|
Sprawie transferu
czołowego piłkarza Resovii Janusza Huberta Kopcia do jednego z
pierwszoligowych klubów polskich towarzyszyło spore zainteresowanie. W
prasie ukazało się kilka informacji na ten temat, większość z nich była
jednak lakoniczna i szczątkowa. Sam zainteresowany nie przywiązywał do
nich zbyt dużej wagi, ale już prawdziwie oburzyła go ta, która ukazała
się w miniony poniedziałek w dzienniku "A-Z'. Anonsował ją na pierwszej
stronie szumny tytuł "Nie będę grał w Polsce", jak się okazało zupełnie
nieadekwatny do cytowanej w informacji wypowiedzi piłkarza. Janusz Kopeć
był zbulwersowany tą notatką i zadzwonił do naszej redakcji prosząc o
możliwość zaprezentowania swojego punktu widzenia.
- Gdy zobaczyłem tę informację w gazecie, byłem przerażony- rozpoczął
swoją długa wypowiedź Janusz Kopeć- bo od razu wyobraziłem sobie co mogą
pomyśleć o mnie kibice. To zupełnie nieodpowiedzialne. Przecież nikomu
nie powiedziałem, że nie będę grał w Polsce. Przede wszystkim nigdy nie
uważałem się za tak dobrego zawodnika, który mógłby o sobie wypowiadać
tak zdecydowane sądy i stawiać tak jednoznaczne warunki. Jestem takim
samym piłkarzem jak większość ligowych graczy w Polsce, ale jeżeli już
stworzyła się szansa grania w ekstraklasie to chciałem z niej
skorzystać. Z wielu ofert klubów I- ligowych wybrałem tę pochodzącą z od
Pegrotouru Dębica. Okazało się jednak, że ktoś czegoś nie dopatrzył czy
przeoczył i nie mogłem występować w tym klubie. Najbardziej zawiedziony
takim obrotem sprawy był trener Jastrzębowski licząc na to, że zagram
już w jego drużynie w przedostatnim meczu rundy jesiennej, w Chorzowie,
czy też w ostatnim ze Stalową Wolą. Na ten drugi mecz przyjechał do
Dębicy Włodzimierz Lubański z zamiarem obserwowania trzech zawodników
pod kątem zabrania ich na testy do I- ligowych klubów belgijskich.
Pojedynek obu drużyn był jednak tak słaby, że nikt nie znalazł się
jednak w notesie. Działacze Pegrotouru, którzy zaprosili Lubańskiego do
Dębicy, nie chcieli zapewne, aby wyjeżdżał z pustymi rękami i
podpowiedzieli mu prawdopodobnie mnie.
Sprawy później potoczyły się dość szybko. Już w dwa dni po owym meczu
znalazłem się w Belgii, w I -ligowym klubie KV Kotrijk. Uczestniczyłem w
trzech treningach pierwszego zespołu, po czym wystąpiłem w meczu drużyny
rezerwowej w Gent. Były to dla mnie nowe doświadczenia i muszę przyznać,
że treningi są tam o wiele cięższe niż u nas. Sam natomiast poziom
meczu, w którym grałem był taki, że każda z walczących drużyn sprawiłaby
w Polsce kłopoty, w większości naszych drugoligowcom ,a nawet niektórym
zespołom ekstraklasy.
Sprawdzian wypadł dla mnie pozytywnie, gdyż trener już po pierwszym
treningu był zdecydowany przyjąć mnie do zespołu. We wspomnianym meczu,
pomimo trochę słabszej pierwszej połowy, też wypadłem dobrze. Po
przerwie wypracowałem trzy bramki, dzięki czemu wygraliśmy 4:2. Lubański
był ze mnie zadowolony. Mecz ten przesądził, że działacze z Kotrijk
postanowili, iż jestem już prawie ich graczem. Wszystko było
przygotowane na mój pobyt w tym mieście- mieszkanie i samochód do
wyłącznej dyspozycji. Były nawet sugestie, aby obecny ze mną w Belgii
dyrektor Wruszak wrócił do Polski i sprowadził moją żonę, a ja
pozostałbym już w Belgii.
Wróciłem jednak do kraju i miałem się zgłosić 7 stycznia na pierwszy
poświąteczny trening. Warunkiem było jednak, aby do końca grudnia
komplet dokumentów dotyczących mojego transferu znalazł się w belgijskim
klubie. Tu w Polsce okazało się jednak, że spełnienie tego wymogu nie
jest takie proste. Nie wiem gdzie była największa przeszkoda czy w PZPN,
czy też w niedogadaniu się Pegrotouru z Resovią co do mojej
przynależności. Tym sposobem występy w belgijskiej ekstraklasie przeszły
mi chyba definitywnie obok nosa. Aby się upewnić co do tego dzwoniłem
nawet do Lubańskiego, do Lokeren. Powiedział, iż sprawa jest zakończona,
bo nie ma moich dokumentów, a tam transfery załatwia się do 31 grudnia.
Na dobra sprawę nie wiem nawet czyim jestem zawodnikiem. Przygotowania
do sezonu wiosennego rozpoczynam z Resovią.
Nieprawdziwe są również zawarte we wspomnianej informacji w "A-Z",
włożone mi w usta słowa, jakobym decydował się na skreślenie z listy
zawodników Resovii. Gra w piłkę to przecież mój zawód.
Nowiny 08.01.1992
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
1992.01.10 | Janusz Kopeć w Legii Warszawa
Działacze Resovii
i warszawskiej Legii osiągnęli porozumienie w sprawie transferu do
stołecznego klubu piłkarza Janusza Kopcia. Sam zainteresowany zwlekał do
ostatniej chwili z decyzją przejścia do Legi, licząc na to, że zmienią
się przepisy transferowe i będzie mógł występować w Pegrotourze Dębica.
Wczoraj podjął jednak ostateczną decyzję w tej kwestii i w najbliższy
poniedziałek uda się wraz z działaczami swojego dotychczasowego klubu do
Warszawy celem podpisania kontraktu. W tym samym dniu rzeszowianin, już
z nową drużyną, wyjedzie na zgrupowanie do Soliny.
Popularny bombardier Resovii powiedział równocześnie, ze mając szanse na
występy na zagranicznych boiskach (konkretnie w Belgii) nie zamierza się
wiązać z Legią na okres dłuższy niż do końca czerwca.
|