|
- Z
Pana transferem do Resovii było trochę zamieszania...
- Z prezesem Resovii stosunkowo wcześnie
doszedłem do porozumienia, ale przeciągały się rozmowy szefów Resovii i
Galicji. Prezesowi klubu z Cisnej w dalszym ciągu zależało, bym u nich
grał.
- Dlaczego powiedział Pan "nie"?
- Uzmysłowiłem
sobie, że 25 lat to ostatni dzwonek na zrobienie kroku w przód. Z
Resovii, klubu z tradycjami, łatwiej zawędrować w większy świat. Wierzę,
że mi się uda.
- Z Dukli, gdzie Pan mieszka, do
Rzeszowa kawał drogi. Rzucił Pan pracę czyli w stu procentach postawił
na piłkę?
- Musiałem się
zdecydować na taki krok. Trzecia liga to nie przelewki.
- Rywalizacja o miejsce w składzie
z Arturem Zielińskim zapowiada się pasjonująco.
- O tym, kto
będzie grał zadecydują trenerzy. Ja wiem jedno: od pana Zielińskiego
można się wiele nauczyć.
- Jak się grało z Górnikiem?
- Wciąż dochodzę
do siebie po kontuzji, ale sił mam już coraz więcej. Brakuje jeszcze
zgrania z kolegami, lecz ono przyjdzie.
- Słyszałem od kilku osób taki
komentarz: Kamil Walaszczyk to utalentowany piłkarz, tylko głowę nosi
wysoko w chmurach. Ile w tym prawdy?
-
Stanowczo dementuję! Jestem człowiekiem, który twardo stąpa po ziemi i
do wszystkiego dochodzi ciężką pracą. Testy w Stali Stalowa Wola czy
epizod w Cracovii, a prawdziwa gra, to dwie różne rzeczy. Mam nadzieję,
że w Resovii pokażę, na co mnie stać.
|