w worku...
- To normalne. Tym bardziej, że szansy w
ekipie beniaminka szuka bodaj 12 nowych zawodników.
- Jak Pan ocenia swoje szanse?
- Procentowo 50 na 50. Z większością
przebywających w Kielcach zawodników zetknąłem się pierwszy raz, poza
tym w najbliższych dniach ma się pojawić w klubie niejaki Aleksander
Radunović, były gracz Partizana Belgrad. Młodszy ode mnie, kandydujący
także na lewą obronę. Tak czy inaczej, zdrowie dopisuje, więc na
treningach daję z siebie wszystko.
- Trener Dariusz Wdowczyk da się lubić?
- Nie spotkałem go wcześniej, więc nie
wiedziałem, czego się spodziewać. Szybko okazało się jednak, że to
bardzo sympatyczny człowiek i dobry fachowiec. Wraz z Andrzejem
Woźniakiem, lubią pożartować w trakcie treningu. Obiecał, że da mi
ostateczną odpowiedź po piątkowym meczu towarzyskim, jaki rozegramy w
Mielcu z Górnikiem Łęczna.
- Korona to faktycznie istne eldorado?
- Nie ma jej co porównywać do Siarki czy
Resovii. To profesjonalny klub, gdzie wszystko - od wynagrodzeń po
stroje i warunki do uprawiania sportu - jest dopięte na ostatni guzik.
- Co Pan zrobi, jeżeli Wdowczyk powie "było
miło, ale dziękujemy"?
- Biorę oczywiście pod uwagę taką ewentualność
i raczej się nie boję. Mam w zanadrzu inne propozycje z klubów
trzecioligowych, a nawet od jednego drugoligowca. Nie ukrywam jednak, że
bardzo chciałbym grać w Koronie.
- Do Resovii Pan nie wróci?
- Rozmawiałem przed kilkoma tygodniami z
trenerem Maciejem Huzarskim, ale potem nikt się ze mną nie kontaktował.
Nie chcę jednak mydlić oczu: mam na utrzymaniu rodzinę, więc za swoją
grę pragnę otrzymywać pieniądze. Piłka nożna to moje źródło zarobków,
mój zawód.
- Kiedyś miał Pan szansę występów w II-ligowych
Tłokach Gorzyce, ale w końcu działacze i trener się rozmyślili.
- Z perspektywy czasu nie żałuję, że tak się
stało. To niepowodzenie pozwoliło mi dojrzeć i nabrać większej pewności.
Prawdą jest, że 29 lat to ostatni dzwonek, by coś poważnego w piłce
osiągnąć. Ale ja czuję się jak dwudziestolatek i nie zamierzam spoglądać
wciąż w metrykę.
- Jak ocenia Pan to, co się stało w Siarce?
- Strasznie ubolewam nad spadkiem drużyny do
czwartej ligi. Pod względem organizacyjnym, pod względem bazy, zaplecza,
całej infrastruktury, Siarka plasowała się w czubie trzeciej ligi.
Czegoś jednak zabrakło...
- Trener Tomasz Arteniuk, nie zważając na
otaczającą go rzeczywistość, nie tracił humoru, a jego buńczuczne
wypowiedzi nieraz irytowały. Taki nastrój udzielał się również
piłkarzom?
- Trenera już w Tarnobrzegu nie ma, ale nadal
niezręcznie o tym mówić. Faktem jest, że nie potrafił stworzyć
kolektywu. Zabrakło atmosfery w drużynie, Arteniuk nie był dobrym
psychologiem. Doszło do tego, że funkcjonowaliśmy obok siebie. Z tym, że
zaangażowanie i walka była. Może poza spotkaniem z Motorem Lublin, ale
ten mecz wybitnie nam nie wyszedł, ponadto nie mogło wówczas wystąpić
kilku kluczowych zawodników.
- Chęć dalszej gry w Siarce zadeklarowało
zaledwie kilku piłkarzy. Zespół znalazł się na krawędzi.
- Nie wiem, co zrobią ci, którzy mają jeszcze
ważne umowy. Słyszałem jednak, że pojawił się cień nadziei na uratowanie
ligi. Wszystko za sprawą Henryka Koniecznego, prezesa HEKO Czermno,
który chciałby się połączyć z przeżywającym kolosalne problemy finansowe
Radomskiem. Wkrótce zobaczymy, co z tego wyniknie.
- Nie marzy Pan o stabilizacji? O tym, żeby
zakotwiczyć w jednym miejscu na dłużej, niż sezon lub dwa?
- Marzę o podpisaniu 2-3 letniej umowy w
dobrym klubie. O tym, by nie wędrować co roku w poszukiwaniu
wiarygodnego pracodawcy, bo to mnie i moją rodzinę już coraz bardziej
męczy. Chciałbym mieć komfort psychiczny i gdy nadchodzi maj bądź
czerwiec, myśleć o wakacjach, a nie kolejnej przeprowadzce.
- Jaki okres swojej przygody z piłką uważa Pan
za najbardziej szczęśliwy?
- Pobyt w trzecioligowej Resovii. Nie wiem,
czy kiedykolwiek trafię do zespołu, w którym panowała tak fantastyczna
atmosfera. Nie było bogato, ale za to wesoło i przyjemnie.
|