|

Dlaczego
nie udało się awansować do II ligi?
- Zaważyło kilka czynników, wymienię te najważniejsze: brak
skuteczności i nieprawdopodobny zbieg nieszczęśliwych wypadków czyli chorób,
drobnych urazów i całkiem poważnych kontuzji. Były mecze, w których graliśmy bez
środkowych pomocników bądź napastników.
Jeden wygrany mecz więcej i to Resovia cieszyłaby się z awansu...
- Powinniśmy przywieźć 3 punkty z Radzynia Podlaskiego, szczęścia zabrakło
nam w meczu z Hutnikiem, gdy w ostatniej minucie nie wykorzystaliśmy karnego, z
Sandecją zremisowaliśmy 0-0, a okazji mieliśmy znacznie więcej od rywala. Takich
spotkań było więcej.
Nie miał kto strzelać goli.
- W defensywie zespół radził sobie bez zarzutu. Straciliśmy 12 goli, ale raptem
15 zdobyliśmy. I znów muszę powiedzieć, że nie mieliśmy farta. Krystian Prymula
w dwóch pierwszych meczach dochodził do sytuacji, jednak nie potrafił ich
wykorzystać. Stracił pewność siebie, a potem "złapał" kontuzję. Ze składu z
powodu urazu wypadł również Michał Mościński, z gry zrezygnował Maciej Biliński,
który na pewno zespołowi by się przydał.
Czyli nie jest tak, że postawił Pan na nieodpowiednich ludzi? Transfery się
udały.
- Jeśli do kogoś można mieć pretensje, to do napastników. Ale podkreślam raz
jeszcze: kontuzje miały ogromny wpływ na formę tych zawodników.
Resovii brakowało błysku. Drużyna walczyła, ale gry kombinacyjnej było jak na
lekarstwo.
- Ładniej graliśmy poza Rzeszowem, na dobrych boiskach. W Zamościu,
Wieliczce czy Stróżach to my byliśmy stroną dyktującą warunki. W meczach u
siebie, ze względu na zniszczoną murawę, obraliśmy jedyną sensowną taktykę:
chłopcy mieli grać prostą piłkę. Po to, by uniknąć przykrych niespodzianek. I w
sumie się udało, bo w Rzeszowie wiosną byliśmy niepokonani.
Ma Pan sobie coś do zarzucenia?
- Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, by dobrze przygotować zespół pod
względem fizycznym, taktycznym i mentalnym. Dzisiaj łatwo dyskutować o tym, czy
utrafiliśmy ze składem czy nie, ale kilka miesięcy temu nikt nie mógł
przewidzieć, jak sprawy się rozwiną. Nie uciekam od odpowiedzialności za wynik,
wprost przeciwnie. Jednak oceniając nas, proszę pamiętać, jak ważnymi piłkarzami
byli dla Resovii Michał Bogacz i Konrad Domoń, którzy wypadli ze składu po
pierwszych meczach. Brakowało nam też Maćka Bilińskiego. Część zawodników
pojawiła się w klubie w ostatniej chwili, po zniesieniu zakazu transferowego i
nie pojechała na pierwszy obóz. I jeszcze jedno: Tomasz Tułacz nie pozbył się w
zimie 7 zawodników. Oni sami z różnych przyczyn zrezygnowali z gry w Resovii.
Czasem słyszę pytanie: po co ściągnięto aż tylu piłkarzy? Ale teraz widać, że
kadra musi liczyć 24 nazwiska, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Nie
popełniłem grzechu zaniechania. Chciałem bardzo awansować z Resovią i jest mi
przykro, że się nie udało.
Były też i plusy, więc teraz o tym, co udało się osiągnąć.
- Poprawiliśmy grę całego zespołu w defensywie, nieźle wykonywaliśmy stałe
fragmenty, dobrze prezentowaliśmy się pod względem taktycznym, Kamil Walaszczyk
wyrósł na lidera drużyny, choć oczywiście stać go na jeszcze lepszą grę.
Ponoć zostaje Pan w Resovii na następny sezon.
- Wszystko wskazuje na to, że sztab szkoleniowy się nie zmieni. Szefowie
klubu nie stracili do nas zaufania.
|