|
- Kibice cały czas mnie
pocieszali i wspierali. Chciałbym im za to serdecznie podziękować - mówi
Marcin Pietryka, który wraca do zdrowia po poważnym urazie głowy.

Kontuzjowany bramkarz Resovii,
Marcin Pietryka
podczas meczu
Resovia- Siarka 26.05.2007 | foto: Dziennik Polski
5 maja w
50. minucie meczu czwartej ligi pomiędzy Resovią Bać-Pol a Lechią
Sędziszów Małopolski bramkarz rzeszowian Marcin Pietryka zderzył się
przed polem karnym z napastnikiem gości Tomaszem Płonką. W efekcie
tego starcia Pietryka z urazem głowy opuścił boisko na noszach i
pojechał do szpitala. Tam lekarze orzekli, że zawodnik ma złamany
płat oczodołu i pęknięty kanał zatokowy z przemieszczeniem.
Dwa dni po zdarzeniu bramkarz Resovii miał operację, podczas której
wszczepiono mu trzy płytki platynowe i założono 44 szwy.
Marcin Lew: Od feralnego zdarzenia z
meczu z Lechią minęły ponad trzy tygodnie. Jak się w tej chwili
czujesz?
Marcin Pietryka: Czuję się dużo lepiej. Coraz więcej ciągnie mnie do
gry i mam nadzieję, że szybko wrócę na boisko.
Jak przebiega leczenie?
- Bardzo sprawnie. Wszystko szybko się goi, z czego się cieszę. Cały
czas chodzę do lekarza i także wszystko jest pod kontrolą. Myślę, że
za dwa, trzy tygodnie będę mógł wrócić do treningów.
Po wypadku myślałeś o tym, że nie
chcesz już grać w piłkę?
- Nie. Nawet przez moment nie było takiej myśli, żeby rzucić piłkę.
Lekarze mnie od początku uspokajali, że po operacji mogę wrócić na
boisko. Byłem i jestem optymistą. Będę spokojnie przygotowywał się
do tego, żeby wrócić.
Sądzisz, że po takim wypadku będziesz
miał jakieś obawy w trakcie gry? Jakiś uraz psychiczny może przecież
zostać.
- Myślę, że może na początku coś takiego na pewno będzie. Z biegiem
czasu, z biegiem trenowania to powinno jednak mijać i minie.
Gdy wrócisz do gry, to czy zobaczymy
Marcina Pietrykę w podobnym kasku, w jakim gra czeski bramkarz
Chelsea Londyn Petr Cech?
- Na początku też o tym pomyślałem, żeby założyć coś takiego. Czoło
jednak się ładnie zrasta i nie będzie obawy, że coś się może stać.
Raczej więc nie będzie potrzeby zakładać takiego kasku.
Po urazie cały czas miałeś wsparcie w
kibicach. Zorganizowali nawet zbiórkę pieniędzy dla Ciebie.
- Zaraz po moim urazie kibice mnie wspierali i pocieszali. Tak jest
zresztą cały czas. To jest na pewno budujące i miłe. Jest dla kogo
wracać na boisko i dla kogo grać w piłkę. Pieniądze, które mi
przekazali, będą z pewnością pomocne. Chciałbym im za to serdecznie
podziękować.
Ostatni pojedynek Resovii z Siarką
Tarnobrzeg (2:0) oglądałeś na żywo. To dla Ciebie coś nowego, bo
przez ostatnie kilka lat przyglądałeś się swoim kolegom raczej z
boiska niż z trybun...
- Tak. Pierwszy raz oglądałem mecz z trybun. I było to od razu
spotkanie o stawkę, o awans. Bardzo mocno się denerwowałem. Było to
niesamowite przeżycie. Na szczęście koledzy sobie poradzili beze
mnie.
W pewnym momencie kibice zamarli. Urazu
nogi doznał bowiem drugi bramkarz "pasiaków" Łukasz Kut, który ma
ponaciągane wiązadła i na pewno nie zagra w najbliższym meczu.
- Ja też zamarłem. Złapałem się nawet za głowę. Po tym zdarzeniu
chciałem się rozebrać i wyjść na boisko (śmiech). Na szczęście
Łukasz się pozbierał i dokończył mecz.
Czy według Ciebie zwycięstwem z Siarką
Resovia zapewniła sobie już awans do trzeciej ligi?
- Teoretycznie tak, ale praktycznie nie. Według mnie awans jest
pewny, ale chłopaki muszą postawić jeszcze kropkę nad "i" w
następnym meczu. Myślę, że im się to uda.
|