WYWIADY

  klub
strona główna
aktualności
informacje
prasa
wydarzenia
wywiady
  liga
kadra
terminarz
mecze
tabela
  historia
kronika
resoviacy
1905...
Rzeszów
artykuły
  www
e-muzeum
foto
linki
kontakt
księga gości
forum

 

 

 

2004.07.05 | Wywiad z Andrzejem Kazneckim, byłym piłkarzem Resovii


- Przebywa Pan na testach w zespole beniaminka II ligi - Koronie Kolporter Kielce. Jakie wrażenia?
- Bardzo pozytywne. Sam skontaktowałem się z trenerem Dariuszem Wdowczykiem, który kazał mi przyjechać do Kielc. Natychmiast przeszedłem serię badań medycznych i rozpocząłem treningi. Po trzech dniach powróciłem do domu na weekend, a potem znów jadę tam na tydzień.

- Korona nie kupuje kota w worku...
- To normalne. Tym bardziej, że szansy w ekipie beniaminka szuka bodaj 12 nowych zawodników.

- Jak Pan ocenia swoje szanse?
- Procentowo 50 na 50. Z większością przebywających w Kielcach zawodników zetknąłem się pierwszy raz, poza tym w najbliższych dniach ma się pojawić w klubie niejaki Aleksander Radunović, były gracz Partizana Belgrad. Młodszy ode mnie, kandydujący także na lewą obronę. Tak czy inaczej, zdrowie dopisuje, więc na treningach daję z siebie wszystko.

- Trener Dariusz Wdowczyk da się lubić?
- Nie spotkałem go wcześniej, więc nie wiedziałem, czego się spodziewać. Szybko okazało się jednak, że to bardzo sympatyczny człowiek i dobry fachowiec. Wraz z Andrzejem Woźniakiem, lubią pożartować w trakcie treningu. Obiecał, że da mi ostateczną odpowiedź po piątkowym meczu towarzyskim, jaki rozegramy w Mielcu z Górnikiem Łęczna.

- Korona to faktycznie istne eldorado?
- Nie ma jej co porównywać do Siarki czy Resovii. To profesjonalny klub, gdzie wszystko - od wynagrodzeń po stroje i warunki do uprawiania sportu - jest dopięte na ostatni guzik.

- Co Pan zrobi, jeżeli Wdowczyk powie "było miło, ale dziękujemy"?
- Biorę oczywiście pod uwagę taką ewentualność i raczej się nie boję. Mam w zanadrzu inne propozycje z klubów trzecioligowych, a nawet od jednego drugoligowca. Nie ukrywam jednak, że bardzo chciałbym grać w Koronie.

- Do Resovii Pan nie wróci?
- Rozmawiałem przed kilkoma tygodniami z trenerem Maciejem Huzarskim, ale potem nikt się ze mną nie kontaktował. Nie chcę jednak mydlić oczu: mam na utrzymaniu rodzinę, więc za swoją grę pragnę otrzymywać pieniądze. Piłka nożna to moje źródło zarobków, mój zawód.

- Kiedyś miał Pan szansę występów w II-ligowych Tłokach Gorzyce, ale w końcu działacze i trener się rozmyślili.
- Z perspektywy czasu nie żałuję, że tak się stało. To niepowodzenie pozwoliło mi dojrzeć i nabrać większej pewności. Prawdą jest, że 29 lat to ostatni dzwonek, by coś poważnego w piłce osiągnąć. Ale ja czuję się jak dwudziestolatek i nie zamierzam spoglądać wciąż w metrykę.

- Jak ocenia Pan to, co się stało w Siarce?
- Strasznie ubolewam nad spadkiem drużyny do czwartej ligi. Pod względem organizacyjnym, pod względem bazy, zaplecza, całej infrastruktury, Siarka plasowała się w czubie trzeciej ligi. Czegoś jednak zabrakło...

- Trener Tomasz Arteniuk, nie zważając na otaczającą go rzeczywistość, nie tracił humoru, a jego buńczuczne wypowiedzi nieraz irytowały. Taki nastrój udzielał się również piłkarzom?
- Trenera już w Tarnobrzegu nie ma, ale nadal niezręcznie o tym mówić. Faktem jest, że nie potrafił stworzyć kolektywu. Zabrakło atmosfery w drużynie, Arteniuk nie był dobrym psychologiem. Doszło do tego, że funkcjonowaliśmy obok siebie. Z tym, że zaangażowanie i walka była. Może poza spotkaniem z Motorem Lublin, ale ten mecz wybitnie nam nie wyszedł, ponadto nie mogło wówczas wystąpić kilku kluczowych zawodników.

- Chęć dalszej gry w Siarce zadeklarowało zaledwie kilku piłkarzy. Zespół znalazł się na krawędzi.
- Nie wiem, co zrobią ci, którzy mają jeszcze ważne umowy. Słyszałem jednak, że pojawił się cień nadziei na uratowanie ligi. Wszystko za sprawą Henryka Koniecznego, prezesa HEKO Czermno, który chciałby się połączyć z przeżywającym kolosalne problemy finansowe Radomskiem. Wkrótce zobaczymy, co z tego wyniknie.

- Nie marzy Pan o stabilizacji? O tym, żeby zakotwiczyć w jednym miejscu na dłużej, niż sezon lub dwa?
- Marzę o podpisaniu 2-3 letniej umowy w dobrym klubie. O tym, by nie wędrować co roku w poszukiwaniu wiarygodnego pracodawcy, bo to mnie i moją rodzinę już coraz bardziej męczy. Chciałbym mieć komfort psychiczny i gdy nadchodzi maj bądź czerwiec, myśleć o wakacjach, a nie kolejnej przeprowadzce.
 

- Jaki okres swojej przygody z piłką uważa Pan za najbardziej szczęśliwy?
- Pobyt w trzecioligowej Resovii. Nie wiem, czy kiedykolwiek trafię do zespołu, w którym panowała tak fantastyczna atmosfera. Nie było bogato, ale za to wesoło i przyjemnie.

Rozmawiał Tomasz Szeliga, Dziennik Polski | 05.07.2004

 

 














































































 

| ...do wywiady |

 
© 2006 | resoviacy.pl  serwis informacyjny CWKS Resovia Rzeszów | design by