|
Rozmowa
z Marcinem Pietryką, bramkarzem Resovii.
W sobotę początek zmagań w III lidze lubelsko-podkarpackiej. Faworytem
do zwycięstwa jest Resovia, która po karnej degradacji z II ligi zdołała
utrzymać kilku kluczowych zawodników i zmontowała bardzo ciekawy skład (Pietryka,
Kozubek, Szkolnik, Domoń, Nikanowycz, Brągiel, Ogrodnik, Madeja).
“Pasiaków” poprowadzi nowy trener, Roman Borawski. Pomagać mu będzie
Bogusław Pacanowski, który kilka lat temu był w rzeszowskim klubie
asystentem Tomasza Tułacza. Reforma rozgrywek oznacza, iż dla większości
drużyn ten sezon będzie wyjątkowo trudny. Z podkarpackich drużyn groźne
powinny być Izolator Boguchwała, Stal Sanok i Karpaty Krosno.
- Jak wygląda Resovia po przejściach?
- Obiecująco. Po spadku zawsze jest ciężko, ale jesteśmy dobrze
przygotowani. Wygrywaliśmy w sparingach, w lidze też zamierzamy
wygrywać. Dzisiejsza Resovia to mieszanina doświadczenia z młodzieżą,
która dopiero wkracza w dorosłą piłkę. Zapewniam jednak, że nikt nie
odstawi nogi. O konkretnym celu porozmawiamy po rundzie, ale nie
wyobrażam sobie, iż nie mielibyśmy się znaleźć w czubie tabeli.
- Kadra prezentuje się imponująco, choć Resovię latem opuściło
aż 11 zawodników.
- Trzon drużyny pozostał, to jest najważniejsze. Humory też dopisują.
Bardzo ważny będzie początek sezonu. Z doświadczenia wiem, że nie zawsze
udaje się “odpalić”. Jednak trzeba robić swoje, jak Wisła Płock, która w
cuglach awansowała w tamtym sezonie do pierwszej ligi, choć zaczęła
bodajże od trzech porażek.
- W szatni czuje się pan dziadkiem? Gdy pan bronił w zespole
seniorów, wielu z tych, którzy są dziś w kadrze, podawało piłki.
- Czasem w żartach żądam na treningu od 16-latka, by wołał na mnie
“tata” (śmiech). Od razu przypomina mi się, gdy jako 17-latek wkraczałem
do drużyny i do Marka Amarowicza mówiłem proszę pana. – Młody,
zwariowałeś? “Azja” jestem – odpowiedział. Teraz sam skracam dystans.
- Młodzież wie, czego chce od życia, czy to jednak pokolenie
zmanierowanych lekkoduchów?
- Dawniej rzeczywiście było inaczej. Chodziliśmy jak w zegarku, a teraz
młodzieżowiec musi grać, więc roztacza się nad nim parasol ochronny.
Nawet na treningu trzeba uważać, by nie zrobić młokosowi krzywdy. Mam
wrażenie jednak, że resoviacka młodzież nie buja w obłokach. My, starsi
zawodnicy, skutecznie chłodzimy im głowy.
- W klubie jest nowe rozdanie, zmieniła się liga, ale nie cel,
którym jest awans.
- To Resovia, nie może być inaczej (uśmiech). Nie udało się sforsować
bram pierwszej ligi, może uda się wrócić do drugiej. Jesteśmy
przygotowani na twardą przeprawę. Rywale będą się mobilizować na mecz z
Resovią, poza tym wygranie ligi nie oznacza w tym roku awansu. Trzeba
się bić w barażach.
- Resovia to mocna wyjściowa “jedenastka”. Rezerwowi już takiej
jakości drużynie nie dają, wciąż brakuje egzekutora w ataku i solidnego,
drugiego bramkarza. Zgadza się pan z tym?
- Trener faktycznie nie ma wielkiego pola manewru, ale z młodzieży
naprawdę możemy mieć pociechę. Widzę, jak starają się dorównać
zawodnikom pierwszego składu. Co do bramkarzy – trener z działaczami
podjęli decyzję, że nie szukamy po Polsce, tylko stawiamy na swoich
chłopaków. Powierzyli mi zadanie opieki nad bramkarzami, z którymi
pracuję już od roku w tutejszej Szkole Mistrzostwa Sportowego. Dobrze,
że dbamy o własnych wychowanków.
- Gdy okazało się, że Resovia nie zagra w drugiej lidze i
nastąpił exodus trenerów i zawodników, ani przez chwilę nie pomyślał
pan, żeby dołączyć do tej grupy?
- Dla mnie kluczowa była decyzja o tym, że otrzymujemy licencję na grę w
trzeciej lidze. Bo w czwartej nie chciałem występować. Na własną rękę
sondowałem rynek, dowiadywałem się, gdzie mógłbym zahaczyć. Ale na
szczęście nie było takiej potrzeby. Nie musiałem rzucać szkoły ani
Resovii, do której mam osobisty stosunek.
|