|
Cieszymy
się, że będziemy mogli zmierzyć się z taką drużyną jak Wisła Kraków. Na
pewno sportowo wyniesiemy sporo z tego spotkania - mówi Marcin
Pietryka, bramkarz drugoligowej Resovii, która w sobotę w ramach
obchodów 105-lecia klubu w towarzyskim meczu zagra z wicemistrzami
Polski
Resoviacy w tym roku obchodzą jubileusz 105-lecia klubu. Z tej
okazji w sobotę na stadionie przy ul. Wyspiańskiego odbędzie się
całodniowa impreza mająca uświetnić jego obchody. Centralnym punktem
jubileuszu ma być mecz drugoligowych piłkarzy klubu z wicemistrzem
Polski, Wisłą Kraków, który rozpocznie się o godz. 13. Cała impreza
natomiast ma wystartować o godz. 11.
- Już za kilka dni razem z kolegami z
Resovii będziecie obchodzić 105-lecie klubu. Dla Ciebie to już któreś z
kolei okrągłe obchody jubileuszu. Któreś szczególnie utkwiły Ci w
pamięci?
- Pamiętam obchody 100-lecia, ale wtedy nie dane mi było zagrać w
meczu z Górnikiem Zabrze. To było po moim feralnym wypadku i uraz głowy
nie pozwolił mi na grę. Oglądałem to tylko z trybun. Było to ciekawe
widowisko i na boisku, i pod względem dopingu, i oprawy kibiców.
Teraz też na kibiców czekać będzie nie lada
gratka. Dla Was, piłkarzy, chyba też. Starcie z Wisłą Kraków nawet w
meczu towarzyskim to chyba spore wydarzenie, tym bardziej że nieczęsto
możemy gościć w Rzeszowie zespoły z ekstraklasy.
- Cieszymy się z tego, że możemy się zmierzyć z taką drużyną jak
Wisła. Będziemy mogli zobaczyć, na jakim poziomie jesteśmy. Fajnie, że
mają przyjechać największe gwiazdy Wisły, jak np. Maciej Żurawski czy
inni z pierwszego składu. Na pewno sportowo wyniesiemy sporo z tego
spotkania.
Jest jakaś szczególna mobilizacja wśród
Was? Ktoś chce się pokazać i być może wypłynąć na szersze wody?
- Na razie nie myślimy o tym. Skupiamy się na rywalizacji
w lidze, ale na pewno każdy będzie chciał się pokazać. Dla każdego
zawodnika będzie to spore wydarzenie. Nie ma jednak osoby, która jakoś
szczególnie czeka na to spotkanie. Teraz ważna jest liga.
Przy poprzednich okrągłych rocznicach w
zespole roiło się od wychowanków Resovii. Teraz jesteś tam praktycznie
tylko Ty i kilku chłopaków w rezerwach. Gdzie się podziała stara szkoła
resoviacka?
- Praca w grupach młodzieżowych w poprzednich latach była zaniedbana,
stąd nie ma wychowanków. Teraz to się zmieniło, wszystko idzie w dobrym
kierunku. Ta młodzież jest inaczej traktowana, duży nacisk jest
kładziony właśnie na nich i miejmy nadzieję, że za kilka lat będzie to
już widoczne. Przez to, że kiedyś to szkolenie było zaniedbane,
teraz w zespole trzeba szukać młodzieżowców na zewnątrz i niepotrzebnie
wydawać pieniądze za sprowadzenie ich do naszego klubu.
Z pierwszą drużyną trenujesz i grasz w niej
kilkanaście lat. Wchodziłeś do zespołu jako młody, 16-letni chłopak.
Teraz, mimo że masz tylko 28 lat, to w zespole jesteś najstarszy. Nie
czujesz się z tym dziwnie?
- Rzeczywiście, tak się stało w tym sezonie, że jestem najstarszym
zawodnikiem pod względem stażu w Resovii, i wiekowo też. Nie przeszkadza
mi to w graniu ani też się nie wywyższam w stosunku do innych. Robię, co
mam robić. Pracuję ciężko, a treningi z trenerem Mariuszem Stawarzem
dają dobre efekty i ciągle idę do przodu, cały czas się rozwijam i z
tego się cieszę.
Obchody 105-lecia klubu to impreza fajna,
ale nie kluczowa dla Was w tym sezonie. Macie awansować do I ligi, a
tymczasem po sześciu kolejkach Wasza gra wygląda słabo. Co prawda nie
przegraliście, ale kibice wyraźnie dają do zrozumienia, że nie takiej
Resovii oczekują.
- My staramy się robić swoje jak najlepiej. Trener przygotowuje
taktykę, a my staramy się ją realizować. Czasami nam to lepiej wychodzi,
czasami gorzej. Skupiamy się na tym, co mamy robić. Może i nie ma takich
wyników i gry, jakich oczekiwaliby kibice. Może nie wygląda to najlepiej
z trybun, ale my naprawdę dajemy z siebie wszystko i chcemy, by było jak
najlepiej. Za każdym razem gramy o trzy punkty, ale nie zawsze wychodzi.
Od początku sezonu jednak też nie przegraliśmy meczu.
Mogło być jednak gorzej. Już kilka razy,
broniąc w samej końcówce groźne uderzenia przeciwników, ratowałeś swój
zespół przed stratą punktów.
- W tym sezonie tak się dzieje, że w ostatnich minutach
zawsze jakaś sytuacja dla przeciwników się trafi i trzeba ratować
zespół. Ale tak samo ja ratuję ten zespół w końcówce, jak i on ratuje
mnie wcześniej. Uzupełniamy się cały czas i o to w tym wszystkim chodzi. |