|
- Spotykam Cię na
stadionie Resovii. Czy to prawda , że zasilisz swój dawny zespół?
- Trener Alojzy Matysiak, gdy tylko mnie zobaczył od razu powiedział bym
się przebrał i grał w jego drużynie. Miałem nawet na to ochotę, ale nie
chciałem wzbudzać sensacji, bo cel mojego pobytu w Rzeszowie był inny.
Na jeden dzień wyrwałem się w prywatnych sprawach. Co do wspomnianych
pogłosek to rzeczywiście nie były one bezpodstawne, bowiem działacze Resovii rozmawiali w Warszawie z obecnym moim klubem o wypożyczeniu mnie
na okres rundy wiosennej.
- Do porozumienia nie doszło, ale gdyby to tylko od Ciebie zależało,
jaką podjąłbyś decyzję?
-
Bardzo chętnie występowałbym znów na boisku na którym grałem przez
sześć lat. Drużyna Resovii wprawdzie trochę się zmieniła od czasu gdy w
niej występowałem, ale nie wątpię, że znalazłbym szybko wspólny język z
niedawnymi kolegami z boiska.
- Grasz w warszawskiej Polonii. Czy nie odbierasz tego jako sportowej
degradacji?
- Zależy mi przede wszystkim na tym, aby grać, a moja sytuacja w
Legii była taka, że częściej siedziałbym na ławce rezerwowych. W tej
sytuacji nie mama wątpliwości, co dla mnie jest lepsze. A poza tym
Polonia to całkiem niezły zespół i chce walczyć o awans do ekstraklasy.
- Dla rzeszowskich kibiców wśród, których nadal jesteś popularny,
Twoja pozycja wśród legionistów była trochę niezrozumiała. Wszak wejście
w ich szeregi miałeś znakomite. Jak doszło do tego , że straciłeś
miejsce w pierwszej drużynie?
- Do jednego z najsławniejszych polskich klubów przechodziłem ze
sporymi obawami czy zdołam się przebić do pierwszoligowej drużyny.
Trener Krzysztof Etmanowicz obdarzył mnie jednak sporym zaufaniem.
Debiutując przed warszawską publicznością w meczu z Olimpią Poznań
strzeliłem już w 8 minucie zwycięską jak się później okazało bramkę. To
pozwoliło mi nabrać pewności siebie. Udane występy w Warszawie
ukoronowane zdobyciem bramek, miałem również przeciwko Zawiszy i
Lechowi. Poznaniakom strzeliłem druga bramkę, pieczętując nasze
zwycięstwo, a przerywając ich pasmo sukcesów. Nie było natomiast dane mi
grac przeciwko bratu Arturowi, który przyjechał na Łazienkowską ze Stalą
Stalowa Wola. Musiałem pauzować za trzy żółte kartki, z których dwie
zarobiłem występując jeszcze w Resovii.
- Miałeś spory udział w oddaleniu widma spadku Legii z ekstraklasy i
do rundy jesiennej nowej edycji rozgrywek mogłeś przystępować w dobrym
nastroju.
- Nie dla wszystkich trwał on długo. Po olimpiadzie w Barcelonie nasz
zespół objął trener Janusz Wójcik i zupełnie przemeblował skład.
Sprowadzono do Legii wielu dobrych piłkarzy i o miejsce w pierwszej
drużynie było bardzo trudno. Ja nie znalazłem się wśród tych, których
nowy trener preferował, a na domiar złego doznałem kontuzji naderwania
ścięgien i wiązadeł w kostce, co definitywnie wyeliminowało mnie ze
składu.
- Jedną z dróg wyjścia z tej trudnej sytuacji, po odzyskaniu pełnej
sprawności, byłby transfer zagraniczny. Temu chyba celowi miał służyć
Twój wyjazd na testy do Berlina na początku stycznia bieżącego roku?
- Wyjazd zaproponowali mi działacze Legii jeszcze w grudniu. Miał mi
jeszcze towarzyszyć Andrzej Łatka, ale zrezygnował i w jego miejsce udał
się ze mną Piotr Rajkiewicz ze stołecznej Gwardii. Przebywaliśmy w
zawodowym klubie Tennis Borusia Berlin, którego piłkarze grają w III
lidze niemieckiej. Byliśmy tam tydzień trenowaliśmy z pierwszą drużyną,
a nasi gospodarze po tym okresie mieli podjąć decyzję czy jesteśmy i m
potrzebni. Z Rajkiewicza zrezygnowali, a mnie zaproponowali wyjazd na
obóz na Majorkę. Przyjechałem do Polski na dwa dni, aby załatwić sobie
hiszpańską wizę i po powrocie do Berlina udałem się do bajecznie ciepłej
jak na tę porę roku krainy. Przez 10 dni trenowaliśmy bardzo intensywnie
we wspaniałych warunkach. Rozegrałem na Majorce z Borusią trzy mecze
sparingowe, strzelając cztery bramki.
- Pokazałeś więc swój snajperski kunszt, ale do podpisania kontraktu
nie doszło. Dlaczego?
- Będąc już w Polsce dowiedziałem się telefonicznie od niedoszłych
pracodawców, że jest u nich taki przepis, iż nie mógłbym grać przez trzy
miesiące. Wiązało się to prawdopodobnie z procedurą załatwiania
zezwolenia na pracę. Chcąc być jednak fair wobec mnie zaproponowali
podpisanie umowy, a następnie wypożyczenie na tych kilka miesięcy do II
ligowego klubu szwajcarskiego. Tę ofertę odrzuciłem bo była dla mnie
niekorzystna tak sportowo jak i finansowo.
- Można więc powiedzieć, że przeżyłeś kolejne transferowe
rozczarowanie?
- Nie jedyne zresztą tej zimy, bowiem 4 dni po powrocie z Berlina
wyjechałem na kolejne testy, tym razem do Austrii do I ligowego klubu
Meaderling. Test miał polegać na udziale w jednym meczu sparingowym, ale
wyjazd okazał się zupełnie chybiony, bowiem warunki w jakich przyszło
tam grać wykluczały możliwości jakiegokolwiek pokazania się. Na
oblodzonym boisku, z którego wcześniej usunięto dużo śniegu, każdy dbał
tylko o utrzymanie równowagi. Gdy wróciłem żona powiedziała mi, że mam
zezowate szczęście do transferów. Mówiąc szczerze najbliższy szczęścia
byłem w roku ubiegłym o tej porze kiedy to po udanych sprawdzianach
miałem już pewne miejsce w I ligowym klubie belgijskim KV Kotrjk. O
niepowodzeniu przesądziły sprawy papierkowe zawalone tu w Polsce.
- Niepowodzenia te zrekompensował Ci zapewne, przynajmniej w pewnym
sensie, 2 tygodniowy pobyt na zgrupowaniu z Legią we Włoszech.
- Przebywaliśmy w pięknej letniskowej miejscowości niedaleko Udine, a
zanim tam dotarliśmy, rozegraliśmy w Budapeszcie towarzyski mecz z
liderem węgierskiej ekstraklasy- Samsungiem. We Włoszech mieliśmy bardzo
dobre warunki do treningu i do gry na trawiastych boiskach. W ciągu 14
dni rozegraliśmy kilka sparingów m.in. z Veroną, III ligowym AC Pro
Gorizia oraz Hajdukiem Split i Udinese.
- W jakim nastroju rozpocząłeś ligowe rozgrywki?
-
Mimo wszystko optymistycznym. Myślę, że uda mi się trochę pograć.
Umowę z Legią mam ważną do czerwca bieżącego roku. W tym czasie nadal
będę się rozglądał za perspektywą wyjazdu za granicę, bo lata niestety
uciekają i szans na dobry kontrakt będzie coraz mniej. Nie wykluczam, że
przy sprzyjających okolicznościach pozostanę nadal zawodnikiem Legii. W
Warszawie zadomowiłem się na dobre. Mam tam dużo znajomych i przyjaciół.
Nie zapominam jednak o rzeszowskich kibicach i swoim niedawnym klubie.
Korzystając z okazji pozdrawiam ich wszystkich serdecznie, a Resovii
życzę, aby zajęła jak najwyższą lokatę w II-ligowej tabeli ma mecie
rozgrywek.
|