|

Duet trenerski Resovii - Bogusław Pacanowski i
Tomasz Tułacz foto: Dziennik Polski
- Zdecydował
się Pan na pracę w Resovii ponieważ...
- To klub z tradycjami,
jego działacze stawiają sobie ambitne cele - ja też jestem ambitny i
lubię wyzwania. Choć od razu zaznaczam: sukces można osiągnąć tylko
wówczas, jeśli spełnionych zostanie kilka warunków.
- Jakich?
- Chodzi głównie o
wzmocnienia. Powtarzam: wzmocnienia, nie uzupełnienia składu. Chciałbym
sprowadzić do Resovii zawodników doświadczonych. Takich, którzy mają za
sobą grę w drugiej bądź trzeciej lidze. W trudnej rundzie rewanżowej oni
nie przestraszą się odpowiedzialności i dadzą zespołowi poczucie
bezpieczeństwa. Jeśli jesienią Resovii czegoś brakowało, to właśnie
doświadczenia.
- Coś jeszcze?
- Nastąpi zmiana
organizacji pracy. Dostrzegam potrzebę ścisłej współpracy z trenerami
grup młodzieżowych, będzie też sporo zajęć indywidualnych. Wierzę, że
dzięki nim tacy zawodnicy jak Michał Bogacz czy Wiesław Kozubek zrobią
jeszcze większy krok naprzód. Sporo do powiedzenia będą mieć moi
asystenci Bogusław Pacanowski i Robert Mazur. Obaj są moimi serdecznymi
kolegami, ale przede wszystkim profesjonalistami i wysokiej klasy
fachowcami. Ich największa zaleta polega na tym, że z łatwością
nawiązują kontakt z piłkarzami i potrafią ich zmobilizować do
maksymalnego wysiłku.
- Mimo wszystko sporo
Pan ryzykuje. Jeśli nie powiedzie się Panu w Resovii, przylgnie do Pana
łatka trenera zdolnego, ale nieskutecznego. Z Tłokami Gorzyce, a później
Stalą Mielec rozstawał się Pan w nieciekawych okolicznościach.
- Tłoki w pierwszych
trzech kolejkach w meczach z tuzami ligi zdobyły 5 punktów, jednak
zarząd doszedł do wniosku, iż potrzebny jest bardziej doświadczony
trener. Postawiono na Józefa Antoniaka. Wtedy podjąłem pracę w
mieleckiej Szkole Mistrzostwa Sportowego i odszedłem z Gorzyc. Stal
Mielec objąłem po Włodzimierzu Gąsiorze w chwili, gdy miała ona bardzo
znikome szanse na awans do III ligi. W klubie zapadła decyzja, że
odmładzamy skład. Z poprzedniej ekipy zostali tylko Piotr Duda i Piotr
Kamiński. Totalnie przebudowany, niedoświadczony zespół potrzebował
czasu. Zrezygnowałem, zastąpił mnie trener Gąsior. Przypominam fakty nie
po to, by się usprawiedliwiać, lecz by pokazać, że uprawiam zawód dużego
ryzyka. Trener nie może być asekurancki. Powinien stawiać sobie
poprzeczkę wysoko i nie zapominać, że w każdej chwili może zostać
zwolniony. Ryzyko towarzyszy nam przez cały czas.
- Wie Pan co środowisko
piłkarskie mówi o Tomaszu Tułaczu?
- Chętnie posłucham.
- Że posiada
nieprawdopodobnego nosa do odkrywania talentów i jest apodyktyczny, co
często prowadzi do konfliktów. Zgadza się?
- Jestem człowiekiem,
który dużo wymaga od siebie i od innych. Jeśli zawodnik w czwartej czy
piątej lidze bierze za grę pieniądze, do swoich obowiązków musi
podchodzić z pełnym zaangażowaniem. Jeśli tego nie robi, oznacza to, iż
nie szanuje trenera, kibiców, szefów klubu. Dla mnie sprawą kluczową
przy doborze piłkarza, jest jego mentalność. Talent to nie wszystko.
Zawodnik musi wiedzieć, co chce osiągnąć, musi czerpać z gry w piłkę
przyjemność. Inaczej kariery nie zrobi.
- A co z tym odkrywaniem
perełek?
- Gdy sprowadzałem do
Stali Piotra Kamińskiego, nikt o nim nie słyszał. Chłopak strzelał gole
w Czarnych Połaniec, dziś jest w Lechu Poznań. Pomogłem też Krystianowi
Gettingerowi, który trafił do Zagłębia Lubin oraz wielu innym, zdolnym
chłopakom. Trenerski nos to intuicja, ale i doświadczenie wyniesione z
boiska, z kontaktów z wieloma wybitnymi szkoleniowcami oraz z pracy w
mieleckiej Szkole Mistrzostwa Sportowego, jednej z najlepszych tego typu
placówek w Polsce. Rozstaję się ze Szkołą po cudownej, 2,5 rocznej
przygodzie. To była jedna z najtrudniejszych moich decyzji. Oczywiście,
przestaję również szkolić zawodników Dromadera Chrząstów.
- Przybywa Pan do
Resovii w gorącym okresie. Wielu kibiców i część działaczy nie zgadza
się z szefami klubu, którzy bardzo krytycznie ocenili dorobek trenerów
Macieja Huzarskiego i Marka Kramarza.
- Wiem, że to ciężki
okres, ale nie mam zamiaru komentować tej sytuacji. Skupiam się na
swojej robocie. Szanuję Maćka Huzarskiego. 19 punktów jakie Resovia
zdobyła jesienią, przy spełnieniu warunków o których mówiłem wcześniej,
może dać nam szansę na włączenie się w walkę o drugą ligę. Problem w
tym, że na reorganizacji rozgrywek pragną skorzystać prawie wszystkie
kluby.
- Od czego zacznie Pan
swoją pracę w Resovii?
- 10 grudnia spotykam
się z drużyną. W pierwszym tygodniu chcę porozmawiać w cztery oczy z
każdym piłkarzem. Liczę na szczerą wymianę zdań.
- Resovia pod rządami
Tomasza Tułacza, byłego świetnego pomocnika, będzie grała ofensywnie?
- Postaram się
doprowadzić do zbilansowania gry między obroną a atakiem. Jesienią te
proporcje zostały zachwiane, zespół stracił zbyt dużo bramek. Co z tego,
że będziemy grać ładnie dla oka, strzelimy w meczu trzy gole, jeśli
rywal wbije nam cztery? Obawiam się, że w tak wyrównanej trzeciej lidze,
właśnie solidna defensywa będzie stanowić klucz do sukcesu.
- Jest w Resovii kilku
wychowanków Stali Mielec. Niektórzy z nich w rundzie jesiennej rzadko
grali. Teraz będą mieli łatwiej?
- Skąd! U mnie każdy
startuje z tego samego pułapu. To naturalne, że na zmianie trenera
zawsze pragną skorzystać ci, którzy wcześniej grali mało. To dla nich
wyjątkowo silny bodziec do pracy.
- Jeszcze nie znalazł
Pan nowych zawodników, a już stracił dwóch. Jarosław Mita kończy
karierę, Łukasz Bąk wyjeżdża w rodzinne strony.
- Nie mogę nikomu
stawać na drodze, choć o ile wiem, Łukasz nie podjął ostatecznej
decyzji. Tak czy owak, wzmocnienia są niezbędne.
|