|
-
Jak to się stało, że trafiłeś do Górnika Zabrze?
- O to trzeba było by spytać mojego menadżera Grzegorza Bednarza. To on załatwił
mi wyjazd z zespołem z Zabrza na obóz do Zakopanego, gdzie zostałem poddany
testom i udało mi się wykorzystać szansę i jestem już zawodnikiem Górnika.
- Kontrakt
podpisałeś na rok?
- Nie, umowę podpisałem na trzy lata z czego bardzo się cieszę.
- Jak ci się
podoba w nowym otoczeniu?
- W Górniku dopiero nawiązuje znajomości, ale żadnej tremy nie odczuwam. Obecnie
przebywamy na obozie w Zakopanem. Dzielę pokój z Tomkiem Moskalem, atmosfera
jest naprawdę fajna.
- Trener Marek
Motyka mocno daje w kość na treningach?
- Ostro zasuwamy. Ćwiczymy trzy razy dziennie, dużo biegamy i trenujemy na
siłowni. Jeśli czegoś się obawiam, to właśnie tego, że organizm nie wytrzyma
obciążeń. Praktycznie nie miałem czasu na regenerację sił. Trzy dni odpoczynku
to tyle, co nic. Na szczęście trener mnie rozumie, a na razie, codziennie biorę
masaże i jakoś daję sobie radę.
- Zagrałeś w
kilku sparingach i zdążyłeś się już wpisać na listę strzelców.
- W pierwszym sparingu wszedłem na boisko w drugiej połowie, strzeliłem gola,
pokazałem parę ciekawych akcji. W ostatnim meczu kontrolnym z Rozwojem Katowice
tez udało mi się trafić do siatki rywali, co może tylko cieszyć. Zdaję sobie
jednak sprawę, że do podstawowego składu jeszcze daleka droga. W Legii nie udało
mi się przebić do pierwszego składu, choć za czasów trenera Dariusza Kubickiego
dzielił mnie od tego krok. Liczę zatem, że w Górniku będę grał w ekstraklasie.
Niechby na początku były to tylko ogony. Widzę, że w Górniku tworzy się
interesująca drużyna. Rywalizacja w ataku mnie nie przeraża. Wierzę w swoje
umiejętności.
- Przed
kilkoma laty walczyłeś o miejsce w kadrze pierwszej drużyny warszawskiej Legii,
ale ostatecznie nie udało się zadebiutować w ekstraklasie.
- Mimo, że występowałem w rezerwach Legi, to tam aż roiło się od gwiazd, które
znałem dotąd z gazet i telewizji, ale żaden nie był
gwiazdorem. Jacek
Magiera, Marek Saganowski czy Artur Boruc okazali się świetnymi kumplami.
Pomagali w każdej sytuacji. Ten dwa i pół roku w Warszawie na pewno dużo mi
dały. Zostałem tam rzucony na głęboką wodę, bo w Legii II zagrałem mając 17 lat.

foto: resoviacy.pl
- Pech jednak cię w stolicy nie oszczędzał.
- Jesienią 2003 roku w derbach rezerw Legii z Polonią, tuż po zdobyciu gola,
zostałem poturbowany przez bramkarza rywali. Okazało się, że zerwałem więzadła
poboczne w kolanie. Klub wysłał mnie operację do kliniki w Austrii i w miarę
szybko wróciłem do zdrowia, ale pech mnie nie opuszczał. Pod koniec 2004 roku
dała znać o sobie łękotka, co oznaczało trzymiesięczną przerwę w treningach i
przyspieszyło decyzję o powrocie w rodzinne strony. Zahaczyłem o Pogoń Leżajsk,
potem wylądowałem w mojej ukochanej Resovii. Udało mi się odbudować formę, czyli
zrealizować cel, jaki przed sobą postawiłem. Mam nadzieję, że w Górniku wreszcie
uda mi się zaistnieć w ekstraklasie.
- W rundzie
wiosennej byłeś wyróżniającym się piłkarzem Resovii, która dzięki m.in. twojej
dobrej postawie utrzymała się w gronie IV-ligowców.
-
Wiosna w moim wykonaniu była zdecydowanie lepsza niż runda jesienna. Pierwszą
część sezonu miałem fatalną, więc gdy wiosną zacząłem trafiać do siatki
(strzelił 7 bramek na wiosnę - przyp. red.), poczułem ogromną ulgę. W trakcie
rozgrywek ani przez moment nie pomyślałem, że moglibyśmy spaść do okręgówki. Nie
potrzebna była taka nerwówka w końcówce sezonu, bo dysponowaliśmy mocnym składem
. Gdyby nie głupio stracone punkty i nasza nieporadność pod bramką rywali to
było by już dużo wcześniej spokojnie.
- Mimo, że
kontrakt podpisałeś na 3 lata w Górniku, losy Resovii nie będą ci chyba obce?
- Będę nasłuchiwał wieści z Rzeszowa i trzymał kciuki za Resovię. Mam tam
mnóstwo przyjaciół i życzę im jak najlepiej.
|