|
Rozmowa
Tomasza Szeligi (Super Nowości) z Marcinem Pietryką, bramkarzem II-ligowej
Resovii. O Resovii znów zrobiło się głośno. “Pasiaki”
pokonały mierzącą w awans Wisłę na stadionie im. Kazimierza Górskiego w Płocku,
a miejscowych powstrzymywał fantastycznie dysponowany Marcin Pietryka,
wychowanek i symbol rzeszowskiego klubu.
- Fajnie być sennym koszmarem napastników?
- Oj, fajnie! Cieszę się, że wreszcie “załapało”. Ustabilizowałem formę, w
drugim meczu z rzędu nie wpuściłem bramki. To ważne, bo wcześniej przytrafiały
się wpadki.
- Właśnie. Różnie panu szło w tej rundzie, zdarzały
się błędy, które drogo zespół kosztowały. W jaki zatem sposób wrócił pan na
właściwe tory? Ciężej pan pracował, zmienił coś w treningu, odnalazł gdzieś
koncentrację?
- Nic z tych rzeczy. Mam swoje lata, za sobą mnóstwo doświadczeń i nie widzę
powodu, dla którego miałbym zmieniać coś w swoich przygotowaniach. Po prostu nie
obrażam się na rzeczywistość, tylko wyciągam wnioski z popełnionych błędów.
Ważne jest by zachować spokój, ale jednocześnie zezłościć się na siebie, znaleźć
motywację, żeby odkupić winy.
- Bramkarz musi mieć też trochę szczęścia, tak jak
pan w Płocku.
- Wisła to faworyt ligi, ma w składzie dobrych zawodników i faktycznie łatwo nie
było. Raz uratowała mnie poprzeczka.
- Generalnie płockie powietrze służy Resovii…
- Uwielbiam grać przeciwko Wiśle (śmiech). W Płocku nie puściłem jeszcze bramki,
cieszyłem się po pamiętnym 4-0 i teraz, gdy Tomek Ciećko w ostatniej akcji
zdobył gola na wagę 3 punktów. Pokonaliśmy też Wisłę w Pucharze Polski 5-3, ale
w tamtym spotkaniu nie grałem.
- Ciećko trafił w trzeciej minucie doliczonego czasu.
Wierzył pan, że to się tak może skończyć, czy jednak cieszył się z remisu?
- Gdy “Maka” (Bartłomiej Makowski – red.) podchodził do piłki, by wybić rzut
wolny, krzyknąłem: “zagraj do mnie!”. Na szczęście nie posłuchał, bo jeszcze by
mnie oskarżył o brak zwycięstwa (śmiech).

foto: P. Bialic (Super Nowości)
- Resovia straciła zaledwie 9 goli, to drugi
najlepszy rezultat w lidze. Miło byłoby nie stracić w rundzie więcej niż 10
bramek.
- W niedzielę wieczorem analizowałem tabelę i strasznie żałowałem 0-3 z Pogonią
w Siedlcach. Gdyby nie ten mecz, bylibyśmy zespołem z najlepszą defensywą. Odkąd
powstała druga liga grupa wschodnia nie schodzimy jednak poniżej pewnego
poziomu, a teraz mamy okazje, by wyśrubować wynik. Jeśli w dwóch najbliższych
meczach z Wigrami i Siarką nie stracimy gola, zakończymy jesień bez jedynki z
przodu. To byłoby coś!
- Co się zmieniło w grze Resovii po przyjściu trenera
Tomasza Tułacza?
- Poprzedni trener Marcin Jałocha grał w ustawieniu 4-4-2, czyli z dwoma
napastnikami. Teraz gramy tak, jak cały świat – 4-2-3-1. Jedno się nie zmieniło
– staramy się szanować piłkę, jak najdłużej się przy niej utrzymywać. Mam
wrażenie, że dziś nieco więcej jest tego resoviackiego charakteru. Tomasz Tułacz
wymaga również, by zawodnicy byli uniwersalni. Boczni pomocnicy mają być
napastnikami, zamiana ról jest pożądana. Mamy solidną defensywę, ale jednak
więcej piłkarzy ofensywnych, dlatego taki styl nam pasuje.
- Jak balon był pompowany, a w klubie kasa i
zawodnicy z bogatą przeszłością, to brakowało wyników. Teraz w Resovii nie ma
pieniędzy ani wielkich oczekiwań, a drużyna znajduje się w czołówce. Z realnymi
szansami na drugie miejsce na półmetku sezonu. Jak pan to wytłumaczy?
- Tworzymy drużynę. Nikt nie kalkuluje, idzie na maksa, nie odstawia nogi.
Sprawy pozasportowe odsuwamy na bok, po rundzie będziemy się zastanawiać nad
tym, co dalej. I czekać na to, co postanowią nasi szefowie.
- W szatni rozmawiacie o awansie?
- Przede wszystkim chcemy mocnym akcentem zakończyć rundę. Sześć punktów mogłoby
utorować drogę na szczyt tabeli. Generalnie jesteśmy jednak w szoku, że tak
wiele udało się nam dokonać.
- Jak idzie panu szkolenie dzieci i młodzieży?
- Odkryłem w sobie prawdziwą pasję i już wiem, co będę robił, gdy zawieszę buty
na kołku. Opiekuję się licealistami i gimnazjalistami w naszej Szkole
Mistrzostwa Sportowego, w Resovii prowadzę zajęcia z jeszcze młodszymi
bramkarzami. Mam pod opieką 18-20 zawodników i dwie bramkarki. |