WYWIADY

  klub
strona główna
aktualności
informacje
prasa
wydarzenia
wywiady
  liga
kadra
terminarz
mecze
tabela
  historia
kronika
resoviacy
1905...
Rzeszów
artykuły
  www
e-muzeum
foto
linki
kontakt
księga gości
forum

 

 

 

1993.03.11 | Wywiad z Januszem Kopciem byłym piłkarzem Resovii


- Spotykam Cię na stadionie Resovii. Czy to prawda , że zasilisz swój dawny zespół?
- Trener Alojzy Matysiak, gdy tylko mnie zobaczył od razu powiedział bym się przebrał i grał w jego drużynie. Miałem nawet na to ochotę, ale nie chciałem wzbudzać sensacji, bo cel mojego pobytu w Rzeszowie był inny. Na jeden dzień wyrwałem się w prywatnych sprawach. Co do wspomnianych pogłosek to rzeczywiście nie były one bezpodstawne, bowiem działacze Resovii rozmawiali w Warszawie z obecnym moim klubem o wypożyczeniu mnie na okres rundy wiosennej.

- Do porozumienia nie doszło, ale gdyby to tylko od Ciebie zależało, jaką podjąłbyś decyzję?
-
Bardzo chętnie występowałbym znów na boisku na którym grałem przez sześć lat. Drużyna Resovii wprawdzie trochę się zmieniła od czasu gdy w niej występowałem, ale nie wątpię, że znalazłbym szybko wspólny język z niedawnymi kolegami z boiska.

- Grasz w warszawskiej Polonii. Czy nie odbierasz tego jako sportowej degradacji?
- Zależy mi przede wszystkim na tym, aby grać, a moja sytuacja w Legii była taka, że częściej siedziałbym na ławce rezerwowych. W tej sytuacji nie mama wątpliwości, co dla mnie jest lepsze. A poza tym Polonia to całkiem niezły zespół i chce walczyć o awans do ekstraklasy.

- Dla rzeszowskich kibiców wśród, których nadal jesteś popularny, Twoja pozycja wśród legionistów była trochę niezrozumiała. Wszak wejście w ich szeregi miałeś znakomite. Jak doszło do tego , że straciłeś miejsce w pierwszej drużynie?
-
Do jednego z najsławniejszych polskich klubów przechodziłem ze sporymi obawami czy zdołam się przebić do pierwszoligowej drużyny. Trener Krzysztof Etmanowicz obdarzył mnie jednak sporym zaufaniem. Debiutując przed warszawską publicznością w meczu z Olimpią Poznań strzeliłem już w 8 minucie zwycięską jak się później okazało bramkę. To pozwoliło mi nabrać pewności siebie. Udane występy w Warszawie ukoronowane zdobyciem bramek, miałem również przeciwko Zawiszy i Lechowi. Poznaniakom strzeliłem druga bramkę, pieczętując nasze zwycięstwo, a przerywając ich pasmo sukcesów. Nie było natomiast dane mi grac przeciwko bratu Arturowi, który przyjechał na Łazienkowską ze Stalą Stalowa Wola. Musiałem pauzować za trzy żółte kartki, z których dwie zarobiłem występując jeszcze w Resovii.

- Miałeś spory udział w oddaleniu widma spadku Legii z ekstraklasy i do rundy jesiennej nowej edycji rozgrywek mogłeś przystępować w dobrym nastroju.
- Nie dla wszystkich trwał on długo. Po olimpiadzie w Barcelonie nasz zespół objął trener Janusz Wójcik i zupełnie przemeblował skład. Sprowadzono do Legii wielu dobrych piłkarzy i o miejsce w pierwszej drużynie było bardzo trudno. Ja nie znalazłem się wśród tych, których nowy trener preferował, a na domiar złego doznałem kontuzji naderwania ścięgien i wiązadeł w kostce, co definitywnie wyeliminowało mnie ze składu.

- Jedną z dróg wyjścia z tej trudnej  sytuacji, po odzyskaniu pełnej sprawności, byłby transfer zagraniczny. Temu chyba celowi miał służyć Twój wyjazd na testy do Berlina na początku stycznia bieżącego roku?
- Wyjazd zaproponowali mi działacze Legii jeszcze w grudniu. Miał mi jeszcze towarzyszyć Andrzej Łatka, ale zrezygnował i w jego miejsce udał się ze mną Piotr Rajkiewicz ze stołecznej Gwardii. Przebywaliśmy w zawodowym klubie Tennis Borusia Berlin, którego piłkarze grają w III lidze niemieckiej. Byliśmy tam tydzień trenowaliśmy z pierwszą drużyną, a nasi gospodarze po tym okresie mieli podjąć decyzję czy jesteśmy i m potrzebni. Z Rajkiewicza zrezygnowali, a mnie zaproponowali wyjazd na obóz na Majorkę. Przyjechałem do Polski na dwa dni, aby załatwić sobie hiszpańską wizę i po powrocie do Berlina udałem się do bajecznie ciepłej jak na tę porę roku krainy. Przez 10 dni trenowaliśmy bardzo intensywnie we wspaniałych warunkach. Rozegrałem na Majorce z Borusią trzy mecze sparingowe, strzelając cztery bramki.

- Pokazałeś więc swój snajperski kunszt, ale do podpisania kontraktu nie doszło. Dlaczego?
- Będąc już w Polsce dowiedziałem się telefonicznie od niedoszłych pracodawców, że jest u nich taki przepis, iż nie mógłbym grać przez trzy miesiące. Wiązało się to prawdopodobnie z procedurą załatwiania zezwolenia na pracę. Chcąc być jednak fair wobec mnie zaproponowali podpisanie umowy, a następnie wypożyczenie na tych kilka miesięcy do II ligowego klubu szwajcarskiego. Tę ofertę odrzuciłem bo była dla mnie niekorzystna tak sportowo jak i finansowo.

- Można więc powiedzieć, że przeżyłeś kolejne transferowe rozczarowanie?
- Nie jedyne zresztą tej zimy, bowiem 4 dni po powrocie z Berlina wyjechałem na kolejne testy, tym razem do Austrii do I ligowego klubu Meaderling. Test miał polegać na udziale w jednym meczu sparingowym, ale wyjazd okazał się zupełnie chybiony, bowiem warunki w jakich przyszło tam grać wykluczały możliwości jakiegokolwiek pokazania się. Na oblodzonym boisku, z którego wcześniej usunięto dużo śniegu, każdy dbał tylko o utrzymanie równowagi. Gdy wróciłem żona powiedziała mi, że mam zezowate szczęście do transferów. Mówiąc szczerze najbliższy szczęścia byłem w roku ubiegłym o tej porze kiedy to po udanych sprawdzianach miałem już pewne miejsce w I ligowym klubie belgijskim KV Kotrjk. O niepowodzeniu przesądziły sprawy papierkowe zawalone tu w Polsce.

- Niepowodzenia te zrekompensował Ci zapewne, przynajmniej w pewnym sensie, 2 tygodniowy pobyt na zgrupowaniu z Legią we Włoszech.
- Przebywaliśmy w pięknej letniskowej miejscowości niedaleko Udine, a zanim tam dotarliśmy, rozegraliśmy w Budapeszcie towarzyski mecz z liderem węgierskiej ekstraklasy- Samsungiem. We Włoszech mieliśmy bardzo dobre warunki do treningu i do gry na trawiastych boiskach. W ciągu 14 dni rozegraliśmy kilka sparingów m.in. z Veroną, III ligowym AC Pro Gorizia oraz Hajdukiem Split i Udinese.

-  W jakim nastroju rozpocząłeś ligowe rozgrywki?
-
Mimo wszystko optymistycznym. Myślę, że uda mi się trochę pograć. Umowę z Legią mam ważną do czerwca bieżącego roku. W tym czasie nadal będę się rozglądał za perspektywą wyjazdu za granicę, bo lata niestety uciekają i szans na dobry kontrakt będzie coraz mniej. Nie wykluczam, że przy sprzyjających okolicznościach pozostanę nadal zawodnikiem Legii. W Warszawie zadomowiłem się na dobre. Mam tam dużo znajomych i przyjaciół. Nie zapominam jednak o rzeszowskich kibicach i swoim niedawnym klubie. Korzystając z okazji pozdrawiam ich wszystkich serdecznie, a Resovii życzę, aby zajęła jak najwyższą lokatę w II-ligowej tabeli ma mecie rozgrywek.

 

Rozmawiał Tadeusz Szylar, Nowiny | 11.03.1993

 

 






































































































 

| ...do wywiady |

 
© 2006 | resoviacy.pl  serwis informacyjny CWKS Resovia Rzeszów | design by