|
-
Mógł mieć pan spokojną zimę, a tu Resovia wygrała na koniec rundy 4 mecze z
rzędu, zbliżyła się do 2 pozycji na 2 punkty i teraz każdy będzie chciał od
Tułacza awansu.
- (śmiech). Wiem, do czego pan pije. Często powtarzam, by do wyników podchodzić
ze spokojem, pokorą, nie wpadać w hurraoptymizm. Ale to nie znaczy, że
przestraszyły mnie dokonania drużyny. Piłkarze, działacze i ja mamy swoje
ambicje. Najchętniej wygrywalibyśmy każdy mecz. Nie lubię jednak pompowania
balonu, sztucznego kreowania rzeczywistości. Ona nie jest idealna. Mamy
określone problemy i musimy sobie z nimi poradzić. Klubowi potrzebna jest
stabilizacja na wszystkich polach.
- Krótko mówiąc, Resovii brakuje kasy. W pewnym momencie
wspomniał pan o tym na konferencji i wylądował na dywaniku u prezesa.
- Myli się pan. Spotkaliśmy się z prezesem Bentkowskim i spokojnie wyjaśniliśmy
sobie całą sytuację. A o kłopotach wspomniałem, bo wesoło nie było. Piłkarze
mieli dość czekania, chcieli w określony sposób zaprotestować. Na szczęście mam
jakiś wpływ na zespół i zawodnicy odstąpili od planów.
- Z zaległościami finansowymi da się awansować?
- To jest Resovia. Nikt z piłkarzy, jeśli wyjdzie na boisko, nie będzie
pozorował zaangażowania, grał na złość. Ale każdy człowiek, jeśli rzetelnie
podchodzi do pracy, oczekuje, że dostanie zapłatę na czas. Każdy chce spokojnie
pracować.
- Działacze dali z siebie wszystko w kwestiach
finansowych?
- Nie mam powodu sądzić, że nie. Pretensji nie mam. Robili, co mogli. Powiem
więcej, dziękuję prezesom, między innymi panu Sadeckiemu, że zadbał o terminowe
wypłatę premii. To był finansowy tlen dla zespołu.
- Fajnie byłoby wejść w nowy rok bez finansowych tyłów.
- Kto by nie chciał. Pieniądze niczego w sporcie nie gwarantują, ale bez nich
ciężko o sukces sportowy i normalne funkcjonowanie .
- Najlepszy mecz tej jesieni to 5-0 z Radomiakiem.
- Tak, ale nie chodzi tylko o wynik, ale też o styl, rozmach, skuteczność.
Mogliśmy strzelić jeszcze więcej goli. A przypomnę, że graliśmy z najlepszym
beniaminkiem, który w wielu meczach potrafił w dobrym stylu zdobywać punkty.
- Wiem, że 0-3 w Siedlcach nie uważa pan za największą
plamę.
- Nie, bo dobrze graliśmy, ale to jest piłka. Czasem wynik kompletnie nie
współgra z tym, co zespół pokazał. Można wygrać, grając słabo. I właśnie jednym
z naszych gorszych meczów były derby Rzeszowa.
- Które pan, jak zwykle wygrał?
- To mnie akurat nie dziwi (śmiech), jednak styl był nie ten, którego wszyscy
byśmy sobie życzyli. Swoje zrobił fakt, że graliśmy po niedzielnym meczu w
Łowiczu. Rywal miał o dzień więcej na odpoczynek i nie było łatwo wygrać.
- Ma pan obronę, brakuje większej siły w przodzie.
- Pracujemy, mamy młody zespół i ci zawodnicy są w stanie grać lepiej,
skuteczniej. Z drugiej strony, trochę świeżej krwi do przednich formacji możnaby
wpuścić. Pytanie, czy będzie nas na to stać.
- Lubi pan, jak zespół strzela gola ze stałego fragmentu
gry.
- Lubię wszystkie gole mojej drużyny (śmiech). Oczywiście te wszystkie wolne,
rogi, auty, ich rozegranie, to taki mój konik. Kilka goli w takich sytuacjach
wpadło. Choćby ostatni z Siarką Tarnobrzeg, wcześniej w Płocku, czy z
Radomiakiem. Idziemy w dobrym kierunku na tym polu.
- Miał pan problemy z jakimś piłkarzem?
- Żadnych. Ta drużyna jest niedaleko od tego, że będzie można mówić o słynnym,
resoviackim charakterze.
- Sebastian Hajduk nie kręcił nosem, że stał się
rezerwowym?
- To bardzo pozytywna postać. Wykonuje dobrą robotę w szatni, scala zespół. On
wie, że nie siedzi na ławce, bo coś do niego mam. Po prostu zmienił się system
gry i w przodzie jest mniej miejsca. Liczę jednak, że Sebastian wiosną zapali.
- O kibicach mówił pan po każdym meczu. I zawsze bardzo
dobrze.
- Dawali powody do tego. Na meczach było spokojnie, ale głośno, bo drużyna
dostawała wsparcie przez 90 minut. Nie ma żadnej przesady w tym, że to był nasz
dwunasty zawodnik.
- Co pana zaskakuje w tabeli? Niska pozycja Motoru Lublin,
Stali Rzeszów, a może mistrzostwo jesieni w wykonaniu Puszczy Niepołomice?
- Puszcza kompletnie mnie nie zaskoczyła. Trener Wójtowicz pracuje tam prawie 3
lata. Co pół roku drużyna jest wzmacniania. To daje efekty. Dzięki temu samemu
wyżej awansował Okocimski.
- Ale plącze się w ogonie tabeli I ligi.
- Bo tak, jak trzecia liga różni się od drugiej, tak druga od pierwszej. Trzeba
o tym zawsze pamiętać.
- Zaskoczenia in minus?
- Więcej spodziewałem się po Olimpii Elbląg. Podobnie, jak w Lublinie głośno tam
mówiono o wysokich aspiracjach, a na razie idzie tak sobie.
- Piłkarze Resovii zaskoczyli in plus. Mają powody wysoko
się nosić.
- Mają satysfakcję, ale nie chodzą z głowami w chmurach. Twardo stąpamy po
ziemi. Przecież jesteśmy w połowie drogi. Wiosną zacznie się niesamowita walka.
Będzie duże grono drużyn walczących albo o duże cele, albo o utrzymanie. Spaść
może przecież aż 5 zespołów.
- Gdzie pan odpocznie w okresie świąteczno-noworocznym?
- W Świeradowie-Zdroju. To niedaleko Karpacza.
- Nie kusi pana słońce, palmy, plaża w ciepłym kraju?
- (śmiech) Gdy w Resovii nastąpi stabilizacja finansowa, chętnie wybiorę się w
takie miejsce. |