|
Rozmowa z Jarosławem Piątkowskim, nowym piłkarzem
III-ligowej Resovii, byłym zawodnikiem Korony Kielce, ŁKS i Zagłębia Sosnowiec
Jarosław Piątkowski 16 razy zagrał w ekstraklasie. Wiosną ma pomóc Resovii w
awansie do zreformowanej II ligi.
- Co piłkarz z ekstraklasy porabia w przeciętnym trzecioligowym klubie?
- Gdyby szefowie Zagłębia postępowali fair, pewnie grałbym nadal w tym zespole.
Interesowały się mną też inne pierwszoligowe kluby, ale traciły cierpliwość, bo
rozstanie z Zagłębiem przeciągało się w nieskończoność. Chciałem grać, Resovia
złożyła poważną propozycję, więc się zdecydowałem.
- Koledzy z ekstraklasy pewnie się dziwili...
- Właśnie, że nie. Rozmawiałem z kilkoma znajomymi, mówili, że tak czasem bywa.
- Ale Pana wartość na rynku spadnie.
- Nie jestem postacią anonimową. W klubach pierwszej i drugiej ligi wiedzą, kto
to Piątkowski. Mam nadzieję, że będę miał dobrą rundę, pomogę Resovii, a potem
wrócę tam, skąd przybyłem.
- Jak zakończyła się historia z Zagłębiem?
- Na 90 procent zakończy się w sądzie.
- Głośno zrobiło się, gdy poszedł Pan na policję.
- Działacze Zagłębia nie chcieli przyjąć mojego wniosku o wydanie świadectwa
pracy ani potwierdzić, że zdałem sprzęt. Poszedłem więc na komisariat.
Policjanci zobowiązali się dostarczyć korespondencję do klubu. Nie lubię o tym
opowiadać, bo w Sosnowcu spędziłem piękne chwile. Pomogłem drużynie w awansie do
ekstraklasy i nie przypuszczałem, że pożegnam się z klubem w takich
okolicznościach.
- Gdy odchodził Pan z Korony do Zagłębia, negocjował z Widzewem. Też powstał
szum, więc może lubi Pan być w centrum uwagi?
- To nie tak. Wówczas kluby się dogadały, Koronie zależało, by mnie sprzedać,
ale ja nie przyjąłem warunków finansowych proponowanych przez Widzew. Poza tym
łodzianie chcieli, bym podpisał trzyletni kontrakt. Nie miałem ochoty wiązać się
na tak długi czas.
- Piotr Tyszkiewicz, pański menedżer, rozpowiadał, że tej zimy pytały o Pana
ŁKS, Ruch Chorzów, a nawet Torpedo Moskwa. Ile w tym prawdy?
- To nie są bajki. Tyle, że na propozycjach się skończyło. Gdyby nie ta cała
historia z Zagłębiem, przygotowywałbym się teraz do sezonu z którymś z
pierwszoligowców.
- Siedem meczów w barwach Korony, dziewięć w Zagłębiu, zero goli. Pana
dorobek w ekstraklasie na kolana nie rzuca. Dlaczego w Kielcach i Sosnowcu nie
udało się przebić do podstawowego składu?
- Umiejętnościom nie ustępowałem innym, ale chyba nie miałem szczęścia do
trenerów. W Koronie Ryszardowi Wieczorkowi nie pasowałem do koncepcji, w
Zagłębiu szkoleniowcy zmieniali się co chwilę, a każdy miał swoich faworytów. I
dochodziło do tego, że po dobrym meczu siadałem na ławce. Nawet kibice nie
rozumieli, o co w tym wszystkim chodzi.
- Co Pan powie o Resovii?
- Bardzo ciekawa drużyna. Sęk w tym, by wydobyć z niej potencjał. Ze sparingu na
sparing gramy lepiej, zaczynamy się rozumieć i o zgranie zespołu specjalnie bym
się nie martwił. Jeszcze czeka nas przecież obóz w Straszęcinie. Organizacja
klubu? To nie jest tak, że jestem przyzwyczajony do luksusów i będę kręcił
nosem. Przecież nie tak dawno grałem w Siarce Tarnobrzeg...
- Kibice już plotkują, ile to Pan będzie zarabiał.
- Nie mam gwiazdorskiego kontraktu.
- Boją się, żeby nie doszło do powtórki sprzed lat, gdy różnice w płacach
popsuły atmosferę w zespole.
- Nie sądzę, aby teraz coś podobnego mogło się wydarzyć.
- Czuje się Pan na siłach, by zostać liderem Resovii?
- Znam swoją wartość, presji też się nie boję, ale piłka nożna to gra zespołowa.
Jeden facet wózka nie pociągnie.
- Nawet, jeśli jest specjalistą od awansów?
- Fakt, to interesująca historia. Awansowałem do ekstraklasy z Koroną, ŁKS i
Zagłębiem. Może i Resovii przyniosę szczęście?
- Zależało Panu, by do Resovii trafił Przemysław Cichoń. Tak się jednak nie
stało.
- Znamy się od czasów występów w Koronie. Żałuję, że Przemek nie zostaje w
Rzeszowie. Spośród piłkarzy Resovii kojarzyłem tylko Marka Kusiaka, lecz dwa
tygodnie wystarczyły, bym czuł się tutaj jak w domu. W szatni panuje fajna
atmosfera.
- O czym marzy Jarosław Piątkowski?
- Chcę zapomnieć o perypetiach związanych z Zagłębiem i skupić się na grze.
Potem, jak wspomniałem, znów trafić na najwyższą półkę i wreszcie strzelić gola
w ekstraklasie. Czerwca nie mogę się doczekać również z innego powodu. W tym
miesiącu na świat przyjdzie moja córeczka.
|