WYWIADY

  klub
strona główna
aktualności
informacje
prasa
wydarzenia
wywiady
  liga
kadra
terminarz
mecze
tabela
  historia
kronika
resoviacy
1905...
Rzeszów
artykuły
  www
e-muzeum
foto
linki
kontakt
księga gości
forum

 

 

 

2003.12.22 | Wywiad z Józefem Rozborskim, prezesem sekcji piłki nożnej

 

- W ostatnim czasie szefowanie sekcji piłki nożnej Resovii to zajęcie niewdzięczne. Co pana skłoniło do przyjęcia tej funkcji?
- Na pewno nie żadne gratyfikacje. Jestem działaczem absolutnie społecznym. Nie robię tego też dla kariery politycznej czy zawodowej. Dałem się namówić na to stanowisko, bo już nie pracuję i mam czas. Po drugie jestem byłym zawodnikiem Resovii i los klubu nie jest mi obojętny. Po trzecie widzę szanse na wyjście z trudnej sytuacji.


- Przez ostatnie dni nie chciał pan na ten temat rozmawiać.
- Nie było o czym mówić. Jestem w klubie od jakichś dwóch miesięcy, ale stałem trochę z boku. Musiałem mieć czas, żeby się rozejrzeć, pogadać z ludźmi.

- Jakie wnioski po tych rozmowach?
- Nie jest tak źle, jak kilka tygodni temu, kiedy bałem się, że zespół może się rozpaść. Na piątkowym spotkaniu pojawili się niemal wszyscy dotychczasowi gracze i pięciu nowych. Był też Krzysztof Podlasek który, poinformował nas, że odchodzi.

- Kiedy klub wyrówna piłkarzom zaległości?
- Nie będę niczego obiecywał. Jeśli znajdziemy pieniądze to je wypłacimy. Liczę, że piątego stycznia, gdy zbierze się drużyna, będę miał dla niej jakieś konkrety.

- Skąd ten optymizm?
- Stąd, że w sekcji jest coraz więcej ludzi chętnych do pracy.

- Sponsorów też przybywa?
- We wtorek idę podpisywać z jednym umowę. To tylko jedna firma, ale wiele innych deklaruje chęć pomocy.

- Zazwyczaj na tym się kończy.
- Z szefami firm problem jest taki, że oni nie tyle nie chcą pomóc, ile często nie mają czasu, żeby się spotkać. Trzeba po prostu się nachodzić, żeby coś załatwić. Przy okazji apeluję o pomoc do ludzi z branży budowlanej, mających za sobą często grę w Resovii.

- Jakie ma pan jeszcze plany?
- Chciałbym zmienić organizację sekcji. Ona nie może istnieć osobno, bez kontaktu z zarządem klubu. Przecież to największa grupa w Resovii - prawie dwie setki zawodników. Myślę też o nawiązaniu ścisłej współpracy z Uniwersytetem, który jako odpowiedzialny za utrzymanie obiektów jest dla nas potężnym wsparciem.

- Pomówmy o dawnych czasach. Gdzie i kiedy zaczynał pan zawodnicza karierę?
- Pochodzę z Boguchwały i tam trafiłem do sekcji trampkarzy Izolatora (J. R. urodził się w 1943 roku - przyp. red.). Moim pierwszym trenerem był Emil Kotelnicki (ojciec Emila Kotelnickiego, koszykarskiego działacza Resovii - przyp. red.)

- Kiedy trafił pan do Resovii?
- Już jako junior i od razu zacząłem grać w seniorach. Na czas służby wojskowej znalazłem się w pierwszoligowej Gwardii Warszawa. Moim kolega byli między innymi Joachim Marx, Zbigniew Pocialik czy Andrzej Strejlau. Przez krótki czas trenował mnie też Kazimierz Górski. Z Gwardii na krótko przeszedłem do trzecioligowego Bałtyku Gdynia.

- Po wojsku wrócił pan do Resovii. Nie ciągnęło pana, żeby grać w innej drużynie?
- To były inne czasy. Zawodnicy nie wędrowali po klubach jak dzisiaj. Liczyło się coś takiego, jak przywiązanie do barw.

- Za pańskich czasów Resovia nie awansowała do drugiej ligi. Brakowało dobrych graczy?
- Brakowało działaczy, którzy potrafiliby, jak to się mówi, popchać drużynę wyżej.

- Jak w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych żyło się piłkarzowi Resovii?
- Nie można było narzekać. Klub działał w oparciu o przedsiębiorstwa budowlane. Piłkarze byli zatrudnieni tam na etatach. Wiedziałem jednak, że wiecznie grał nie będę i pod koniec gry zacząłem normalnie pracować w firmie budowlanej. Później przez lata byłem pracownikiem w Budimeksie.

- Nie chciał pan być trenerem?
- Szkoliłem młodzież i byłem też o krok od ukończenia kursu na drugi stopień trenera. Tuż przed tym otworzyła mi się szansa wyjazdu na kontrakt do Libii. Zrezygnowałem z trenerki i wybrałem podróż zarobkową do Afryki. Spędziłem tam z przerwami siedem lat.

- Zaskakuje pana coś w dzisiejszej piłce?
- Zarobki piłkarzy. Czasy są ciężkie. Ludzie dostają po kilkaset złotych na miesiąc. Piłkarz będzie niedługo musiał sobie wybić z głowy zarabianie na siebie, żonę i dzieci w trzecioligowym klubie.

- Jakie ma pan życzenia na nowy rok?
- Chciałbym, aby Resovia wyszła na prostą, zaczęła normalnie funkcjonować. Przy okazji jeszcze raz apeluję o pomoc. Gwarantuję, że nie zmarnujemy żadnej złotówki. Oczywiście ważny cel to utrzymanie drużyny w trzeciej lidze. Będziemy robić wszystko aby trener Huzarski z zespołem mieli jak najlepsze warunki przygotowań. Myślę, że zespół nie zawiedzie.

Rozmawiał Tomasz Ryzner, Nowiny | 22.12.2003

 

 







































































 

| ...do wywiady |

 
© 2006 | resoviacy.pl  serwis informacyjny CWKS Resovia Rzeszów | design by