|
-
Skąd
u księdza zainteresowanie sportem?
-
Kiedy miałem 9 lub 10 lat, rodzice i dziadek zabrali mnie na mecz
piłkarzy Resovii. Drużyna występowała wówczas w drugiej lidze, a ja
najlepiej zapamiętałem nazwisko Wiesława Ciska. Szybko złapałem bakcyla
i meldowałem się na niemal każdym meczu "pasiaków".
-
Dlaczego Resovia?
- Dlatego, że w sąsiedztwie jej stadionu znajdował się mój dom rodzinny.
Ale to nie wszystko. Zapisałem się do szkółki i rozpocząłem w tym klubie
treningi. Potem, jako junior, występowałem również w Zelmerze. W pewnym
momencie wybrałem jednak naukę.
- I nie
myślał ksiądz o tym, by zostać piłkarzem?
- Myślałem, a jakże! Zbierałem wycinki prasowe, zdjęcia zawodników,
odznaki. Wysyłałem do klubów prośby o pamiątki. Ajax Amsterdam przysłał
mi fotografię drużyny, a Legia Warszawa i Widzew Łódź proporczyki. Z
czasem jednak sport zacząłem traktować w kategoriach relaksu. Wstąpiłem
do seminarium duchownego w Rzeszowie, ale z grą w piłkę nie zerwałem. Do
dzisiaj biegam po boisku z ministrantami w mojej parafii w Borku
Wielkim, natomiast w zimie bronię barw Romy Kamionka występującej w
amatorskiej lidze piłki halowej w Sędziszowie Małopolskim.
- Z
jakim skutkiem?
- Utrzymaliśmy się w lidze, po ciężkiej walce. Zespół w 70 procentach
składa się z księży. Nie oszczędzam się i czasem to zaangażowanie kończy
się kontuzją. Ale gra w piłkę sprawia mi ogromną frajdę.
- Jak
doszło do tego, że został ksiądz kapelanem Resovii?
- Nigdy nie myślałem, że zostanę opiekunem duchowym drużyny. Ale krótko
po święceniach kapłańskich pomyślałem sobie, że skoro tak długo chodzę
na mecze Resovii, to nadszedł czas, by sprawić zawodnikom jakiś prezent.
Wymyśliłem, że zaproszę ich na mszę do mojej rodzinnej parafii
Błogosławionej Karoliny w Rzeszowie. Ówczesny trener Jerzy Daniło nie
miał nic przeciwko, podobnie jak sami zawodnicy. Nasza więź z dnia na
dzień stawała się coraz silniejsza. Aż pewnego dnia chłopcy pytają: może
ksiądz pojechałby z nami na mecz? Od razu się zgodziłem.
-
Pamięta ksiądz, jaki to był mecz?
- W Wieliczce z Górnikiem. Resovia występowała wtedy w III lidze. Przy
okazji muszę zaznaczyć, że tytułowanie mnie kapelanem jest nieco na
wyrost, bo przez lata prawdziwym kapelanem Resovii był ksiądz Ireneusz
Folcik, obecnie proboszcz na Staromieściu.
-
Piłkarze proszą czasem o duchowe wsparcie, zwierzają się ze swoich
problemów, rozterek?
- Owszem. Rozmawiamy nie tylko o futbolu, ale i o Bogu, o wierze. Cieszę
się, że to wypływa od nich. Ja bowiem nigdy do niczego ich nie zmuszałem
i zmuszać nie będę.
- Udzielał ksiądz ślubu piłkarzowi?
- Byłem bardzo szczęśliwy, kiedy Jarek Mita poprosił mnie, żebym pobłogosławił
jego małżeństwo. Chrzciłem także dziecko Pawła Roga, z którym grałem przez
chwilę w juniorach Resovii.
- Mimo wszystko
podejrzewam, że na początku obecność księdza nieco piłkarzy onieśmielała.
- Wszyscy byliśmy zestresowani, bo mieliśmy do czynienia z nową sytuacją. Jednak
piłkarze szybko stali się otwarci. Kiedyś, gdy wygrali ważny mecz w Tarnobrzegu
z Siarką, zadzwonili do mnie z autokaru i jak jeden mąż krzyknęli:
"zwyciężyliśmy!". W dniu moich urodzin pokonali Motor Lublin i w szatni
zaśpiewali mi "100 lat". Byłem bardzo wzruszony.
- Modlitwy
przed meczem to zjawisko powszechne czy marginalne?
- Zdarzają się, aczkolwiek z powodu nawału obowiązków często się spóźniam i z
planów nic nie wychodzi (śmiech). Z drugiej strony, modlitwa o zwycięstwo nie
jest zbyt etyczna. Kiedyś pewien ksiądz zwrócił mi na to uwagę, mówiąc, że nasza
prośba o wygraną to jednocześnie niejako prośba o porażkę rywala. Dlatego lepiej
modlić się o to, żeby spotkanie przebiegało w sportowej atmosferze.
- Bardzo się
ksiądz denerwuje w trakcie meczu?
- Bardzo. W trakcie potyczki z Wisłoką Dębica nie usiadłem ani na moment.
- Co ksiądz
czuje, gdy widzi rozróby pseudokibiców bądź słyszy nieustanne wulgaryzmy?
- Strasznie mi przykro z tego powodu. Niestety, takie historie zdarzają się
także na meczach Resovii, na derbach Rzeszowa.
- Dlaczego tak
się dzieje? Mamy złą młodzież?
- Papież Jan Paweł II zaufał tej młodzieży, mówił, że jest ona przyszłością i
dzisiaj obserwujemy, iż miał rację. Bójki wszczynają jednostki, ludzie, którym
zabrakło chyba ciepła rodzinnego, jakiejś głębszej wartości. Sam rozmawiałem z
kibicami, pytałem, dlaczego się awanturują, czy myślą o konsekwencjach takiego
zachowania.
-. ..i co
odpowiadali?
- Kiedyś, w rozmowie internetowej jeden z nich stwierdził, że musi lać się krew.
Że musi działać prawo zemsty, bo kiedyś on sam został pobity.
- Po śmierci
Jana Pawła II w całej Polsce dochodzi do aktów pojednania. Bratają się fani
Cracovii i Wisły, Legii i Polonii, klubów śląskich, ostatnio również Resovii i
Stali. Czy to rzeczywiście przełom, czy jedynie piękny sen, który za tydzień się
skończy?
-
Myślę, że teraz najwięcej
zależy od ludzi, którzy zorganizowali takie wspólne spotkania: kapłanów,
działaczy, prezesów. Nie wolno nam wypuścić z rąk takiego skarbu, więc
powinniśmy pójść za ciosem. Organizować jak najwięcej wspólnych imprez, nawet
mszy świętych. Jedno nie ulega wątpliwości: to wszystko zawdzięczamy Ojcu
Świętemu. On bowiem uczył nas tej miłości do bliźniego, uczył wybaczania. Świat
bardzo się zmienił po Jego odejściu.
- W niektórych
miejscach na ziemi futbol traktuje się na równi z religią, a we Francji czy w
Niemczech na stadiony przychodzi więcej ludzi, niż do kościołów. Jak ksiądz to
skomentuje?
- Sport jest czymś ważnym w życiu większości z nas, ale nie może zajmować
miejsca Pana Boga. Pełne stadiony nie są niczym złym. Istotne jednak, żeby ci
kibice byli blisko Boga. Jan Paweł II mówił, że Europa Zachodnia potrzebuje
nowej ewangelizacji. Jestem przekonany, że Jego pontyfikat wciąż będzie
przybliżał ludzi do Boga.
- Czy wiara w
Boga pomaga w odnoszeniu sukcesów sportowych?
- Na pewno nie przeszkadza. Jednak źle się dzieje, gdy zaczynamy traktować sport
jako coś najważniejszego w życiu. Bo prędzej czy później spotka nas zawód. Sława
przeminie, a w duszy pozostanie pustka.
- A jaki ksiądz
ma stosunek do piłkarzy manifestujących swoją religijność?
- To chyba nic złego. Jeżeli ktoś jest autentycznie wierzący, to pragnie się tą
wiarą dzielić z innymi. Być może takie świadectwo znanego zawodnika poprowadzi
kogoś do Boga, przekona do wiary?
- Myśli ksiądz,
że następca Jana Pawła II sportowi będzie poświęcał równie dużo uwagi?
- Sport w życiu Jana Pawła II odgrywał szczególną rolę. Piłka nożna, kajaki,
wycieczki górskie, narty - to wszystko przybliżało Karola Wojtyłę do Boga.
Niektórzy określali go nawet mianem "Bożego Atlety". Również Jan Bosko,
wychowawca dzieci i młodzieży, głównie tej ubogiej, pisał "boisko martwe -
diabeł żywy, boisko żywe - diabeł martwy". Właśnie w sporcie widział Jan Bosko
nadzieję na odnowę moralną u młodych. Myślę, że to samo widział także Jan Paweł
II. Życzyłbym sobie, żeby sport wychowywał, jednoczył, uczył radości,
patriotyzmu i budował przyjaźń między ludźmi.
|